Nowy MacBook Air (2018) – pierwsze wrażenia

27/01/2019, 14:57 · · · 30

W 2008 roku Steve Jobs zaprezentował pierwszą generację MacBooka Air. Szybko stał się on definicją nowej kategorii komputerów – Ultrabooków. Jego początkowa cena wynosiła 1799 dolarów i z pewnością nie można powiedzieć, że był to tani komputer. Dziś jesteśmy już przyzwyczajeni do tego, że komputer może być nierozbudowywalny, a wówczas mocno krytykowany był brak możliwości dołożenia do niego choćby dodatkowej pamięci RAM. Z biegiem lat cena jego nieaktualizowanych podzespołów zmalała i po wycofaniu plastikowych MacBooków stał się on podstawowym komputerem od Apple’a. Do dziś jego konstrukcja robi wrażenie, ale jednak na rok 2018 oczekiwalibyśmy czegoś więcej względem specyfikacji.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 12/2018

W zeszłym miesiącu po ponad 10 latach Apple zaprezentowało następcę legendarnego modelu – MacBooka Air (2018). Pod względem budowy przypomina trochę 12-calowego MacBooka, a trochę 13-calowe MacBooki Pro. W kwestii gabarytów jest mu bliżej do tego drugiego. Szerokość i głębokość jest w zasadzie identyczna, natomiast wysokość w 13-calowych MacBookach Pro jest stała, a tutaj ma kształt klina cieńszego od strony użytkownika, a grubszego przy łączeniu z ekranem. Większość etui od nowych MacBooków Pro powinno jednak pasować także do nowego MacBooka Air. Względem dotychczasowego Aira całość jest bardziej smukła, a ramki wokół ekranu i klawiatury są mniejsze.

Waga nowej odsłony Aira w porównaniu do aktualnej 13-calowej wersji Pro jest nieznacznie mniejsza. Jest on jednak inaczej wyważony i sprawia wrażenie zdecydowanie lżejszego. Gdy z kolei po nowym Airze weźmiemy do ręki najmniejszy komputer Apple – 12-calowego MacBooka – to wciąż jest to przepaść. Spotkałem się z opiniami, że obecnie – po premierze nowego MacBooka Air – zakup tego małego modelu nie ma już sensu. Ja uważam, że w ofercie Apple’a jest wciąż miejsce dla tego maluszka ze względu na jego niewielką wagę.

Jeśli chodzi o ekran, to w końcu doczekaliśmy się Retiny. Nie ma co prawda takiego pokrycia przestrzeni kolorów jak w Pro – mam na myśli DCI-P3 – ale nie sądzę, aby dla większości użytkowników miało to duże znaczenie. Bardziej wymagający użytkownicy mogą zawsze podłączyć go do ekranu, który obsługuje szerszą gamę barw. Zintegrowany układ graficzny w nowym MacBooku Air bez najmniejszego problemu radzi sobie z obsługą monitorów 5K i wydaje mi się, że robi to sprawniej niż pierwsza generacja 13-calowego MacBooka Pro z Touch Barem z 2016 roku. W kwestii wyświetlacza w stosunku do ostatnich generacji linii Pro brakuje jeszcze jednego elementu, a mianowicie True Tone’a znanego z urządzeń iOS. Wśród moich znajomych jest wyraźny podział na sympatyków i przeciwników tej funkcji. Osobiście korzystam z tego na iOS-ie. Mój wcześniejszy komputer jednak tego nie miał, nie odczuwam więc braku tej funkcji pod macOS. Domyślny obszar roboczy nowej matrycy jest dokładnie taki sam, jaki mieliśmy w dotychczasowym MacBooku Air bez Retiny czy aktualnych 13-calowych MacBookach Pro.

Kolejnym wartym omówienia elementem jest klawiatura. Komputer ten wyposażono w trzecią generację klawiatury z mechanizmem motylkowym, która została poprawiona w porównaniu do poprzedników dzięki zastosowaniu dodatkowej warstwy silikonowej. Ma ona na celu uchronienie ją przed okruszkami, które powodowały blokowanie się klawiszy w poprzednich generacjach. Dzięki zastosowaniu tej warstwy na nowym MacBooku Air pisze się bardziej komfortowo i trochę ciszej niż na moim 15-calowym MacBooku Pro z 2016 roku. Zamiast Touch Bara, podobnie jak w modelu Esc Edition, pozostawiono fizyczne klawisze funkcyjne. Zdarza mi się pracować dużo w Terminalu i brakowało mi fizycznego Esc. Cieszę się natomiast, że Apple postanowiło umieścić w tym komputerze czytnik Touch ID. Przez ostatnie dwa lata przyzwyczaiłem się do tego rozwiązania i nie kupiłbym komputera bez tego dodatku. Nie potrafię już w inny sposób korzystać z 1Password, jak właśnie przykładając palec, aby błyskawicznie, a zarazem bezpiecznie, wprowadzać hasła.
Odnośnie do samej klawiatury, jest jeszcze jedna cecha, która sprawia, że pisanie na tym komputerze jest takie wygodne. Jego przednia krawędź jest bardzo niska, to powoduje, że nie wrzyna się ona w nadgarstki podczas pisania. Przy dłuższej pracy z MacBookiem Pro ostra krawędź dawała się we znaki. To czyni zarówno 12-calowy MacBook, jak i nowy MacBook Air komputerami idealnymi do pisania.

Lubię oddawać się temu zajęciu w jakiejś przyjemnej kawiarni, popijając dobrą kawę. Zatem nie bez znaczenia jest dla mnie czas pracy na baterii. Według Apple wynosi on dla tego komputera 12 godzin. Bez najmniejszego problemu podczas lekkiej pracy można uzyskać 10 godzin. Oznacza to tyle, że jestem w stanie zabrać go na weekendowy wyjazd bez ładowarki. Chcąc sprawdzić, ile maksymalnie wytrzyma, postanowiłem przeprowadzić pewien test. Wychodząc z domu, zostawiłem go na cały dzień z aktywną aplikacją Amphetamine, która zapobiega usypianiu. Był przez cały czas połączony z siecią Wi-Fi. W tle był odpalony program Mail, a na ekranie wyświetlało się okno konwersacji iMessages. Ekran podświetlony mniej więcej na 30% i klawiatura również podświetlona, ale w stopniu minimalnym. Gdy wychodziłem, stan rozładowania baterii wynosił 83%. Wróciłem po ponad ośmiu godzinach i zdziwiłem się, że wciąż pozostało 37%, natomiast przewidywany czas do rozładowania wynosił siedem godzin. W sumie komputer był w stanie tak przepracować około 20 godzin na jednym ładowaniu. Test ten miał zobrazować, w jakim stopniu procesor jest w stanie zejść w dół podczas wyświetlania statycznych treści, na przykład podczas czytania PDF-ów. Oczywiście takie czasy nie są uzyskiwalne w normalnym użyciu, ale mimo to ten wynik jest imponujący.

Wydajność jest bardzo zbliżona do MacBooka Pro bez Touch Bara, czyli tzw. Esc Edition z 2017 roku. Przy czym procesor w nowym MacBooku Air jest bardziej energooszczędny. Przesiadając się na niego z 15-calowego MacBooka Pro, zdawałem sobie sprawę, że będzie miał 1/3 mocy swojego większego brata. Nowy MacBook Air jest dostępny tylko w konfiguracji z jednym modelem procesora Intel Core i5. W ostatnich latach kupowałem zawsze wzmocnione wersje, wykraczające poza moje rzeczywiste potrzeby. Decyzja o wyborze tak „zwykłego” komputera nie była łatwa. Zdałem sobie jednak sprawę, że w większości przypadków komputer wykorzystuję w charakterze terminala. Od dłuższego czasu nie potrzebuję lokalnie wirtualizacji – bardziej wymagające zadania jestem w stanie wypchnąć do jednej z mnóstwa usług chmurowych. Jeśli chodzi o obróbkę filmów czy fotografii, to nie robię tego na tyle często, żebym nie był w stanie poczekać nawet trzykrotnie dłużej na rezultaty. Jednak czy MacBook Air jest komputerem powolnym? Absolutnie nie.

Ogromne wrażenie zrobiły na mnie jego głośniki. Z roku na rok widać postęp na tym polu we wszystkich sprzętach Apple’a. Mimo to wciąż ciężko jest uwierzyć, że z głośników o takich wymiarach może wydobywać się tak rozległy, głęboki dźwięk.

Czy warto jest kupić nowego MacBooka Air, czy nie lepiej jest dopłacić do MacBooka Pro? W końcu po wielu latach powrócił dawny podział na zwykłych użytkowników i profesjonalistów. Większość zwykłych ludzi nie potrzebuje wcale wydajności MacBooków Pro, a chcąc mieć porządny komfortowy ekran o wyższej rozdzielczości, nie są już zmuszani, aby wydawać więcej na zakup wersji Pro. Nowy MacBook Air nie jest komputerem tanim. Nie zgadzam się jednak z opiniami, które słyszałem już wielokrotnie, że nie jest wart swojej ceny i jeśli już wydajecie tyle pieniędzy, to powinniście dołożyć jeszcze ze dwa–trzy tysiące złotych na wersję Pro. W codziennym użyciu dla większości osób te ulepszenia nie będą miały większego znaczenia. Mnie osobiście brakowało komputera, który mógłbym zabrać wszędzie ze sobą, nie martwiąc się o jego wagę czy gabaryty, czy aby móc usiąść wygodnie na kanapie i wziąć go na kolana.



30