Sezon 8. Gry o Tron zapowiada się wyśmienicie!

15/04/2019, 22:15 · · · 22

Tak, wiem. Niektórzy z Was już widzieli pierwszy odcinek 8. sezonu Gry o Tron. Sam wstrzymałem się na dzisiejszy, wieczorny i popremierowy pokaz na dużym ekranie kina Multikino w Złotych Tarasach…

Twórczość George’a R.R. Martina poznałem, jak byłem jeszcze nastolatkiem – otrzymałem pierwszy tom serii Pieśń Lodu i Ognia na urodziny albo po jakąś choinkę. Nie pamiętam, nie ma to znaczenia. Znaczenie natomiast na to, że pochłonęła mnie wtedy całkowicie. Niedługo potem nabyłem kolejny tom i potem przez kolejne lata z niecierpliwością czekałem, aż George dokończy pisanie kolejnych. Niestety, zaczęto kręcić serial i początkowo byłem mu nieprzychylny. Książka jest przecież lepsza! Jeszcze zanim oficjalnie zadebiutował pierwszy sezon, obawiałem się, że dogoni on wydarzenia z książek, zanim te zostaną wydane, a kilka lat później było to już nieuniknione. To wtedy zmieniłem front – to serial stał się dla mnie podstawą historii, a książka utraconą obietnicą. Martin mnie zawiódł i postanowiłem, że nie dokończę historii powstałej w jego wyobraźni (spodziewam się, że to się wcześniej, czy później, zmieni).

Pierwszych siedem sezonów Gry o Tron miało swoje mocne i słabe strony. Bohaterów i  nikczemników. Arya Stark – moja prywatna ulubienica – całkowicie mnie urzekła. Tyrion, z kolei, rozpisany jest tak fenomenalnie, że zawsze trzymałem za niego kciuki. Zresztą Peter Dinklage nadaje się absolutnie perfekcyjnie do tej roli. Cersei? Zabiłbym. Mógłbym godzinami pisać o tym co mi się podobało, a co nie, ale nie oszczędzę wam tego bełkotu i skupię się na odpowiedzi na bardzo proste pytanie…

Czy mi osobiście podobał się pierwszy odcinek 8. sezonu?

Zdecydowanie. Wprowadził nas w nowe wydarzenia, nadając odpowiednie tempo, pokazując to, co potrzebujemy wiedzieć, przypominając nam postacie, które kochamy lub nienawidzimy. Rozwiązał też kilka wątków z końcówki ostatniego sezonu, tłumacząc nam od razu na wstępie to, czego mogliśmy się jedynie domyślać. Tak, jedna scena była kompletnie niepotrzebna – mogła być krótsza lub inna. Prawdopodobnie wiecie, o którą chodzi… ale nadrobiła ją scena, w której autentycznie się przestraszyłem, podskakując na kinowym fotelu. Już dawno nie s… ekhm… sami zobaczycie. Pozostało jednak sporo niewiadomych i jedynie pięć odcinków do końca całej sagi.

Szkoda, że tylko pięć. Bo zapowiada się na to, że będę z zapartym tchem oglądał każdy z nich i nadal będzie mało.

22

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.