Google śledzi i zapisuje wszystkie wasze dokonane zakupy

20/05/2019, 12:59 · · · 26

W zeszłym tygodniu pojawił się artykuł na CNBC, tłumaczący jak Google śledzi wszystko, co kupujemy. Warunkiem tutaj jest korzystanie z Gmaila, przez którego będą przechodziły nasze rachunki, w formie elektronicznej. Problemem jest fakt, że Google informuje, że powinniście móc te informacje skasować, jeśli tak sobie życzycie, ale faktycznie nie ma takiej możliwości.

Z ciekawości sam odwiedziłem stronę Purchases, na której spodziewałem się ujrzeć zaskakującą listę rzeczy. Tak się jednak nie stało, bo zaskoczył mnie jedynie fakt, że lista jest całkowicie pusta. Ewidentnie to zaleta nie wykorzystywania mojego konta Gmail do niczego poza spamem. Dajcie znać jak to wygląda u Was.

Jest to temat dla mnie interesujący ze względu na ostatnie wypowiedzi przedstawicieli Google’a podczas trwania I/O 2019, gdzie po raz pierwszy usłyszałem z ich ust słowa przypominające stanowisko na temat prywatności, którym wręcz reklamuje się Apple. Na tym etapie, biorąc pod uwagę lata zaniedbywania tego tematu przez Google’a, prawdopodobnie będzie potrzebne wiele lat na wyprostowanie wszelkich problemów, jak ten z danymi na temat naszych zakupów. Nawet nie wiem czy to będzie możliwe w najbliższym czasie. Pytanie, czy takie podejście w ogóle ma sens, szczególnie zważając na to, że większość użytkowników ani nie dba, ani nie obchodzi ich kwestia dbania o własne informacje. Google w końcu słynie z tego, że potrafi wyciągnąć z danych, które o nas wie, na tyle dużo ciekawych faktów, że przykładowo będzie potrafiło zarezerwować samochód za nas, w terminie naszego urlopu, skupiając się nawet na takich detalach, jak jego kolor (demo Google Duplex z tegorocznego I/O). Może więc lepiej by było, aby jednak Google po prostu otwarcie przedstawił cel swojego istnienia:

W zamian za to, że udostępniacie nam swoje informacje, możemy z nimi zdziałać cuda, aby Wam pomóc w codziennych obowiązkach, na które tracicie czas.

Z jednej strony takie dema są przerażające, bo widać jak na dłoni, że Google wyciąga nam dane z emaili, kalendarza, historii płatności i innych źródeł, ale z drugiej… przecież po to powstały komputery. Ich zadaniem jest ułatwiać nam rozwiązywanie problemów. Automatyzacja też istnieje od dawna i sam z niej korzystam, ale wiecie co byłoby jeszcze fajniejsze? Gdyby ta automatyzacja uruchamiała się wtedy, kiedy jej potrzebuję, natychmiast i automatycznie.

Dla przykładu, po zakończeniu pisania takiego artykułu, jak ten, zaznaczam cały tekst i wciskam skrót klawiszowy na klawiaturze. Ten skrót uruchamia makro zapisane w Keyboard Maestro…

Nie będę go teraz tłumaczył szczegółowo, ale w skrócie, kopiuje on cały tekst do schowka, przeszukuje go i zastępuje wszystkie spacje po sierotach twardymi spacjami (non-breaking space), wszystkie minusy/myślniki zastępuje półpauzą i parę innych rzeczy, a potem ponownie go wkleja na miejsce oryginalnego tekstu. Ta operacja nie zajmuje mi więcej niż kilka sekund, ale te kilka sekund każdego dnia się przecież sumuje. Czy nie lepiej byłoby, gdyby to się robiło automatycznie? Tak, wiem – możemy to zrobić server-side, ale z paru powodów nie zrobiliśmy tego.

Niezależnie, problemem tutaj nie jest fakt, że program (Google w tym wypadku) potrafi wyciągnąć wnioski z informacji, które mu dostarczamy, a potem je przetworzyć i wykorzystać w niesamowity sposób, ale nasze zmartwienia na temat tego, że te dane pozostają w zasięgu firmy, jej pracowników oraz potencjalnie firm współpracujących z tą pierwszą. Gdyby jednak Google potrafiło mnie przekonać, że wszystkie moje dane są u nich bezpieczne, że nie dzielą się nimi z nikim, a sama firma nie robi wątpliwych moralnie rzeczy (jak chociażby eksperymenty psychologiczne Facebook’a, gdzie starali się wpływać negatywnie na emocje ich użytkowników, celem sprawdzenia jak szybko i jak bardzo wpadną w depresję), to miałbym mniejsze opory przed tym wszystkim.

Dobrze, że rozpoczęli tę ścieżkę ku dbaniu o prywatność swoich użytkowników i mam nadzieję, że będą sukcesywnie dążyli do tego, aby takie tematy, jak powyższy, nie pojawiały się w mediach. Mam oczywiście wątpliwości czy im się to uda oraz, na obecną chwilę, wątpię czy nie jest to jedynie zagrywka marketingowa. Wystarczy spojrzeć na Apple’a, który reklamuje prywatność już od paru lat, my w to wszystko wierzymy, podczas gdy serwery z danymi chińskich użytkowników iClouda są do dyspozycji odpowiednich instytucji rządowych tego kraju.

Oczywiście, my nie mieszkamy w Chinach, więc ten problem nas osobiście nie dotyczy, ale mam problem z tym, że najwyższy przedstawiciel Apple’a wypowiada słowa, jak te powyżej, jednocześnie wiedząc o sytuacji danych iCloudowych na największym rynku na świecie. Tymczasem, Google dostała bana w 2010 dla swojej wyszukiwarki w Chinach, ale od paru lat prowadzi działania, aby ponownie na niego wrócić.

Niestety, jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o $$$.

26

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.