iMagazine

Notatki z Japonii

09/10/2019, 19:26 · · · 1

Japonia to kraj równie odległy, co fascynujący, przez co niewątpliwie cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem turystów z całego świata. Chociaż miałem już okazję w nim gościć przed trzema laty, to dopiero druga, nieco dłuższa wizyta, w czerwcu tego roku, pozwoliła mi na uporządkowanie moich przemyśleń i wynotowanie punktów, które uważam za najciekawsze.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 07/2019

Podróże krajowe nie tylko koleją

Podczas gdy moja pierwsza wizyta w Kraju Kwitnącej Wiśni z racji ograniczeń czasowych sprowadzała się wyłącznie do pobytu w Tokio, tym razem czasu wystarczyło także na odwiedzenie zachwalanego przez wielu znajomych Kioto. Przystępując do planowania podróży, wychodziłem z założenia, że zgodnie z zasłyszanymi opiniami najsensowniejszym środkiem transportu będzie Shinkansen, czyli superszybki pociąg łączący największe miasta Japonii. Istotnie, trudno nie zgodzić się co do zalet takiego rozwiązania – pokonanie stosunkowo długiej trasy w krótkim czasie na pokładzie komfortowego wagonu to dla wielu osób wizja znacznie atrakcyjniejsza niż dojazdy na lotnisko czy przesiadki. Nie jest ona jednak pozbawiona wad, a największą z nich stanowi cena biletów. W przypadku zakupu biletu kolejowego Tokio–Kioto–Tokio oscylowała ona w okolicach tysiąca złotych. Sugerowanym przez wiele osób alternatywnym rozwiązaniem jest tzw. JR Pass, czyli tygodniowy (lub dwutygodniowy) bilet na nielimitowane przejazdy szybkimi pociągami wewnątrz Japonii. Zasadność wydania na niego jednak prawie 1100 złotych (w przypadku wersji tygodniowej) będzie zależeć od konkretnego planu podróży – jeśli w ciągu siedmiu dni planujemy odwiedzenie wielu miejsc, to z całą pewnością jest to opcja opłacalna. W naszym przypadku korzyść ograniczyłaby się jedynie do podróży na trasie do Kioto oraz dojazdów z i na tokijskie lotnisko Narita.

Mając świadomość, że wydanie ponad tysiąca złotych na de facto jedną międzymiastową podróż będzie mi przede wszystkim trudno uzasadnić przed samym sobą, zdecydowałem się na przeanalizowanie możliwości pokonania tej samej trasy samolotem. I tu pojawiło się miłe zaskoczenie – bilet lotniczy w obie strony pomiędzy Tokio a lotniskiem Osaka-Itami (oddalonym o ok. 45 min jazdy od Kioto) z wliczonym bagażem rejestrowanym na pokładzie znakomitych linii ANA kosztował nieco ponad 500 złotych, co nawet po doliczeniu kosztów dojazdów na lotniska pozwoliło zaoszczędzić ok. 300 złotych na osobę.

A skoro już jesteśmy przy samolotach…

… to trudno nie wspomnieć o samej krajowej podróży do Kioto. Jako kraj wysoko rozwinięty, Japonia wyróżnia się niezwykle prężnie działającym rynkiem przewozów lotniczych. Sieć olbrzymich, nowoczesnych lotnisk łączą dziesiątki codziennych połączeń, do obsługi których są wykorzystywane jedne z większych dostępnych modeli samolotów, zazwyczaj kojarzonych raczej z trasami międzykontynentalnymi. Dobrym przykładem może być właśnie odbyta przez nas podróż między dwiema największymi aglomeracjami Japonii. Godzinny rejs z Tokio do Osaki na pokładzie linii ANA (All Nippon Airways) był obsługiwany przez mieszczącego ponad 400 pasażerów, komfortowego Boeinga 777, a powrotny – jedynie niewiele mniejszego Dreamlinera. Co ciekawe, maszyny ANA tej wielkości kursują między tymi portami niemalże co godzinę, a sam przewoźnik jest zaledwie jedną z kilku konkurujących ze sobą na tym rynku firm. Łatwo zatem wyobrazić sobie skalę podniebnych przewozów wewnątrz Japonii. Sama podróż przebiegała natomiast w niezwykle przyjaznych okolicznościach – obsługa ANA była wzorowa, loty odbyły się o czasie, a transfery między Tokio i lotniskiem Haneda (metro) oraz lotniskiem Itami i Kioto (autokar) – szybkie i bezproblemowe.

(Mikro)metraż

Jeśli chodzi o zakwaterowanie, w Japonii wybieraliśmy hotele lokalnych sieci średniej klasy (oczywiście z oceną wyższą niż 8.0 na booking.com, co jest moim wymogiem dla każdego rodzaju zakwaterowania rezerwowanego za pośrednictwem tego serwisu), w których cena za noc za pokój dla dwóch osób oscylowała w granicach 200–350 złotych. O ile nie mogę napisać złego słowa o standardzie wykończenia, czystości pomieszczeń czy jakości obsługi, o tyle niekoniecznie pozytywną cechą, na którą nie dało się nie zwrócić uwagi, był metraż. Podobnie jak wiele innych miejsc w Azji, japońskie miasta cierpią na niedostatek przestrzeni, co znacząco odbija się na powierzchni większości form zakwaterowania. Wszystkie trzy hotele, w których się zatrzymaliśmy, oferowały pokoje, których całkowita wielkość mogłaby konkurować z metrażem przeciętnej… łazienki w europejskim hotelu. Największą ich część zajmowało ustawione pod ścianą (chociaż wcale nie tak duże) łóżko, a przestrzeń dookoła była tak ograniczona, że otworzenie dwóch dużych walizek nie pozostawiało nawet miejsca na swobodne wydostanie się na korytarz. Problem ten widać także w innych miejscach – sklepy, lokale usługowe czy bary w większości wypadków również nie należą do największych. Muszę przyznać, że po tym wyjeździe z dużą przyjemnością wróciliśmy do naszego ok. 50-metrowego mieszkania w Warszawie.

Innowacje w przestrzeni publicznej

Dla wielu osób Japonia w pierwszej kolejności jawi się jako kraj niezwykle rozwinięty i nowoczesny. I chociaż nadal w wielu jego zakątkach nie dokonamy tak podstawowej dla Europejczyka czynności jak płatność kartą, to trudno nie zgodzić się z powyższą opinią. Od pierwszych chwil po wylądowaniu zobaczymy bowiem wszechobecne kolorowe ekrany, bary z talerzykami sushi kursującymi wokół lokalu po zautomatyzowanym taśmociągu czy… toalety z przyprawiającą o zawrót głowy liczbą przycisków do obsługi na pozór tak prostego urządzenia. Tym razem jednak największe wrażenie zrobiła na mnie samoobsługowa kasa w sklepie z ubraniami, gdyż w odróżnieniu od większości tego typu urządzeń nie wymagała ona ręcznego skanowania każdego kupowanego przedmiotu. Zamiast tego wszystkie ubrania wkładało się naraz do zamykanej szafki w dolnej części stanowiska, by już po chwili na ekranie zobaczyć podsumowanie naszych zakupów i opcje płatności. Magia!

Trudno o bardziej przyjazny kraj dla turysty

Podpisuję się pod powyższym stwierdzeniem obiema rękami i nogami, gdyż po odwiedzeniu kilkudziesięciu krajów trudno wskazać mi miejsce, w którym czułbym się równie bezpiecznie i komfortowo, co w Japonii. Japońskie miasta od wielu lat znajdują się w czołówce rankingu miejsc o najniższej przestępczości, co w połączeniu z niezwykłą uprzejmością i wysoką kulturą mieszkańców tworzy poczucie spokoju i bezpieczeństwa. I chociaż znajomość języków obcych pozostaje w Japonii na zaskakująco niskim poziomie, to chęć pomocy i otwartość przypadkowo spotkanych na ulicach ludzi sprawia, że w niemal każdej sytuacji odnajdziemy właściwą drogę czy zrobimy to, co chcemy.

Niezwykłe Kioto

W licznych podróżniczych raportach i rankingach, na które natrafiłem, spotkałem się z opinią, że Kioto stanowi bardziej atrakcyjne miejsce dla zagranicznego turysty niż Tokio. I chociaż po sprawdzeniu tego osobiście pozostaję na stanowisku, że bardziej interesujący wydaje mi się wielkomiejski charakter japońskiej stolicy, to trudno nie zgodzić się z tym, że Kioto stanowi obowiązkowy punkt wycieczki do Kraju Kwitnącej Wiśni. Niższa, widocznie starsza zabudowa przełamywana jest dziesiątkami spektakularnych świątyń, których liczba i zagęszczenie są tak duże, że w ciągu pojedynczego dnia zwiedzania trudno zapamiętać wszystkie ich nazwy czy charakterystyczne elementy. Dla kontrastu, ścisłe centrum miasta zdominowane jest przez eleganckie ulice handlowe, przy których swoje salony zlokalizowały wszystkie najważniejsze światowe marki. Dla nas najciekawszym doświadczeniem była jednak poranna wycieczka w położony na obrzeżach miasta rejon Arashiyama, słynący z rozległego lasu bambusowego otaczającego historyczne zabudowania. W okolicy tej znajdował się także położony na wzgórzu punkt widokowy, którego charakterystycznym elementem były biegające swobodnie małpki. Krótki wypad do Arashiyamy, jak i cały pobyt w Kioto, stanowiły przyjemną odmianę od niezwykle intensywnego zwiedzania Tokio, do którego wracaliśmy jednak z ogromną przyjemnością i głodem kolejnych wrażeń.

Ceny? Niższe niż można się spodziewać

Japonia uchodzi za drogi kraj, co w mojej opinii nie jest w pełni uzasadnione. Przejdźmy zatem przez najważniejsze pozycje kosztowe związane z turystyczną wizytą w Kraju Kwitnącej Wiśni. Największym wydatkiem w przypadku takiego wyjazdu będzie bez wątpienia bilet lotniczy, za który w większości terminów przyjdzie nam zapłacić co najmniej 2000 złotych za podróż w obie strony. Również opisywane wcześniej koszty podróży międzymiastowych nie należą do najniższych, chociaż sposobem na ich ograniczenie będzie skupienie się wyłącznie na Tokio i jego okolicach, które oferują liczbę atrakcji wystarczającą na wiele dni intensywnego zwiedzenia. W przeciwieństwie do wielu innych zakątków świata, nie będziemy musieli natomiast wydać ani złotówki na japońską wizę – odpowiednia naklejka zostanie wklejona po wylądowaniu do naszego paszportu bez dodatkowych kosztów. 

Ceny noclegów, które w przypadku wspomnianego wcześniej hotelu średniej klasy oscylują w granicach ok. 200–350 złotych za noc (pokój dla dwóch osób), również trudno uznać za wygórowane – jest to poziom tańszych stolic europejskich, znacznie poniżej podobnego zakwaterowania w Londynie, Nowym Jorku czy San Francisco. Można je również ograniczyć, zatrzymując się w jednym z popularnych hoteli kapsułowych czy hosteli. Zjedzenie lunchu w przyzwoitej restauracji to koszt 30–40 złotych, butelka napoju – 3–5 złotych, pojedynczy przejazd tokijskim metrem – 6–8 złotych. W przypadku tego ostatniego warto zdecydować się na 24-, 48-, lub 72-godzinny bilet na wszystkie linie, dzięki czemu np. trzy dni nieograniczonych podróży będą nas kosztowały jedynie ok. 20 złotych dziennie. Biorąc pod uwagę fakt, iż wstęp do wielu japońskich atrakcji jest darmowy, przeciętne dzienne koszty (bez noclegów) bez większej trudności zamkniemy na poziomie około 200 złotych. Biorąc pod uwagę ogrom atrakcji dostępnych w Japonii na niemal każdym kroku, trudno uznać ten poziom za wygórowany.

1

Tomasz Szykulski

Fotograf, podróżnik, freelancer. Student uczelni w USA, Irlandii i Australii. Zajrzyj na moją stronę - szykulski.com.


1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
bilon Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
bilon
Gość
bilon

Jak zwykle przepiękne zdjęcia, a tekst bardzo lekki, przyjemny w czytaniu. Tak trzymać.