Xiaomi MiBand 4 – Xiaomi tańsze, ale nie lepsze

13/10/2019, 11:22 · · · 14

Xiaomi sprawia wrażenie, jakby za wszelką cenę chciało zaoferować każde urządzenie za najniższą dla kategorii kwotę, jednocześnie oferując przynajmniej odrobinę więcej niż konkurenci. MiBand 4 kontynuuje tę ideę, choć dystans od rywali nie jest już tak duży, jak wcześniej.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 9/2019


Nowa opaska Xiaomi jest zbudowana bardzo podobnie do poprzednich: w czarnym, gumowym pasku zapinanym na pin mieści się wyjmowana pastylka z ekranem i przyciskiem dotykowym. Tym razem mamy jednak kolorowy AMOLED zamiast monochromatycznego wyświetlacza znanego z poprzedniej generacji. Ekran jest dotykowy, choć mała powierzchnia sprawia, że realnie jesteśmy w stanie dotknąć góry, dołu lub środka (i tak też skonstruowany jest interfejs), bądź też przeciągać palcem w pionie i w poziomie. Pod ekranem umieszczono przycisk cofania, który niestety trochę przeszkadza: wykonując gest przesunięcia w dół, możemy z łatwością go dotknąć, co spowoduje cofnięcie do poprzedniego menu. Na spodzie pastylki znalazł się optyczny czujnik tętna i piny do ładowania. Pomimo ich umiejscowienia, żeby naładować urządzenie, trzeba je każdorazowo wyjąć z opaski. Mocna bateria sprawia, że nie trzeba tego robić często, ale mimo wszystko jest to niekomfortowe. Waga urządzenia jest minimalna, nie czuję go na nadgarstku. Przeszkadza mi za to jego wysokość, odstaje od nadgarstka bardziej niż którykolwiek z poprzedników, zaczepiając się o mankiet koszuli czy ściągacz bluzy przy każdej możliwej okazji.

Pierwsze uruchomienie opaski chwilę trwa: po pobraniu aplikacji na iOS lub Androida opaska jest automatycznie wykrywana. Jeśli nie mamy konta Xiaomi, to warto je założyć, by śledzić swoje postępy również w przypadku sparowania z innym urządzeniem, ponadto przypisujemy do niego masę ciała czy wzrost. Kolejnym krokiem jest aktualizacja oprogramowania i to niejedna. Pomimo przeskoku o jedną wersję oprogramowania (za to istotną, bo dodającą język polski), system aktualizował się dwukrotnie, co zajęło sporo czasu. Moja opaska dotarła do mnie rozładowana, pomimo tego, że była fabrycznie nowa, nie da się jej więc używać natychmiast po wyjęciu z pudełka. Po przebrnięciu przez pierwsze uruchomienie warto poświęcić chwilę na zapoznanie się z interfejsem. Ten jest prosty i bardzo wygodny. Główny ekran pokazuje godzinę, datę, stopień naładowania akumulatora oraz liczbę wykonanych kroków. Jak na tak mały ekran, to sporo, zwłaszcza że wszystko jest czytelne. Przewijając w bok, przechodzimy do kontroli odtwarzania muzyki ze smartfona – ta jest podstawowa, bo możemy jedynie przełączać utwory, pauzować i wznawiać odtwarzanie, a także regulować głośność (to jedyny niewygodny element interfejsu, przyciski są zdecydowanie za małe). Przewijanie w górę i w dół daje natomiast dostęp do menu Statusu (czyli podsumowania dziennej aktywności), Tętna (pokazującego jedynie aktualny pomiar), Treningu (jest bardzo rozbudowane, przejdę do niego później), Pogody (z prognozą na najbliższe dni), Powiadomień (bez możliwości interakcji, wyświetlającego jedynie wiadomości) oraz Więcej, zawierającego wszystkie mniej istotne funkcje, takie jak minutnik, stoper, nie przeszkadzać czy szukanie telefonu (ale są tam też ustawienia). Uważam, że układ menu można by było mocno zoptymalizować: ekran Tętna, Statusu oraz Pogody, które otwierają się po dotknięciu ich ikony, przenosi do tak małej liczby danych, że wszystkie można by było zamknąć na jednym ekranie (a tym samym zamiast kolejnego poziomu menu, lepiej sprawdziłby się widżet). Urządzenie nie oferuje zbyt wielu opcji personalizacji: da się pobrać jedną z kilkudziesięciu tarcz (aczkolwiek, najdelikatniej ujmując, piękne nie są). Pola danych nie mogą być zmieniane, ale to akurat nie jest szczególnie uciążliwe, zwłaszcza że nie ma możliwości instalowania żadnych dodatkowych aplikacji.

Bazowe ustawienia opaski są dalekie od komfortowych. Na początku warto zwiększyć czułość wykrywania podniesienia nadgarstka, przy bazowej zazwyczaj ekran się nie podświetla. Równie ważne jest podniesienie jasności, która nie zmienia się automatycznie, a przy wyjściowym ustawieniu w ciągu słonecznego dnia nie da się odczytać niczego na wyświetlaczu. Po tej zmianie ekran jest znacznie lepiej czytelny niż w poprzednim modelu. Ostatnią z funkcji, którą włączyłem, jest mierzenie tętna w określonych interwałach czasowych. Domyślnie jest wyłączone, co uważam za grube nieporozumienie (takie pomiary pozwalają wychwycić nagłe i nieuzasadnione wysiłkiem skoki tętna). Skonfigurowana w ten sposób opaska nie działa już deklarowanych przez Xiaomi 30 dni, a 16, ale nadal jest to świetny wynik, zwłaszcza że urządzenie jest cały czas połączone przez Bluetooth z telefonem i pokazuje informacje o przychodzących połączeniach i wiadomościach SMS.

Niewielki wpływ na zużycie baterii ma też korzystanie z trybu treningu. MiBand 4 wykorzystuje GPS z telefonu do mierzenia dystansu, niestety, wiąże się to z koniecznością każdorazowego włączania aplikacji podczas uruchamiania treningu. Przeszkadza mi to zwłaszcza podczas jazdy rowerem, gdy wrzucam telefon do plecaka i nie mogę się do niego szybko dostać. Jakość pomiaru jest niezła, aczkolwiek daleko jej do precyzji nawet prostego zegarka sportowego z własnym GPS czy opaski wyposażonej w odbiornik. Ślad GPS jest nierówny, często pokazuje pozycję przesuniętą nawet o kilkanaście metrów (czyli szerokość dwupasmowej jezdni). Na plus należy natomiast zaliczyć pokaźną listę statystyk, obejmującą szczegółowe wykresy tętna, prędkości i wysokości (na podstawie GPS, opaska nie ma wysokościomierza barometrycznego), a także czas, jaki znajdowaliśmy się w określonych strefach tętna. Jak na urządzenie w tej cenie to satysfakcjonująco dużo. Równie dobrze wypada analiza snu, która oprócz czasu snu głębokiego i płytkiego wyświetla też porównanie nocy względem poprzednich (a więc to, czy spaliśmy dłużej, czy krócej niż zwykle, a także to, kiedy położyliśmy się spać). Aplikacja agreguje dane wszystkich treningów, a podstawowe dane, czyli spalane kalorie, kroki, tętno, wagę czy dane snu synchronizuje z systemowym Zdrowiem. Program nie jest przesadnie rozbudowany i intuicyjny, trzeba się go nauczyć – ma jednak wszystkie podstawowe funkcje, których oczekuję.

MiBand 4 zagościł na moim prawym nadgarstku, noszę go równocześnie z Apple Watchem. Nie uważam, by na co dzień było to konieczne, bo smartwatch Apple ma wszystkie funkcje MiBand, a opaska je dubluje, jednak pozwoliło mi to porównać zarówno mierzony podczas treningu dystans, jak i liczbę kroków. Ta wypada właściwie identycznie, różnice sięgają maksymalnie 5%. Z dystansem jest gorzej, bo Apple Watch korzysta z własnego GPS-a i odświeża lokalizację zauważalnie częściej niż MiBand połączony z telefonem. Oba urządzenia są wodoszczelne (Xiaomi do 5 ATM), oba też są równie wygodne. Zapięcie MiBand 4 przypomina trochę gumowy pasek Apple Watcha, z tym że pin raz się mi wypiął, właściwie bez konkretnego powodu. Opaska Xiaomi jest też bardzo lekka i gdyby nie zaczepiała się o ubranie, nie czułbym jej na nadgarstku. Wspominałem we wstępie, że konkurencja Xiaomi jest coraz bliżej i choć MiBand 4 jest najtańszym spośród urządzeń znaczących firm, to mocno goni go Huawei. Testowany przeze mnie niedawno Honor Band 4 jest zaledwie 50 złotych droższy, a ma wbudowany GPS i dużo bardziej rozbudowaną analizę snu (a także bardziej zaawansowaną aplikację), działa jednak znacznie krócej na baterii. Różnice w najniższym segmencie powoli się zacierają, a tym samym wątpię, by Xiaomi udało się odzyskać dawny dystans.

Nowy MiBand 4 to urządzenie pod każdym względem lepsze od poprzednika. Dodanie kolorowego, całkiem jasnego ekranu i niezłego interfejsu sprawiło, że opaska może znacznie więcej, a przy tym nie urosła znacząco. Szkoda jedynie, że Xiaomi pozostało przy konieczności wyciągania pastylki z paska, by ją naładować – obawiam się, że może to negatywnie wpłynąć na trwałość urządzenia.




Ocena iMagazine: 5/6 5/6

14

Paweł Hać

Ten od Maków i światła. Na Twitterze @pawelhac