Mastodon
Zdjęcie okładkowe wpisu Starcie dwóch modeli dystrybucji – Netflix kontra AppleTV+ i Disney+ [Ankieta]

Starcie dwóch modeli dystrybucji – Netflix kontra AppleTV+ i Disney+ [Ankieta]

Paweł Okopień
paweloko
7
Dodane: 5 lat temu

Netflix namieszał na rynku treści nie tylko swoją obecnością, ale też sposobem dystrybucji – wpuszczając całe seriale jednego dnia. W ślad za nim poszedł Amazon. Jednak Apple i Disney postanowiły nie podążać tą drogą. Za mną kolejny piątek z The Morning Show i to „oczekiwanie” zdecydowanie ma swój klimat.

W najbliższym czasie należy spodziewać się licznych eksperymentów z treściami wideo. Przede wszystkim dotyczy to filmów, które dotychczas były premierowo pokazywane w kinach, po kilku miesiącach trafiały na płyty, po kolejnych kilku do kanałów premium, a dopiero po około dwóch latach od premiery widzieliśmy je w otwartej telewizji. Teraz nie brakuje prób wywracania tego modelu. Irlandczyk – zaraz po swojej kinowej premierze debiutuje na Netflix. Właściwie kinowa premiera została zorganizowana jedynie po to, aby ułatwić filmowi ubieganie się o nagrody i dopieścić fanów srebrnego ekranu. Być może za 5 lat Kraina Lodu 3 będzie debiutować jednocześnie w kinie i na Disney+ i będzie to przyjęty standard dla Hollywood.

Wróćmy jednak do seriali. Netflix swoje własne produkcje dostarcza w całości jednego dnia. To sprawia, że niektórzy serial obejrzą w ciągu kilkunastu godzin, czasem tygodnia. Tak właśnie tydzień po premierze mam za sobą cały trzeci sezon The Crown. Natomiast w AppleTV+, czy Disney+ zdecydowano się zachować typowy dla telewizji cykl wydawniczy. I ma to swój urok. Przede wszystkim przy dobrym serialu jest „oczekiwanie” na to co się wydarzy. Daje to też szansę na dłuższą ekspozycję serialu w mediach społecznościowych, czy ogólnie społecznych relacjach. Wystarczy spojrzeć na to jak dużo pisze się o Baby Yoda. Myślę, że zwłaszcza na starcie obu usług taki cykl wydawniczy pozwala na lepsze rozpromowanie usług. Można też bardziej „celebrować” każdy seans.

Z jednej strony model dystrybucji Netflixa dający wolność wyboru, swobodę. Z drugiej strony model, w którym buduje się napięcie, historię, a każdy spoiler z jednego odcinka nie jest tak odczuwalny jak zdradzenie fabuły z całego sezonu serialu. Myślę, że finalnie zwycięży miks obu rozwiązań.

Sam w oczekiwaniu na kolejny odcinek The Morning Show zabieram się za nadrabianie drugiego sezonu Jacka Ryana.

Jaki wariant dystrybucji seriali wolicie?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Paweł Okopień

Pasjonat nowinek ułatwiających codzienne życie, obserwator szybko zmieniającego się rynku tech, nurek, maniak wysokiej rozdzielczości i telewizorów.

paweloko
Zapraszamy do dalszej dyskusji na Mastodonie lub Twitterze .

Komentarze: 7

Czy tylko ja nie potrafię dostrzec drugiego dna w serialu SEE??? Jeżeli produkcje Apple będą tak żałosne to nie wróżę niczego dobrego tej całej platformie. Czy to może pozycja celowana w „inny sort”? Poza tym, na Netflixie była i jest cała masa seriali, które w momencie premiery ukazywały się tylko w cotygodniowych odcinkach. Nie wiem, może w Polsce wszystko wypuszczane jest od razu??? Osobiście dostałem usługę od Apple gratis na rok – skorzystałem dwa razy i chwilowo podziękuję. Co chwile dostaję jakiegoś maila od Apple namawiającego do dalszego oglądania…

Tępy odbiorca przyjmuje przekaz jakim jest. Taki target “spieprzaj dziadu”. U wyedukowanego otwiera się przestrzeń do interpretacji. Ambitni reżyserzy tworzą dzieła z głębszym przesłaniem, wielowarstwowym planem dla umysłów potrafiących “patrzeć” dalej, szerzej i bardziej kolorowo. Umysły wąskie będą zawsze miały problem z tym, że taki film lub serial są głupie, płaskie, żałosne, czarno-białe. Diabeł tkwi w detalach.

Podejrzewam podobny tok myślenia aktorów odbierających Złote Maliny… Poziom przekazu w SEE na poziomie Mad Maxa byłby dla mnie bardziej akceptowalny, bo mimo patrzącego w dal umysłu nie udało mi się dostrzec sensu zwyczajnie niesmacznych detali „lizanych” scen „I want to pray”… no chyba, że miały one przyciągnąć potencjalnych widzów XXX…

Czy tylko ja nie potrafię dostrzec drugiego dna w serialu SEE??? Jeżeli produkcje Apple będą tak żałosne to nie wróżę niczego dobrego tej całej platformie. Czy to może pozycja celowana w “inny sort”? Poza tym, na Netflixie była i jest cała masa seriali, które w momencie premiery ukazywały się tylko w cotygodniowych odcinkach. Nie wiem, może w Polsce wszystko wypuszczane jest od razu??? Osobiście dostałem usługę od Apple gratis na rok – skorzystałem dwa razy i chwilowo podziękuję. Co chwile dostaję jakiegoś maila od Apple namawiającego do dalszego oglądania…

Tępy odbiorca przyjmuje przekaz jakim jest. Taki target “spieprzaj dziadu”. U wyedukowanego otwiera się przestrzeń do interpretacji. Ambitni reżyserzy tworzą dzieła z głębszym przesłaniem, wielowarstwowym planem dla umysłów potrafiących “patrzeć” dalej, szerzej i bardziej kolorowo. Umysły wąskie będą zawsze miały problem z tym, że taki film lub serial są głupie, płaskie, żałosne, czarno-białe. Diabeł tkwi w detalach.

Podejrzewam podobny tok myślenia aktorów odbierających Złote Maliny… Poziom przekazu w SEE na poziomie Mad Maxa byłby dla mnie bardziej akceptowalny, bo mimo patrzącego w dal umysłu nie udało mi się dostrzec sensu zwyczajnie niesmacznych detali “lizanych” scen “I want to pray”… no chyba, że miały one przyciągnąć potencjalnych widzów XXX…