Apple Watch 5 jest dokładnie tym, czym być powinien

06/12/2019, 12:45 · · · 20

Po testach Watcha w wakacje pytanie o zakup zegarka Apple nie zaczynało się już od „czy”, tylko od „kiedy”. Padło na wrzesień, kiedy miałem zdecydować, czy wybrać starszy, ale potencjalnie tańszy Series 4, czy najnowszy Series 5. Po kilku dniach z „piątką” wyboru nie żałuję.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 10/2019


Konia z rzędem temu, kto na oko rozróżni Series 4 od Series 5. Jedyną nowością z zewnątrz jest nowy kolor – tytanowy. Nie jest dostępny w Polsce, więc z naszego punktu widzenia różnic nie ma. Nic dziwnego – Watchowi trudno coś zarzucić. Jest lekki, bardzo kompaktowy, ma piękny wyświetlacz z zaokrąglonymi narożnikami, a do tego nieduże ramki. Ciągle można też go personalizować, korzystając z łatwo wymiennych pasków. Nie muszę dodawać, że te dotychczas sprzedawane pasują do najnowszej generacji zegarka.

Więc co się zmieniło? Cóż, Watch ma teraz kompas. W iPhonie z tej funkcji skorzystałem dobre cztery razy przez dekadę używania tego telefonu, ale wierzę, że dla kogoś, kto używa zegarka np. podczas wycieczek w góry, to się przyda. Z kolei, jeśli wybierzecie wersję Cellular, to urządzenie będzie w stanie wezwać pomoc z każdego miejsca na świecie, gdzie jest zasięg, ponieważ funkcja działa teraz międzynarodowo. Nie oznacza to jednak, że z wszystkiego można korzystać na całym świecie. To ciągle leży po stronie operatora.

Najważniejsza nowość, która mnie przekonała do wyboru Series 5 zamiast 4, to ekran. W końcu nie gaśnie! Dotychczas, żeby zobaczyć cokolwiek na Watchu – nawet godzinę – trzeba było go wybudzić, wykonując gest podniesienia i przekręcenia nadgarstkiem. Na co dzień to nie było uciążliwe, ale spróbujcie to zrobić, niosąc w ręce torbę z zakupami. Albo gdy chcecie na nudnym spotkaniu sprawdzić, ile jeszcze zostało czasu. Zegarek w tych sytuacjach był bezużyteczny. Ten nowy taki nie jest.

Tarcza jest wyświetlana cały czas, ale Apple oczywiście robi to po swojemu. Wykorzystuje do tego wyświetlacz, który może na zawołanie zmniejszyć szybkość odświeżania. To dlatego, gdy Watch jest „uśpiony”, nie wyświetla sekundnika. Wystarczy, że obraz odświeży się raz na minutę. Ekran też nie świeci tak mocno, jak zazwyczaj. Z kolei, jeśli zegarek się uśpi z włączoną aplikacją, nie wyświetla tarczy, tylko godzinę w cyfrowym układzie.

Po co to wszystko? Oczywiście, by oszczędzać baterię. Tak jak mówiłem, Watcha używam dopiero od kilku dni, ale już teraz widzę, że bez problemu wytrzymuje ponad 24 godziny bez ładowania. Pod tym względem nic nie zmieniło się w stosunku do Series 4 i dobrze. Dla mnie ta doba to absolutne minimum, jakie zegarek musi wytrzymać. Rano i tak kładę go na ładowarkę, gdy idę pod prysznic.

Watch Series 5 od razu przychodzi z watchOS 6, w którym najważniejszą nowością dla mnie jest rozszerzone API. Apple w końcu pozwoli producentom aplikacji streamujących na odtwarzanie muzyki prosto z zegarka, co sprawi, że ten stanie się bardziej niezależny. Dopuści też ich do Siri, dzięki czemu będzie można zegarek kontrolować głosem. W chwili publikacji tego numeru aplikacja, na którą najbardziej czekam – Spotify – nie doczekała się aktualizacji, ale gdy ta się pojawi, zegarek stanie się jeszcze bardziej przydatnym urządzeniem.

Po pierwszych dniach z nowym Watchem jestem z niego zadowolony. Jest dokładnie tym, czym był wcześniej, tylko trochę lepszym. I właśnie to „trochę” sprawia, że warto jednak dzisiaj wybrać Series 5.

20

Michał Zieliński

Star Wars, samochody i Taylor Swift.

mikeyziel