iMagazine

iPhone 11 Pro Max – czy warto się przesiąść?

06/12/2019, 11:55 · · · 28

Mija powoli drugi tydzień, odkąd mam i na co dzień używam iPhone’a 11 Pro Max. Może będzie to już nudne stwierdzenie, powtarzane co roku, ale jest to najlepszy iPhone, jaki do tej pory Apple wypuściło i jaki miałem. Wiem, to samo mówiłem w zeszłym roku i wcześniej, ale zmiany, jakie Apple wprowadziło w tej edycji, są na tyle znaczące, że jestem zadowolony z przesiadki. Zdecydowanie bardziej niż gdy przesiadałem się z X na XS.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 10/2019


Przesiadka z 7 na X była sporą zmianą. Dwa zupełnie różne telefony, ekrany i sposoby używania. FaceID i gesty było czymś świeżym i nowym. Zeszłoroczna zmiana z X na XS Max, gdyby nie rozmiar ekranu, byłaby dla mnie praktycznie niezauważalna. W tym roku zmiany wprowadzone przez Apple są dla mnie i podejrzewam, że dla wielu użytkowników, istotne. Czekałem na nie bardzo i się doczekałem. W połączeniu z iOS 13 mam zupełnie nowe wrażenia z używania iPhone’a niż do tej pory.

Wygląd

Zdecydowałem się w tym roku na zupełnie nowy kolor, Midnight Green. Według mnie jest genialny, oryginalny, najbardziej podoba mi się z całej oferty „Pro”. Podejrzewam, że w tym roku będzie najpopularniejszym wyborem użytkowników. Matowe wykończenie pleców wygląda świetnie. Najbardziej podoba mi się w nim to, że w zależności od kąta, pod jakim patrzymy, nie widać ani jabłka (które tym razem jest przesunięte bardziej na środek względem poprzednich modeli iPhone’ów), ani przede wszystkim znaczków certyfikatów CE. Dopełnieniem jest ramka stalowa, pod kolor, która jest prawie czarna, ale z odcieniem zielonym. Wszystko to składa się na bardzo spójną całość.

Biorąc do ręki nowego 11 Pro Max, mam jeszcze większe wrażenie obcowania z produktem premium. Może to kwestia matowego wykończenia, może też trochę wagi. iPhone 11 Pro Max jest minimalnie grubszy (7,7 mm vs. 8,1 mm) i cięższy od poprzednika (208 g vs. 226 g) i choć są to bardzo małe różnice, to, uwierzcie mi, czuć je.

Pomimo że tył jest matowy i wydawałoby się, że może być przez to mniej śliski, jest jednak odwrotnie. Trzeba uważać, żeby nie wyślizgnął się nam z ręki. Dodatkowo, co bardzo istotne, na matowym wykończeniu nie widać odcisków palców.

Ostatnia rzecz to przyciski na krawędziach, które zostały delikatnie przesunięte względem poprzednika. Złośliwi mogą powiedzieć, że znów Apple chce zarobić na klientach, bo nie będą pasować stare pokrowce… oh wait… przecież to zupełnie nowy model i ma zupełnie inny aparat, zatem i tak by nic nie pasowało…

Ekran i brak 3DTouch

Przyznam się, że w tym roku liczyłem na to, że Apple zdecyduje się na wprowadzenie ekranu podobnego do znanego z iPadów Pro, czyli o częstotliwości odświeżania 120 Hz. Niestety, tak się nie stało, a byłby to bardzo widoczny w codziennym użytkowaniu element. A tak mamy niby nowy ekran, Super Retina XDR, co, szczerze powiem, dla zwykłego użytkownika nie jest specjalnie widoczne.

Ekran jest teraz jaśniejszy (1200 nitów) i ma większy kontrast (2 000 000:1), co przekłada się na lepszą widoczność na słońcu. Osobiście nie widzę specjalnych różnic względem poprzednika.

Nowy ekran to też brak 3DTouch. Tej zmiany obawiałem się najbardziej. W jego miejsce jest Haptic Touch, które zastępuje w zasadzie w większości przypadków to, co mieliśmy wcześniej. Co więcej, nowe rozwiązanie może być zastosowane w urządzeniach, które wcześniej nie miały 3DTouch i tak po instalacji iPadOS na moim iPadzie Pro mam też dodatkowe menu po dłuższym przytrzymaniu ikon. To jednak spory plus.

FaceID faktycznie jest poprawione i działa pod dużo większym kątem. Teraz, jak siedzę przy biurku i pracuję, a obok komputera leży telefon, to wystarczy zerknięcie na niego i FaceID łapie i odblokowuje iPhone’a. Czy poprawione FaceID jest szybsze? Jeśli już, to niezauważalnie.

Dźwięk

Dźwięk został według mnie mocno poprawiony. Dźwięk w rozumieniu głośników, które grają teraz wyjątkowo głośno i czysto. Nie ma wrażenia „radyjka tranzystorowego”. Porównać spokojnie można teraz wrażenia do odsłuchu na małym głośniku. Jestem pod dużym wrażeniem efektu.

Ładowanie i bateria

Tutaj mamy spory, wręcz gigantyczny progres. Udało mi się wyciągnąć na jednym ładowaniu 8 godz. na włączonym ekranie. To fenomenalny wynik. Spokojnie, iPhone 11 Pro Max wytrzymuje dwa pełne dni mocnego użytkowania. Dodana do kompletu ładowarka wreszcie jest 18 W, dokładnie taka sama, jaka jest dodawana do iPadów Pro (11” i 12,9”).

Grubszy telefon i ekran bez 3DTouch to więcej miejsca na baterię. Teraz ma ona 3968 mAh – poprzednik miał „tylko” 3140 mAh. To wszystko, plus bardziej energooszczędne podzespoły, wpływa na dużo dłuższą pracę na baterii. Istotna kwestia dotycząca ładowania indukcyjnego: w iPhonie 11 Pro Max jest jakby większa powierzchnia do indukcji, łatwiej „trafić” na ładowarkę.

Aparat

To jest najważniejsza zmiana w iPhonie chyba od samego początku linii produktowej. Mocno na fotografii w iPhonie 11 Pro skupił się Wojtek w swoim tekście, który znajdziecie w tym numerze. Ja się skupię tylko na kilku rzeczach.

Aparat z trzema obiektywami, choć w rzeczywistości wygląda lepiej niż na przeciekach i zdjęciach, nadal według mnie ma daleko do ideału i wzorca designu. Wygląda dziwnie, ale trzeba będzie się do tego przyzwyczaić i pewnie za chwilę przestaniemy w ogóle na to zwracać uwagę. Ramka wokół obiektywów jest błyszcząca, nie matowa jak reszta pleców. Dodatkowo całość dość wystaje, zatem rozglądam się za jakimś pokrowcem, aby telefon mógł równo leżeć na stole.

Faktycznie jest tu gigantyczny progres względem XS. Do tej pory z zazdrością patrzyłem na Androidy, a teraz nie ma już czego się wstydzić, co więcej, chyba nawet jest lepiej niż u większości konkurentów.

Szeroki kąt w aparacie to też duża zmiana i bardzo wyczekiwany przeze mnie dodatek. Efekty, jakie możemy nim osiągnąć, są genialne. W skrócie – dodatnie szerokiego kąta, wprowadzenie w aparacie trybu nocnego (Night Mode) oraz udoskonalone fotografie portretowe, w tym wreszcie ostre selfie, robią genialną robotę.

Podsumowanie

iPhone 11 Pro Max jest najlepszym iPhone’em, jaki miałem do tej pory. Od pierwszego uruchomienia przypadł mi bardzo do gustu. W połączeniu z iOS 13.1 mamy genialny sprzęt, robiący fenomenalne zdjęcia. Jeśli rozważacie zmianę, to jest to dobry moment. Przesiadając się z dowolnego, starszego modelu iPhone’a będziecie mieli duży skok technologiczny. Jest tylko jedno „ale”…

Cena, nie ma co udawać, że nie ma tematu… jest bardzo wysoka, ale do tego już chyba od premiery X zdążyliśmy przywyknąć.

28

Dominik Łada

MacUser od 2001 roku, fanatyk sprzętu z nadgryzionym jabłkiem, poza tym ma świra na punkcie fotografii i dobrej kuchni. Współzałożyciel i "rednacz" iMagazine - @dominiklada