Dziennik MacBook Air (early 2020) – benchmarki w Adobe Lightroom Classic

08/05/2020, 12:11 · · · 9

Kolejnym i prawdopodobnie ostatnim „ambitniejszym” benchmarkiem będzie test importu i eksportu 271 plików RAW do Adobe Lightroom Classic. Czy najnowszy MacBook Air poradzi sobie z taką ilością 42 MP zdjęć?


Bardzo dziękuję Cortlandowi za dostarczenie do testów MacBooka Air, co umożliwiło mi dogłębne przetestowanie najnowszego modelu.


Lightroom Classic

  1. Zdjęć miałem 271, były w formacie RAW i zajmowały ok. 24 GB na karcie SanDisk Extreme Pro 256 GB, która według producenta zapewnia odczyt i zapis w rejonie 95 MBps.
  2. Test importu polegał na kopiowaniu zdjęć z SD na SSD lub HDD i jednoczesnym tworzeniu podglądu RAW-ów w 1:1.
  3. Test eksportu polegał na eksporcie zdjęć z SSD na SSD, w sRGB, z wyostrzaniem „normal”, w oryginalnej rozdzielczości.

LR Import – Wyniki

LR Import Czas
NLEstation 2014 (import na HDD) 16:22
NLEstation 2014 (import na SSD) 14:56
NLEstation 2020 (import na SSD) 6:12
MacBook Pro 16″ (import na SSD)
Core i7 2,6 / 4,5 GHz
(late 2019)
10:28
MacBook Air (import na SSD)
Core i3 1,1 / 3,2 GHz
(early 2020)
31:03

Uwaga – Sam import plików zajął około 4 minut i 12 sekund, a LR Classic nie tworzył w tym czasie podglądów 1:1. Zarówno NLEstation2020, jak i 16-calowy MacBook Pro, generowały podglądy w trakcie importowania plików. Widocznie LR, w sytuacji, w której ma do dyspozycji więcej mocy, robi więcej rzeczy równocześnie.

LR Export – Wyniki

LR Export Czas
NLEstation 2014 (HDD → SSD) 26:48
NLEstation 2020 (SSD → SSD) 8:45
MacBook Pro 16″ (SSD → SSD)
Core i7 2,6 / 4,5 GHz
(late 2019)
21:13
MacBook Air (import na SSD)
Core i3 1,1 / 3,2 GHz
(early 2020)
28:29

Omówienie

Nie spodziewałem się niesamowitych wyników po tym komputerze, ale biorąc pod uwagę jego zestawienie z 16-calowym MacBookiem Pro, wyposażonym w sześciordzeniowego Core i7, to poradził sobie całkiem nieźle. Przypomnę, że ten Air ma dwurdzeniowy Core i3.

Procesor bardzo szybko wskoczył na 100°C, kilka sekund po rozpoczęciu testu, tak jak powinien, a wentylatory potrzebowały około 90 sekund, aby dobić do ~4300 obr./min.

Import trwał 628 sekund na 16-calowym MacBooku Pro, a MacBook Air potrzebował 1863 sekund, czyli był 2,96x wolniejszy. To istotna różnica i głównie wynika z generowania podglądów 1:1. Te podglądy mogą się generować automatycznie podczas edycji zdjęć, więc nie jest to konieczna rzecz do wykonania podczas procedury importowania plików, ale finalnie przyspiesza płynność pracy, bo nie trzeba na nie czekać. O ile taki NLEstation2020 generuje je błyskawicznie, o tyle Air już niekoniecznie.

Wyrażny thermal throttling pojawił się dopiero po 8 minutach, kiedy to CPU coraz rzadziej wchodził na częstotliwość 3,2 GHz. Średnio, w trakcie trwania całego importu, CPU operował w przedziale 2,2-2,4 GHz, co jest wynikiem lepszym, niż spodziewany.

MacBook Pro 16″ potrzebował 1273 sekund na ukończenie eksportu zdjęć, a MacBook Air early 2020 „zaledwie” 1709 sekund, czyli 436 sekund więcej. Air był więc 1,34x wolniejszy od 16-calowego Pro – spodziewałem się znacznie większej różnicy, szczególnie porównując wyniki 16-calowego MacBooka Pro i NLEstation2020.

Eksport powodował większe obciążenie na CPU i thermal throttling był tutaj jeszcze bardziej zauważalny, co widać po krótszych skokach na maksymalną częstotliwość CPU. Przy okazji dowiedziałem się, że wiatrak Aira kręci się z maksymalną prędkością w rejonie 8100 obr./min.

Podczas trwania obu testów, macOS pozostawał responsywny i mogłem wykonywać inne czynności, np. przeglądać strony internetowe w Safari (co zresztą z nudów robiłem, więc mogło to mieć delikatny wpływ na wynik, ale nie więcej niż kilka sekund). CPU też bardzo szybko się schłodził po zaprzestaniu renderowania zdjęć. Przy okazji też ładnie widać różnicą w czasie reakcji Turbo Boost Switcher (po prawej) na temperaturę względem Intel Power Gadget (po lewej) – ten drugi pokazuje temperaturę CPU w rejonie 60°C, a TBS jeszcze 74°C.

Podsumowując

MacBook Air nie jest komputerem przeznaczonym do ciężkich zadań, ale jak widać, radzi sobie z nimi, zarówno w Final Cut Pro X, jak i w Lightroom Classic. Jest też gorąca dyskusja na temat tego, że wentylator nie wyciąga powietrza bezpośrednio ciepła z radiatora i pozostaje bardziej pasywny. Osoby inteligentniejsze ode mnie argumentują, że dla tego CPU jest to wystarczające, a inny design mógłby być bardziej skomplikowany i pogrubić konstrukcję.

Ekran, ciemniejszy o 100 nitów niż Retina w MacBookach Pro 13″, nadal zapewnia wystarczającą jasność (…)

Prawda jest taka, że pomimo posiadania dwurdzeniowego Core i3, Air early 2020 bardzo mile mnie zaskoczył. Nie jest to maszyna, z której chciałbym korzystać do regularnej edycji zdjęć czy montażu wideo, ale do każdej pracy biurowej, być może poza najbardziej wymagającymi dokumentami w takim Excelu czy innym Accessie, komputer zapewnia więcej niż wystarczającą moc. Jestem szalenie ciekawy, jak w testach, które przeprowadziłem, radziłby sobie model czterordzeniowy z Core i5. Teoretycznie powinien zapewnić ok. dwukrotnie większą moc obliczeniową do aplikacji, które potrafią wykorzystać dodatkowe rdzenie i wątki, ale w praktyce spodziewam się skromniejszy wyników, zależnie od tego, jak mocno będzie ograniczana częstotliwość CPU pod pełnym obciążeniem.

Ekran, ciemniejszy o 100 nitów niż Retina w MacBookach Pro 13″, nadal zapewnia wystarczającą jasność, aby pracować w pełnym słońcu. Podpowiem Wam, że podczas paru gorętszych dni, właśnie na pełnym słońcu, problemem nie był ekran, a wspomniane źródło światła i ciepła na Ziemi, pod którym długo nie wytrzymałem i czym prędzej schowałem się w cieniu mieszkania. Większym problemem dla mnie jest brak wsparcia dla Display P3, chociaż jednocześnie akceptuję, że jestem w tej kwestii w mniejszości. Jeśli pamiętacie jeszcze ekrany z MacBooków Air z czasów przed Retiną, to ten jest o przepaść, pokroju Rowu Mariańskiego, lepszy.

Dzisiaj decyzja o zakupie MacBooka Air early 2020 nie jest łatwa, bo za 500 zł ekstra można kupić MacBooka Pro 13″ w podobnej konfiguracji (…)

Jak już wspominałem, pracuję przez większość dnia na tarasie, aby korzystać ze „świeżego powietrza”, o ile można je tak nazwać w mieście, więc słyszę różne szumy i hałasu z ulicy. Oraz Iwonę, prowadzącą korporozmowę. Wentylator rozkręcił się do 8000+ obr./min., a słyszalny stał się dla mnie dopiero od ok. 5000-5500 obr./min. Przy maksymalnej prędkości był z kolei znacząco cichszy, niż system chłodzenia w 16-calowym MacBooku Pro. Nie dziwne – te komputery mają różne przeznaczenie.

Dzisiaj decyzja o zakupie MacBooka Air early 2020 nie jest łatwa, bo za 500 zł ekstra można kupić MacBooka Pro 13″ w podobnej konfiguracji, ale z szybszymi CPU 8. generacji (które mają natomiast wolniejsze GPU i RAM) i potencjalnie z wydajniejszym systemem chłodzenia. Pro ma też lepszy ekran z Display P3. Osobiście, gdybym miał dzisiaj wydać w rejonie 6-7 tys. zł na MacBooka, to wziąłbym 13-calowego MacBooka Pro, pomimo że ma Touch Bara. Do pracy „biurowej”, jeśli bym się często przemieszczał, wolałbym jednak Aira, bo jest ciut lżejszy i poręczniejszy, przez jego design klina. Wszystko więc zależy od Waszych potrzeb.

Niezależnie, którego wybierzecie, nie spodziewam się, abyście żałowali decyzji. A jeśli dużo piszecie, jak ja… no cóż… ta nowa klawiatura jest lata świetlne lepsza od motylkowej.

9

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.