Philips Hue Play Sync Box – Ambilight w każdym TV

11/05/2020, 12:33 · · · 1

Ambilight, czyli doświetlenie tła ekranu, jest rozwiązaniem dostępnym wyłącznie w telewizorach marki Philips. Nowe urządzenie z rodziny Hue rozszerza tę funkcję na każdy ekran, pod warunkiem, że podłączymy do niego Hue Play Sync Box.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 3/2020


Dodatkowe oświetlenie podczas oglądania filmów czy grania może wydawać się zbędnym dodatkiem, ale odpowiednio skonfigurowane pozwala „rozszerzyć” obraz poza granice ekranu. Możliwości, jakie w zakresie dynamicznej zmiany koloru światła daje system Hue, sprawiają, że aż szkoda nie wykorzystać go do tego, do czego dotąd służył Ambilight. Wystarczy skomunikować go z telewizorem i źródłami obrazu, do czego służy wyglądający jak duże Apple TV Philips Hue Sync Box. Wrażenie to potęguje dioda z przodu oraz liczne gniazda HDMI z tyłu. Urządzenie ma też gniazdo micro USB, służące do wykrywania, czy telewizor jest włączony, a także gniazdo zasilania. Porty są w rozsądnych odstępach i bez większego problemu da się do nich podpiąć kabel HDMI nawet wtedy, gdy sąsiednie gniazda są zajęte, a urządzenie stoi w szafce pod telewizorem. Zasilacz Hue Sync Box jest też kompatybilny z innymi lampami z systemu Hue – za telewizorem postawiłem dwie Hue Play (nie ma ich w zestawie, trzeba je dokupić), które doskonale nadają się do doświetlenia tła z uwagi na podłużny kształt i mocowania pozwalające zarówno postawić je na szafce, jak i zamocować bezpośrednio do obudowy telewizora. Zasilacz ma trzy gniazda, co oznacza, że do zasilenia Hue Sync Box oraz dwóch lamp wystarczy tylko jeden. Oprócz Boksa i lamp Hue potrzebujemy też mostka Hue Bridge w wersji V2, co dla użytkowników starszej generacji oznacza konieczność wymiany na nowy. Zbudowanie systemu od podstaw jest kosztowne, nawet jeśli zamierzamy ograniczyć się tylko do dwóch lamp z tyłu (uważam je za rozsądne minimum, by uzyskać odpowiedni efekt).

W aplikacji Hue do obsługi oświetlenia próżno szukać ustawień związanych z Hue Sync Boksem. Ma on bowiem osobną aplikację, wyglądającą tak samo, jak ta podstawowa, ale przeznaczoną wyłącznie do obsługi tego urządzenia. To niewygodne rozwiązanie, wręcz dezorientujące. Aplikacja działa dobrze i prowadzi przez proces konfiguracji krok po kroku. Ustawienie systemu trwa dosłownie kilka minut, w ciągu których wykrywamy Boksa, udostępniamy mu Wi-Fi, parujemy z mostkiem oraz rozmieszczamy źródła światła na planie pokoju. Ostatnia czynność jest bardzo ważna, ponieważ właściwe określenie, gdzie w pomieszczeniu znajduje się dana lampa, determinuje to, jak świeci. Trzeba pamiętać, że scenę mogą tworzyć nie tylko wspomniane już Hue Play stawiane za telewizorem, ale też lampy wkręcone w kinkiety, plafony czy zwieszane z sufitu oprawy. Na koniec pozostaje zdefiniowanie sposobu działania doświetlenia w zależności od wejścia. Box ma cztery porty wejściowe, więc możliwość przypisania zestawu ustawień jest bardzo przydatna – nie trzeba tego robić ręcznie. Oprócz nazwy każdemu wejściu można przypisać tryb synchronizacji (zmieniający wielkość plam światła), dynamikę oraz jasność podświetlenia. Co więcej, w aplikacji da się też ustalić, czy wejścia automatycznie włączają Boksa, ustawić przepuszczanie sygnału ARC oraz minimalne podświetlenie tła (zapobiegające całkowitemu wyłączaniu podświetlenia, gdy ekran jest czarny lub bardzo ciemny). Na co dzień Hue Sync Box działa niezauważalnie – włącza się i wyłącza automatycznie. Cierpi jednak na choroby wieku dziecięcego, objawiające się całkowitym brakiem komunikacji, wymuszającym odłączenie go od prądu na kilka godzin, a następnie skonfigurowanie od nowa (podczas dwóch tygodni testu zdarzyło się mi to dwukrotnie). Trudno określić, czy to wada oprogramowania, czy sprzętu, ale w tak drogim produkcie nie powinno jej być nawet na tak wczesnym etapie.

Na co dzień nie korzystam z Ambilight, mój telewizor nie ma tej funkcji. Łatwo się do niej przyzwyczaić, o ile tylko zostanie odpowiednio skonfigurowana – warto sprawdzić, jaka dynamika zmian i natężenie podświetlenia nam pasują. Sam podkręciłem jasność i dynamikę dla konsoli, ale zmniejszyłem ją dla Apple TV oraz podłączonego adaptera USB-C, który służy mi do oglądania filmów z iPada. Hue Sync Box nie działa niestety podczas oglądania treści bezpośrednio z telewizora, bo sygnał nie jest wtedy wysyłany do urządzenia. Na co dzień korzystam z Netfliksa właśnie na TV, chcąc używać Boksa, musiałem przerzucić się na Apple TV. Odkryłem jeszcze jedno utrudnienie: telewizor wykrywa Hue Sync Box jako jedno urządzenie, tym samym nie można przypisać na nim innego zestawu ustawień konsoli, a innego odtwarzaczowi filmów (ma to kolosalne znaczenie). Uzyskiwany efekt warty jest przebrnięcia przez te niedogodności. Hue Sync Box dostarcza dużo lepszych wrażeń niż Ambilight, o ile tylko mamy więcej źródeł niż tylko dwa za telewizorem. Na obraz na ekranie reaguje całe pomieszczenie, „rozszerzając” akcję i pozwalając się mocno w nią wczuć. Im bardziej film jest dynamiczny, tym mocniej Hue Sync Box podkręcał akcję – fenomenalnie sprawdzał się w produkcjach pokroju „Mad Max: Fury Road”, w których dominują mocne kolory, a ujęcia błyskawicznie się zmieniają. Bardzo przyjemnie się też z nim gra, szczególnie w produkcje stawiające na fabułę i klimat. Gdy grałem online w nowe Modern Warfare, dodatkowe światła mnie rozpraszały, bo mecze z żywymi graczami wymagają dużego skupienia.

Udostępnienie synchronizacji światła z obrazem wyświetlanym na telewizorze wszystkim urządzeniom to świetny ruch, choć Hue Sync Box nie jest idealnym sprzętem. Potrafi permanentnie odmówić współpracy, a jego zakup to spora inwestycja, zwłaszcza jeśli nie mamy jeszcze innych urządzeń Hue. Gdy jednak działa, jest świetny – zapominam, że go mam, a do efektu oświetlenia współgrającego dynamicznie z obrazem na ekranie łatwo się przyzwyczaić, zwłaszcza że wyraźnie wpływa na odbiór tego, co oglądamy. Myślę, że zainteresuje przede wszystkim posiadaczy telewizorów, którzy nie chcą ich w najbliższym czasie zmieniać, a jeśli nawet, to nie będzie to Philips.

1

Paweł Hać

Ten od Maków i światła. Na Twitterze @pawelhac