Audio-Technica ATH-ANC900BT – dźwięk na pierwszym miejscu

12/06/2020, 17:30 · · · 0

ANC stało się obowiązkową funkcją słuchawek z wyższej półki. Dzięki niemu da się ich używać nawet w bardzo hałaśliwych miejscach, bez ryzyka ogłuchnięcia od nadmiernego poziomu głośności. Nowe słuchawki Audio-Technica również mają ANC, ale nie ono jest tutaj najważniejsze, a dźwięk, jaki się z nich wydobywa.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 4/2020


Wzornictwo Audio-Technica jest bardzo surowe i niepozorne, i to zarówno w przypadku tańszych, jak i droższych urządzeń. ATH-ANC900BT to najdroższe słuchawki z portfolio tego producenta, ale ich wygląd wcale tego nie sugeruje. Wykonano je w całości z matowego, czarnego plastiku, czarne są też poduszki i wnętrza nauszników. Elementy spasowano bardzo dobrze, nawet przy mocnym rozginaniu nie trzeszczą. Na obudowie mamy jedynie delikatne, błyszczące logo po obu stronach, przycisk i włącznik zaś znajdują się na krawędzi jednego z nauszników, więc również nie rzucają się w oczy (za to natychmiast trafiamy na nie kciukiem). Konstrukcja słuchawek to klasyka: rozsuwany, elastyczny pałąk pozwala dopasować je nawet do dużej głowy, muszle nauszników obracają się, dodatkowo poprawiając dopasowanie. Poduszki są sprężyste i całkiem grube, choć w środku mogłoby być trochę więcej miejsca, nie każde ucho się zmieści. Słuchawki składają się na płasko, ale nie da się złożyć obu nauszników do wewnątrz jednocześnie tak, aby zajmowały mniej miejsca. Do transportu korzystałem z porządnego, twardego etui, które oprócz słuchawek mieści też adapter samolotowy oraz okablowanie, ma też kieszonkę na zewnątrz (na przykład na bilety lotnicze). Zestaw akcesoriów dołączanych do ATH-ANC900BT jest świetny, nie ma tu zbędnych elementów. Mam jednak zastrzeżenia do kabla audio – jest bardzo cienki, obawiam się, że długie używanie, zwłaszcza w ruchu, może być próbą trwałości, której nie wytrzyma. Jest to o tyle istotne, że gniazdo w słuchawkach ma średnicę 2,5 mm (druga końcówka kabla ma już standardowe 3,5 mm), to rzadziej spotykane rozwiązanie, stąd też może być trudniej dostać odpowiedni kabel w razie nagłej potrzeby.

Słuchawek da się z powodzeniem używać natychmiast po sparowaniu ze źródłem lub po podłączeniu ich przewodowo, ale dopiero aplikacja na smartfona daje dostęp do ich pełnej konfiguracji. Po połączeniu przez Bluetooth możemy z telefonu wyregulować poziom przepuszczania dźwięku w trybie Hear-Through oraz ustawić otoczenie, w którym używamy aktywnej redukcji hałasu, by dostosować sposób, w jaki wycinane są dźwięki. Do wyboru mamy „Biuro”, „Ulicę” oraz „Samolot” – nie miałem okazji w nich nigdzie lecieć, ale różnica w odcinanych częstotliwościach w biurze i na ulicy jest zauważalna, warto wybrać choćby jednorazowo to otoczenie, w którym najczęściej przebywamy. Aplikacja umożliwia też wymuszenie użycia danego kodeka dźwięku (AAC lub SBC) oraz wyłączenie komunikatów głosowych, potwierdzających na przykład parowanie z urządzeniem. W aplikacji można też podejrzeć stan naładowania akumulatora oraz sterować (w podstawowym zakresie) odtwarzaniem. Bateria ATH-ANC900BT sprawia wrażenie, jakby nie trzeba było jej ładować. Nie mierzyłem zużycia co do minuty, używałem ich głównie w domu i podczas pracy biurowej, w dłuższych (przynajmniej godzinnych) sesjach. Deklarowane przez producenta 35 godzin z włączonym ANC jest według mnie osiągalne.

Działanie ANC w ATH-ANC900BT nie jest agresywne, nie odcina wszystkich możliwych dźwięków, ogranicza za to mocno średnie i niskie częstotliwości, wysokie tony z zewnątrz są tłumione w mniejszym stopniu. Podczas cichego słuchania muzyki taka selekcja tonów może być słyszalna, natomiast przy średniej głośności przestałem na nią zwracać uwagę. ANC ma przede wszystkim podnosić komfort i z tym radzi sobie znakomicie. Tryb Hear-Through jest równie przydatny, wystarczy przytrzymać przycisk na nauszniku (lub zakryć go dłonią, bo ten rozpoznaje dotyk), by wbudowane w słuchawki mikrofony zaczęły wyłapywać dźwięk otoczenia, a muzyka jest jednocześnie mocno ściszana. ATH-ANC900BT mają tylko jeden przycisk i jeden przełącznik, natomiast do sterowania odtwarzaniem wykorzystywany jest panel dotykowy na lewym nauszniku. Składają się na niego trzy powierzchnie dotykowe, odpowiednio na górze, środku i dole nausznika. Aby zrobić ciszej lub głośniej, trzeba stuknąć w dół lub górę nausznika, pauzę i wznowienie odtwarzania wywołuje się natomiast, trafiając w środek. Do tego mamy jeszcze gesty przełączania pomiędzy utworami, wymagające przesunięcia palca po całym panelu w górę lub w dół, a także przełączanie się między trybem ANC, Hear-Through i brakiem obróbki dźwięku. Brzmi w miarę prosto, ale w praktyce okazuje się skomplikowane. O ile trafienie w dół panelu czy przykrycie go dłonią jest łatwe, ale nawet przesunięcie palca tak, by słuchawki wykryły gest, a nie wciśnięcie, wymaga wprawy. Pozostaję zwolennikiem stosowania przycisków, zwłaszcza gdy tak wiele z nich zastępowanych jest jednym panelem, którego nie widzę, gdy używam słuchawek.

ATH-ANC900BT mają konstrukcję zamkniętą, więc nawet bez ANC nieźle izolują dźwięki otoczenia. Grają przy tym całkiem szeroko, jak na swoją budowę – słychać dobrą separację instrumentów, przede wszystkim w górnych pasmach. Ich brzmienie określiłbym jako neutralne, nie podbijają żadnych częstotliwości, nie ocieplają ani nie ochładzają dźwięku. Dobrze zachowują też detale przy dużej głośności, ubytek szczegółów słychać głównie w średnich tonach, gdzie dźwięki zaczynają się zlewać. Słuchałem ich na poziomie dźwięku bliżej środka skali, nie są przesadnie głośnymi słuchawkami. Tony wysokie są bogate w szczegóły, bardzo dobrze brzmi gitara akustyczna. Nie są kłujące, nawet jeśli dominują w konkretnym utworze. Środek ma wyeksponowany wokal, tu również mamy mnóstwo detali i jedynie przy bardzo bogatych partiach gitarowych, wspomaganych perkusją, zdarza się, że brzmią chaotycznie. Najbardziej pozytywnie zaskoczył mnie wszechstronny bas: ma świetną dynamikę, brzmi zarówno miękko, wpadając w lekką wibrację, jak i krótko i mocno, jeśli jest to potrzebne.

Połączenie ze sobą dobrego brzmienia oraz skutecznie działającego ANC to wyzwanie – istotne jest nie tylko wycinanie hałasu otoczenia, ale i zachowanie przy tym naturalnego dźwięku. ATH-ANC900BT dają sobie radę z obiema tymi rzeczami. Ich neutralne, szczegółowe brzmienie bardzo przypadło mi do gustu. Za jedyną istotną wadę uznaję sterowanie dotykowe, które nie należy do intuicyjnych i trzeba się go nauczyć. Liczę na to, że Audio-Technica wróci do większej liczby przycisków – są zwyczajnie wygodniejsze.




Ocena iMagazine: 5/6 5/6

0

Paweł Hać

Ten od Maków i światła. Na Twitterze @pawelhac