Uaktualniłem NLEstation 2020 z Mojave na macOS Catalina, nie bez przygód

25/06/2020, 11:44 · · · 16

Wczoraj w nocy w końcu postanowiłem uaktualnić macOS Mojave na moim NLEstation 2020 na macOS Catalina. Porobiłem stosowne backupy i rzuciłem się na głęboką wodę.

Open Core

Pierwszym krokiem był update Open Core z 0.5.5 na 0.5.9. Teoreycznie nie musiałem tego robić, ale czas najwyższy, bo sporo się zmieniło między tymi wersjami. Ta procedura odbyła się bez żadnych przygód.

macOS Catalina

Uaktualnienia do Cataliny obawiałem się znacznie bardziej. Nie tyle samej procedury instalacji nowej wersji macOS-a, ale tego, co będzie po niej.

Pierwszą czynnością do wykonania, jeszcze na Mojave, było wyłączenie blokowanie pojawiania się Cataliny w update’ach. W tym celu musiałem odpalić Terminala, aby wpisać…

Update wskoczył natychmiast i pobrał się szalenie szybko.

Instalator od razu mnie ostrzegł, że dwie aplikacje nie będą działały pod Cataliną – są 32-bitowe. Meh. Smuteczek. Żal.pl. W praktyce okazało się, że miałem jeszcze kilka innych apps, które nie pojawiły się na tej liście, a które również musiały wylecić. Nic ważnego, ale z dwóch powyższych korzystałem regularnie.

Proces same instalacji zajął jakieś 30-45 minut, na oko – nie mierzyłem. Najpierw pojawiło się powyższe okno, które zrestartowało komputer po mniej więcej 10 minutach…

…a potem ok. 20-30 minut robił się sam update. Po drodze miałem tylko jeden restart.

Zaraz po uruchomieniu Cataliny po raz pierwszy, rozpoczęła się seria okien dialogowych, proszących mnie o dodanie odpowiednich praw dostępu do aplikacji. Karabiner Elements był pierwszy.

Chwilę później upomniał się karabiner_grabber, a potem poleciało jeszcze więcej aplikacji. Niektóre z nich wymagały restartu Preferencji Systemowych, bo nie pojawiały się na odpowiednich miejscach, a w innych przypadkach, klikanie w Open System Preferences niczego nie robiła. To zapewne na słynna jakość Apple.

Po chwili, jak już ogarnąłem pozwolenia, uruchomiłem Photos / Zdjęcia, aby zobaczyć, jak całość wygląda w nowym formacie. Jak zobaczyłem powyższy napis, to po raz pierwszy się zestresowałem. To ewidentnie zdjęcia są dla mnie najważniejsze.

Przy okazji, robiąc porządki w zainstalowancych apps, zauważyłem, że kasując aplikację, przy włączonej autoryzacji przez Apple Watcha, nie da sie klawiszem Tab podświetlić przycisku. To jest sprzeczne z zasadami UI macOS-a. Na razie dotyczy to tylko tego okna – jeszcze nie znalazłem innych przykładów.

Znalazłem przy okazji kolejną ofiarę, tym razem sprzętową. Okazuje się, że Razer Synapse 2, do konfigurowania myszek Razera, nie działa pod Cataliną. Oznacza to, że nie mogę skonfigurować swojej myszki tak, jakbym chciał. To z kolei oznacza, że czas szukać nowej myszki. Razer – ogarnij się! Rok już minął!

Kolejną ciekawostkę znalzłem w swoim koncie iCloud, w Preferencjach Systemowych → Apple ID. Po kliknięciu w Jedha, czyli NLEstation 2020, na liście wszystkich moich urządzeń, pojawiła się informacja, że Find My Mac jest włączony.

Tymczasem w zakładce iCloud okazało się, że ta funkcja jest wyłączona. Po włączeniu wygląda na to, że działa.

System w każdym razie stoi i działa, chociaż znalazłem jedno problematyczne zachowanie przed pójściem spać, co postanowiłem rozwiązać rano.

 

Komputer zostawiłem włączony, bo chciałem, aby Photos do rana zakończył swoje analizy twarzy i innych metadanych (nadal nad tym pracuje i pewnie jeszcze potrwa to z dzień lub dwa) i wróciłem rano do powyższego obrazu. Poleciałem domyślnie po Allow dla wszystkich pozycji, a potem będę najwyżej wyłączał irytujące apps.

Na koniec obejrzałem krótką prezentację wszystkich cech i zalet mojego „iMaca”1

Potem została jeszcze weryfikacja, czy wszystko prawidłowo się zgłasza w specyfikacji…

… oraz ogarnięcie tego typu okienek od czasu do czasu, wyskakujących zupełnie randomow. Co ciekawe, Pastebota używałem przez jakiś czas, zanim powyższe się pojawiło.

Jedyny problem, jaki znalazłem, to ze screen saverem. Otóż, pod macOS Mojave i wszystkich wcześniejszych, które pamiętam, jeśli kliknąłem myszkę lub nacisnąłem klawisz na klawiaturze, to natychmiast pojawiało się okienko do podania hasła, do odblokowania komputera. W tym czasie, w tle nadal działał screen saver, dopóki nie wpisałem hasła lub dopóki Apple Watch nie autoryzował odblokowania komputera. To wszystko odbywało się bez żadnych przestojów i potknięć.

Tymczasem, macOS Catalina, najpierw czeka ze 2-3 sekundy, potem wszystko spowalnia do 15 fps i widać, że screen saver nie animuje się płynnie, a po kolejnych 2-3 sekundach pojawia się pole do wpisania hasła. Jeśli mam włączone uwierzytelnianie przez Apple Watcha, to jest podobnie – na odblokowanie ekranu czekam około 5-6 sekund, zamiast maksymalnie jednej, jak w High Sierra czy Mojave. Nie wiem z czego to się bierze.

Kolejną rzeczą, której nie potrafię jeszcze wytłumaczyć, to dlaczego Geekbench 5, w teście Metal, daje gorszy wynik, jak mam włączony jeden monitor, a lepszy, jak mam włączone oba. Różnica jest istotna. Napisałem już tweeta do twórcy Geekbencha – może będzie wiedział o co chodzi.

W międzyczasie też wyłączyłem konieczność podawania hasła, aby wyjść ze screen savera i teraz Biurko pojawia się po ułamku sekundy, ale jest lekki stutter animacji – fps-y spadają przez chwilkę.


Całość opisana powyżej występowała bez ani jednego restartu Cataliny po jej instalacji. W tle cały czas pracuje photoanalysisd i accountsd, zużywając non-stop od 10% do 20% CPU. Ponownie sprawdzę, jak to się zachowuje, jak już wszystko się uspokoi.


Uaktualnienie

Zerknąłem jeszcze do konsoli i znalazłem serię następujących śmieci…

Jak podpowiada DuckDuckGo, to znany bug pod Cataliną, który nie został rozwiązany od 10.15.0 do dzisiaj i dotyczy nawet czystych instalacji OS-a. Pojawia się też na najnowszych MacBookach Pro z 2020 roku. Zaraz to sprawdzę na swoim, bo tam nadal siedzi Mojave.

  1. 😅.
16

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.