Withings Move ECG – smartzegarek z klasą

16/07/2020, 16:45 · · · 0

Czy da się wprowadzić na rynek nosideł fitnessowych zegarek o tradycyjnym wyglądzie i pięknym designie, a jednocześnie bogaty w smartfunkcje? Withings Move ECG dowodzi, że tak, ku mojemu wielkiemu zachwytowi.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 1/2020


Po niedawnym zakupie Fitbita przez Google znalazłam się w grupie niezadowolonych z tej zmiany. Rozpoczęłam poszukiwanie alternatywy dla od kilku lat ulubionego Fitbit Charge2 i wydaje mi się, że znalazłam urządzenie, które zagości na moim nadgarstku.

Withings Move ECG, bo to jest owa „alternatywa”, najpierw oszołomił mnie opakowaniem, potem zachwycił własną prezencją, a wreszcie zadowolił funkcjami. Myślę, że mimo drobnych zastrzeżeń, polubimy się i będziemy ze sobą chodzić. Ale po kolei…

Withings Move ECG najpierw oszołomił mnie opakowaniem, potem zachwycił własną prezencją, a wreszcie zadowolił funkcjami.

Opakowanie jak opakowanie, białe, z napisami, symbolami, bez plastiku. „Oho” – pomyślałam – „lubię to” – à propos tej ostatniej sprawy. Dopiero jednak po wyjęciu z opakowania burego kartonu, na którym widnieje delikatny biały napis „withings”, uznałam, że Move ECG ma potencjał do zdobycia mojej ręki. Musicie bowiem wiedzieć, że jednym z moich postanowień na nadchodzący rok jest niekupowanie produktów zapakowanych w więcej plastiku niż sam produkt ma powierzchni lub masy. To będzie trudne, wiem, ale produkty Withings napawają optymizmem. Punkt dla firmy.

Wyjęłam zegarek z opakowania i zachwyciłam się nim natychmiast. Jest śliczny i w tej kategorii wygrywa bezdyskusyjnie. Zrobiłam test na kilku osobach, mało rozsmakowanych w nowych technologiach, i żadna z nich nie zauważyła, że to smartzegarek, za to każdą z nich porwał jego wygląd. Co w nim takiego uroczego? Delikatny biały cyferblat z subtelnie nakreślonymi szarym kolorem liczbami, symbolem EKG i nienarzucającą się nazwą producenta. Do tego srebrne wskazówki zegarka i taka sama wskazówka prezentująca procent wykonania dziennego planu kroków. Koperta jest biała, z plastiku bardzo przyjemnego w dotyku, obwódka i przycisk (zastępujący koronkę w tradycyjnym zegarku) – srebrne ze stali, a oryginalny pasek – niebieski, wykonany z silikonu wysokiej jakości. Pasek, warto zaznaczyć, jest standardowy i można go wymienić na dowolny pasek u każdego zegarmistrza. Wygląd pierwsza klasa! Czy ten zegarek występuje w innych kolorach? Tak, jest jeszcze wersja czarna; ilekroć zerkam na stronę www producenta, tylekroć żałuję, że nie mam właśnie tej czarnej odmiany… Przy okazji opisu i oceny wyglądu warto zaznaczyć, że ten smartzegarek działa na baterię, odpada mi więc troska o zabranie na wyjazd specyficznej ładowarki do Fitbita i regularne jego ładowanie. Bateria, według zapewnień producenta, działa do 12 miesięcy. Co potem? Jeszcze nie wiem, ale z pewnością się dowiem.

Ten śliczny zegarek, wyglądający jak zwykły mechaniczny, potrafi zmierzyć EKG, czyli badanie mające na celu ocenę pracy serca i wykrycie ewentualnych zaburzeń.

Wiemy jednak, że za śliczną buzią niekoniecznie kryje się interesujące wnętrze. Zajrzyjmy zatem, co oferuje mi ten zegarek i czy jestem w stanie powiedzieć, że lecę nie tylko na atrakcyjny wygląd, ale także na bogate wnętrze.

W nazwie mamy „ECG”, czyli po polsku EKG, ten symbol widnieje też na cyferblacie na godzinie 6! Ten śliczny zegarek, wyglądający jak zwykły mechaniczny, potrafi zmierzyć EKG, czyli badanie mające na celu ocenę pracy serca i wykrycie ewentualnych zaburzeń. Robi się to w prosty sposób: po zsynchronizowaniu zegarka z aplikacją Health Mate na smartfonie wystarczy przycisnąć koronkę, przytrzymać kciuk i palec wskazujący na otoczce zegarka, a pomiar zacznie się automatycznie robić – co zobaczymy na ekranie smartfona. Wynik jest następnie interpretowany w aplikacji. To jest chyba największa atrakcja tego zegarka i funkcja z pewnością przydatna wielu osobom zatroskanym o stan tego najważniejszego mięśnia w ludzkim ciele (no dobrze, wiem, że niektórzy panowie będą się kłócić o to pierwsze miejsce, ale ja swoje wiem).

Dobra, jak już się nacieszyłam robieniem sobie co chwilę EKG, zabawiłam się w doktora i zbadałam, co jeszcze Move ECG mi daje, a jest tego sporo.

Przede wszystkim liczenie kroków. Na cyferblacie nie ma możliwości wyświetlenia aktualnej liczby kroków – tę możemy odczytać w każdej chwili na smartfonie w aplikacji – jest jednak miernik procentu wykonania dziennego celu. Mała wskazówka przesuwająca się w miarę chodzenia od 0 do 100 może motywować do spacerów. To jest wszystko, co wyciągniemy z samego zegarka. Całą resztę robi się/sprawdza w aplikacji. Jest dość tradycyjnie, tzn. odnotowywanie aktywności fizycznej – aplikacja sama rozpoznaje, jaka to aktywność, a skuteczność jej jest, niestety, średnia. Nie zauważyła, że jechałam na rowerze, natomiast jako jazdę na rowerze zinterpretowała jazdę krakowskim tramwajem (może to świadczy bardziej o krakowskich tramwajach niż aplikacji). Aktywność, na szczęście, można też dodać ręcznie, nie przejmuję się tym więc zbytnio. Jest też integracja z typowo sportowymi aplikacjami (Strava, MyFitnessPal, RunKeeper; ku mojemu wielkiemu żalowi Endomondo nadal nie życzy sobie integrować się i brak tej aplikacji na liście). Zegarek także monitoruje sen i tu faktycznie daje radę – jako matka niemowlaka budzę się niekiedy nawet parę razy w nocy, aby sprawdzić, co u dziecka: wszystkie pobudki są odnotowane w aplikacji. Sen jest mierzony w punktach, na które składają się różne elementy: długość, głębokość, regularność i pobudki. Za mój przykładowy sen z piątku, 13 grudnia, otrzymałam 52 punkty, ale, niestety, nie wiem, czy się cieszyć, czy raczej martwić. W aplikacji możemy ustawić przypomnienia o np. piciu wody czy zjedzeniu owocu. Powiadomienia przychodzą na smartfona, a o tym, że warto coś tam sprawdzić, przypomina lekkie buczenie zegarka. Ma to pomóc użytkownikowi w przejściu na zdrowszy tryb życia. Oczywiście są tu też medale za osiągnięcia, które mają motywować do dalszych wysiłków, czyli elementy gamifikacji.

Przeglądając aplikację, zauważyłam także możliwość śledzenia postępów ciąży. Jako ciągle świeża matka jestem nadal wrażliwa na takie rozwiązania.

Przeglądając aplikację, zauważyłam także możliwość śledzenia postępów ciąży. Jako ciągle świeża matka jestem nadal wrażliwa na takie rozwiązania; cieszę się, że taka funkcja została wprowadzona w aplikacji Health Mate, tym bardziej, że właśnie możliwość mierzenia EKG szczególnie polecałabym kobietom planującym ciążę lub ciężarnym. Jedną z częstych przypadłości tego okresu jest bowiem przeciążenie mięśnia sercowego, które musi pompować krew za dwie osoby. Objawia się to na różne sposoby. Mnie, równo rok temu, dopadła tachykardia, czyli nierównomierny rytm serca. Mając taki zegarek wtedy, byłabym znacznie spokojniejsza o moje zdrowie, mogąc zrobić EKG w każdej chwili. Kolejne zaś zapisy pokazane lekarzowi mogłyby przyspieszyć diagnozę i szybciej rozpocząć leczenie. Producent mimo wszystko zaznacza, że zegarek nie jest sprzętem medycznym i w związku z tym pomiar nie może być traktowany podobnie, jak z atestowanego urządzenia do mierzenia EKG, z wieloma elektrodami przypinanymi do klatki piersiowej.

Ostatnia cecha Withings Move ECG, która ostatecznie potwierdziła, że jego wnętrze jest dla mnie równie atrakcyjne, co wygląd, to wodoodporność do 50 m głębokości i monitorowanie pływania. To mój ulubiony sport, obok nordic walkingu. Cieszę się, że nie będę musiała zdejmować zegarka na basenie, a mój „osiąg” sam się zapisze w aplikacji.

Wiele było pochwał, czas na odrobinę dziegciu. Zegarek niesie dla mnie poważny problem w nocy: otóż w ciemności, gdy wstaję sprawdzić, co porabia moje dziecko, nie jestem w stanie dojrzeć, która jest godzina. Zapewniał mi to wyświetlacz Fitbita Charge2. Co więcej, ten wyświetlacz emanował nikłym, bo nikłym, ale jednak światłem, dzięki któremu nachylając nadgarstek, byłam w stanie dojrzeć dziecko i zorientować się, czy się krzywi na buzi, czy uśmiecha i zapewnić mu szybko odpowiednią pomoc. Teraz muszę świecić lampkę, czym często rozbudzam dzieciaka. Gdyby chociaż wskazówki były fluorescencyjne i można było odczytać godzinę… No cóż, trudno.

Ostatnia cecha Withings Move ECG, która ostatecznie potwierdziła, że jego wnętrze jest dla mnie równie atrakcyjne, co wygląd, to wodoodporność do 50 m głębokości i monitorowanie pływania.

Drugi punkt krytyki to brak daty na cyferblacie. Być może to mój problem indywidualny, ale rzadko kiedy wiem, „którego mamy dzisiaj” i muszę to zwykle sprawdzać. Zamiast zerkać na nadgarstek, gdzie z wyświetlacza Fitbita Charge2 odczytywałam datę, będę musiała sięgać po smartfona. No cóż, ponownie trudno, przyzwyczaję się.

Trudno mi powiedzieć, czy Withings Move ECG to zegarek, smartzegarek, a może hybryda. Wiem jedno, że poleciałam na to rozwiązanie jak sroka na błyskotkę. Znalazłam bowiem zegarek, który łączy w sobie ponadczasowy wygląd czasomierza z tradycyjnym cyferblatem, a jest jednocześnie demonem technologicznym, odkrywającym bogate wnętrze w pięknie zaprojektowanej aplikacji na smartfona. Uwiódł mnie swoją aparycją, a ostatecznie uległam jego wnętrzu. Zaczęliśmy ze sobą chodzić i oddałam mu rękę (wybacz, Napoleonie…).

0

Anna Gabryś

Byłam flecistką, wydawczynią, historyczką, muzealniczką. Jestem IT PM. Nie wiem, kim jeszcze zostanę. #piszęSobie #smartkultura #polszczyzna