iPhone SE – namieszał na rynku

11/09/2020, 09:59 · · · 4

iPhone SE pojawił się w idealnym momencie. Akurat zarówno moja żona, jak i mój syn, muszą zmienić telefon. Jedno musi się przesiąść z 5S, a drugie z 6. Jedno i drugie nie chciało mieć… FaceID, nie pytajcie, a teraz, w dobie masek, tym bardziej. W tym kontekście nowy iPhone SE ze swoim „starym” designem i TouchID idealnie się wpasował. Raptem „konkurencja” nie ma już argumentów do hejtowania, tym bardziej, że cena też jest świetna.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 5/2020


Ale zanim któreś z nich wylosuje zapałkę i przejmie nowiutkiego, czerwonego iPhone’a SE, przez chwilę ja go poużywam. Przyznam się, że to będzie mój pierwszy raz z tym rozmiarem. Nigdy nie miałem iPhone’a z ekranem 4,7”. W momencie premiery iPhone’a 6 od razu kupiłem model 6 Plus.

Budowa

To, na co zwróciłem w pierwszej kolejności uwagę, to jego rozmiar. Ależ on jest mały i lekki – 148 g. Prawie go nie czuję. Dla mnie to lekki szok, ale wszyscy użytkownicy modeli 6/6S/7/8 nie zauważą różnicy.

Oczywiście, jak to jest już od iPhone’a 7, w SE nie znajdziemy wejścia Jack. W pudełku z telefonem dostajemy EarPods ze złączem Lightning.

Wodoodporność iPhone SE ma na poziomie IP67 (iPhone 11 ma IP68). IP67 to jest zanurzenie na 30 min do 1 m głębokości, a IP68 to w zasadzie pełna wodoodporność. Czyli możemy w zasadzie bez stresu używać telefonu podczas deszczu. Zamoczenie go w wodzie, upuszczenie w wannie itp. nie będą dla niego groźne.

Najważniejszą według mnie cechą nowego iPhone’a SE jest jego procesor. Apple zdecydowanie się na chip A13 Bionic, czyli ten sam, który napędza najnowsze iPhone’y 11 Pro. Dzięki temu możemy w zasadzie być spokojni w kontekście długiej żywotności naszej słuchawki. Najnowszy w tym momencie procesor gwarantuje nam wsparcie systemowe kilka lat do przodu.

Logo Apple zostało przeniesione na środek tylnej obudowy, a w zasadzie szkła. Szklane plecy, tak jak w iPhonie 8, są podyktowane dostępnością ładowania indukcyjnego. Ponownie, jeśli ktoś miał iPhone’a 8, to nie będzie to dla niego nic nowego, ale dla całej reszty jest to jedna z killer features. Używając na co dzień 11 Pro Max, muszę powiedzieć, że kabel przypinam tylko w samochodzie żony, wszędzie indziej używam ładowarek indukcyjnych, które zwyczajnie są po prostu wygodniejsze.

Jak już użyjemy kabla, to warto wspomnieć, że iPhone SE wspiera szybkie ładowanie. Teoretycznie używając ładowarki od iPada Pro i kabla USB-C do Lightning, 50% baterii powinniśmy naładować w 25 min.

Głośnik jest głośny i wyraźny, przy tej wielkości urządzenia wystarcza, nie można się do niego przyczepić. TouchID w dzisiejszych czasach, gdy chodzimy w masce, to zbawienie, działa szybko i pewnie.

iPhone’a SE odróżnia od poprzedników Dual SIM. Mamy klasyczną kartę nanoSIM oraz eSIM, czyli działają nam usługi typu Truphone czy GigSky. Ale działać nam też będzie Apple Watch LTE, który wymaga właśnie eSIM.

Aparaty

Aparat tylny ma 12 Mpx i pochodzi prawdopodobnie z 11, choć teoretycznie 8 miał podobne parametry. Robi bardzo dobre zdjęcia w dobrych warunkach oświetleniowych. Niestety, już takie sobie, oczywiście na dzisiejsze standardy, gdy jest ciemniej.

Przedni aparat to 7 Mpx, czyli wygląda na to, że przód jest z iPhone 8, bo w 11 jest 12 Mpx. Od razu zaznaczam, że nie dostrzegam problemów, jakie były np. w X, gdzie przedni aparat robił… mydło. A właśnie – tryb portretowy działa też z przednim aparatem, jak w moim 11 Pro. Jak już jesteśmy przy trybie portretowym, to, niestety, działa on tylko z ludźmi… Czymś, niestety obawiam się, że w sztuczny sposób, Apple chce pozycjonować swoje produkty. Doskwiera chyba jeszcze bardziej niż ograniczenia w trybie portretowym, brak trybu nocnego do robienia zdjęć. Niestety.

Ekran

Ekran 4,7” na dzisiejsze standardy jest malutki, ale z drugiej strony ma ppi lepsze niż iPhone 11 – 326 vs. 324.

Brak w SE 3D Touch, który był w iPhone 8. Funkcja zlikwidowana jest już systemowo, najnowsze modele też go nie mają. Zakładam, że jest to podyktowane kosztami produkcji. Z drugiej strony, nie jest to już potrzebne ze względu na system iOS 13, który ma wprowadzone funkcje długiego wciśnięcia, oczywiście działające w SE.

Doskwiera mi brak gestów, cały czas się łapię na tym, że je stosuję, przez co wysuwam z dołu menu. Muszę się ponownie przyzwyczaić do wciskania Home. Pozostali użytkownicy, którzy będą przesiadać się ze starszych modeli, nie zwrócą zapewne na to kompletnie uwagi.

Ekran jest wykonany w technologii LCD. OLED to nie jest, przez to czernie nie będą takie jak w X/XS/11 Pro, ale jest i tak świetnej jakości, jak to w Apple. Trochę mały dla mnie po tylu latach obcowania z większymi ekranami, ale da się przeżyć. Niestety ekran jest ciemniejszy od tych OLED-owych, co jest odczuwalne w szczególności na dworze w silnym słońcu, nadal jest to jednak akceptowalny poziom.

Wydajność

Działanie jest superszybkie, niewątpliwie zastosowanie najnowszego procesora ze starym i małym ekranem robi dobrą robotę. Wyniki testów Geekbench i Atutu są powalające! iPhone SE wykręca lepsze wyniki niż mój trzy razy droższy iPhone 11 Pro Max. Daje to nam poczucie, że powinniśmy jeszcze długo cieszyć się zwinnym telefonem, nawet po kolejnych aktualizacjach systemu.

Bateria spokojnie starcza mi na dzień użytkowania, przy czym teraz cały czas się nim bawię. Gdy przejdzie „efekt wow”, który zawsze występuje, gdy testuję coś nowego i zacznę z niego normalnie korzystać, podejrzewam, że czas pracy odczuwalnie się wydłuży.

Wersje i ceny

Cena świetna, realnie cena zbliżona do średniej półki Androidów, które nie oferują takiego wsparcia dla użytkownika, jakie daje nam iOS. Na dzień dobry mamy wszystko – całe wsparcie dla ekosystemu Apple, iMessage, Apple Pay, HomeKit itd.

(PRODUCT)RED teraz wspiera walkę z COVID-19 i nie ukrywam, że to była jedna z głównych przyczyn wyboru koloru podczas zakupu. Czerwień jest baaaardzo czerwona. Ślicznie wygląda na żywo.

Jakie są wersje iPhone SE? Jest czarna, biała i czerwona (PRODUCT)RED. Wszystkie SE mają czarny przód, i to jest akurat super, wiele osób chciało takiego rozwiązania. Nawet biały ma czarny przód. Cały czarny ekran wygląda dużo lepiej.

Do tego dochodzą trzy pojemności 64, 128 i 256 GB. Najrozsądniejszą cenowo i najbardziej według mnie „przyszłościową” jest wersja 128 GB, którą wyceniono w Polsce na 2449 zł. Najtańszy, 64 GB, kosztuje 2199 zł. Najdroższy, 256 GB, kosztuje 2949 zł i w sumie ze względu na cenę i grupę docelową mogłoby spokojnie go nie być w ofercie w mojej opinii.

Podsumowanie

iPhone na miarę naszych czasów. Apple idealnie wstrzeliło się z jego prezentacją. Teraz pojawia się pytanie z kategorii teorii spisku – czy prace nad nim trwały, zanim nastąpiła pandemia COVID-19, czy to jest szybka i zimna kalkulacja, zmiana planów (bo przecież plotki mówiły, że SE inaczej będzie wyglądać) i wypuszczenie na szybko produktu „po taniości”, wykorzystującego dostępne części i przez to z lepszą ceną? Tak czy siak, według mnie to strzał w dziesiątkę. Cena, szybkość urządzenia i możliwości są idealnym połączeniem dla złapania nowych klientów, a jednocześnie do zatrzymania tych starych, którzy nie pędzą za nowinkami, przez to nie interesuje ich kompletnie cena z kosmosu. Bez wątpienia będzie to też teraz ulubiony telefon korporacyjny – bezpieczeństwo i dostosowanie do korporacyjnych standardów za mniej niż 1800 zł (netto) z gwarancją aktualizacji przez kolejne 3–5 lat. To jest no-brainer.

Cena świetna, aczkolwiek jakby udało się zejść poniżej 2000 zł przy wersji 64 GB, to byłby już absolutny killer. Wiele osób może się przyczepić, dlaczego Apple zarabia na nas, ponownie sprzedając nam „ten sam telefon jeszcze raz”. Niezupełnie. Owszem, mamy tę samą obudowę i elementy z poprzednich modeli, jednak właśnie dzięki temu, że nie trzeba było ich ponownie projektować, Apple mogło zejść tak mocno z ceny. Przypomnę tylko, że iPhone 11 kosztuje 3599 zł za model 64 GB, a wnętrzności ma bardzo podobne. Pierwotnie miałem przekonanie, że to będzie nieporozumienie, teraz, po paru dniach z SE, wiem, że Apple strzeliło w dziesiątkę i będzie to hit sprzedaży. Mogę go spokojnie wszystkim polecić, którzy nie potrzebują najdroższego Pro – nie zawiodą się.

4

Dominik Łada

MacUser od 2001 roku, fanatyk sprzętu z nadgryzionym jabłkiem, poza tym ma świra na punkcie fotografii i dobrej kuchni. Współzałożyciel i "rednacz" iMagazine - @dominiklada