Dyson V15 Detect – odkurzacz bezprzewodowy z laserami

18/11/2021, 11:49 · · · 10

Można by powiedzieć, że jesteśmy dinozaurami, jeśli chodzi o odkurzacze. Mamy dwa i oba są starsze niż pierwszy iPhone, a jeden z nich starszy niż większość telefonów komórkowych na rynku. To oznacza, że nasze zderzenie z najnowszym Dysonem V15 Detect było… ciekawym doświadczeniem.

Dyson V15 Detect

Model V15 Detect charakteryzuje laser w jednej ze szczotek. W zestawie dostarczane są dwie – jedna lepiej dostosowana do twardych podłóg (ta z laserem), ale radząca sobie na dywanach, a druga, jak już się zapewne domyślacie, przeznaczona do dywanów, ale radząca sobie na twardych powierzchniach.

Poza szczotkami dostajemy kilka bardzo przydatnych końcówek – szczelinówka, mała szczotka z silnikiem, dobrze radząca sobie z sierścią naszych czworonogów, i chyba ze 4–5 innych do różnych innych celów.

W komplecie jest też baza, którą możemy przykręcić do ściany, na której wieszamy Dysona. Zalecane jest posiadanie gniazdka zasilającego w pobliżu, aby V15 od razu się ładował. Jest jednak lepsza alternatywa, dla osób, które nie chcą dziurawić sobie ścian, a jest nią stojak, na którym mocujemy wspomnianą bazę i który ma dodatkowe mocowania dla wybranego akcesorium.

Uwagi, plusy i minusy

Pamiętajcie, że my przesiadamy się z odkurzaczy o mocy 2000+ W, które mają tak dużą moc ssania, że musieliśmy zabezpieczać przedmioty na stole, pod którym odkurzaliśmy, aby nie sfrunęły z niego. Być może lekko przesadzam.

Plusy

Laser służy do podświetlania tego, co dzieje się na podłodze i ma na celu ułatwienie nam sprzątania, abyśmy przejechali tam, gdzie jest brud. Niestety nie działa w bardzo jasnym świetle, ale w ciągu dnia, jeśli słońce nie świeci bezpośrednio, jest wystarczająco mocny. Jest też bezpieczny dla naszego zdrowia. Problem z laserem jest taki, że jak patrzymy na podłogę, to wydaje się czysta, ale po uruchomieniu lasera, okazuje się, że to złudzenie optyczne. Iwona zażartowała, że spowoduje u niej manię sprzątania oraz wpadnięcie w pedantyzm. Dodatkowo możemy spokojnie zrezygnować ze sceny w Home.app, która włącza wszystkie światła w domu, abyśmy widzieli, co odkurzamy. Niestety, tylko jedna ze szczotek ma laser.

Poręczność V15-tki jest ogromna i zdecydowanie wygodniej po prostu podejść do stojaka i natychmiast móc coś posprzątać, zamiast wyciągać tradycyjny odkurzacz i szukać dla niego gniazdka. Sam stojak spisuje się wzorowo, ale mógłby być jeszcze lepszy, o czym jeszcze wspomnę.

Jego waga jest też więcej niż odpowiednia, nawet dla Iwony, która ma 180 cm wzrostu. Jeśli założy 20 cm szpilki i… kapelusz.

Świetnym krokiem jest możliwość wymiany baterii, dzięki czemu możemy mieć drugą pod ręką, jeśli pierwsza się niepostrzeżenie skończy.

Nieocenioną zaletą V15-tki jest również możliwość odkurzenia np. samochodu, gdy zajdzie taka potrzeba lub czegokolwiek innego. Brak przewodów to jednak coś bardzo miłego.

Minusy

Odkurzacz ma trzy tryby ssania – eko, normalny i mocny. Eko nie używaliśmy, bo ten normalny wydaje nam się za słaby w porównaniu z naszym starym odkurzaczem. Istotną kwestią jest to, że w trybie normalnym Dyson reguluje moc ssania automatycznie – jeśli czujnik zbierający dane o ilości „wciągniętych śmieci” wykryje, że jest ich dużo, to sam z siebie zwiększy moc na tak długo, jak będzie to konieczne. Testy na maksymalnej mocy jednak były mało optymistyczne – prądu wystarczyło na odkurzenie około 50 m2 i konieczna była zmiana baterii. Jeśli kupicie wersję z jedną baterią w zestawie, to oczywiście będzie trzeba odstawić go do ładowania, dlatego od razu polecam kupić dwie baterie lub nie korzystać z maksymalnej mocy.

Chciałbym też zaznaczyć, że korzystając nawet z maksymalnej mocy, V15 nie radzi sobie tak dobrze z brudem, jak przewodowy odkurzacz o dużej mocy.

Design całości to kwestia indywidualna, ale dla nas jest minusem. Po pierwsze, kompletnie nie pasuje od naszego wnętrza. Nie mamy ani futurystycznego, ani kolorowego wykończenia, więc wygląda jak całkowicie oderwany od rzeczywistości. Chciałbym zobaczyć model monochromatyczny w wykończeniu, żeby nie było tych wszystkich fioletów, żółtego, pomarańczowego itd., aby łatwiej było go znieść w bardziej konserwatywnych wnętrzach. Dodatkowo stojak wizualnie kompletnie nie pasuje do samego odkurzacza. Ma zupełnie różne kolory (biały i srebrny), których nie znajdziemy na samym urządzeniu i wygląda, jakby był projektowany przez zespół, który nie wiedział, jak V15 będzie ostatecznie wyglądał.

Design to nie tylko wygląd, ważne też jest to, jak coś działa i tutaj mam jedno zastrzeżenie do stojaka. Ma jeden dodatkowy uchwyt dla akcesoriów, ale ma też miejsce na przynajmniej dwa dodatkowe uchwyty, po bokach stojaka. Najchętniej widziałbym możliwość zamocowania do niego wszystkich końcówek, aby nie chować ich gdzieś w pudełku na dnie szafy. Co więcej, konkurencja montuje magnesy w swoich końcówkach i można je doczepić do ich stojaka – to ciekawy sposób na rozwiązanie tego problemu.

Na koniec zostaje jeszcze kwestia wysypywania zebranego brudu. Dyson sugeruje po prostu wysypanie go do kosza na śmieci, ale to spowoduje, że wszystko nam się będzie tam kotłowało, a drobny pył zostanie ponownie rozrzucony, gdy coś na niego wrzucimy. Optymalnie należy więc opróżniać go albo do worka, który od razu wyniesiemy do śmietnika, albo do samego śmietnika, aby ten brud ponownie nie fruwał nam po mieszkaniu. Konkurencja stosuje małe worki na śmieci, więc może to jest jakaś alternatywa na przyszłość, ale nie mam pojęcia, jak to wpływa na moc ssania. Zaznaczę, że konkurencja ma tą ostatnią znacznie niższą niż Dyson V15 Detect…

To jak będzie?

Dyson V15 Detect jako drugi odkurzacz spisuje się znakomicie. Korzystamy z niego praktycznie codziennie do różnych szybkich zadań – zbierzemy kurz z szafki lub gdy coś się rozsypie. Sięgnięcie po niego jest bardzo szybkie i praktyczne i można go dostosować praktycznie do każdej sytuacji. Nie miałbym żadnych wątpliwości, aby taki sobie kupić, gdyby nie jego cena. MSRP to ok. 3200 PLN, a to bardzo dużo jak na drugi lub kolejny odkurzacz.

Jeśli to nie jest dla Was przeszkodą, to pozostaje mi go jedynie polecić.



10

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.