Elon Musk kupił udziały w Twitterze i zapytał się użytkowników o przycisk do edycji tweetów

05/04/2022, 08:44 · · · 0

Elon Musk nabył 73 486 938 udziałów w Twitterze (SEC), co oznacza, że jest największym jego jednoosobowym udziałowcem, posiadając ich 9,2%. Niedługo potem opublikował ankietę, w której zapytał się użytkowników czy chcą przycisk do edycji tweetów.

Elon Musk bez wątpienia jest genialnym człowiekiem, ale jednocześnie, również bez wątpienia, nie jest osobą, która powinna prowadzić odpowiedzialne firmy. Tesla jest tego świetnym przykładem, która oferuje innowacyjną technologię, ale jej podstawy leżą, w tym jakość, obsługa klienta, firm czy leasingów. To temat na inny dzień, a przykładów nieodpowiedzialności, braków w doświadczeniu i braku profesjonalizmu, na każdym szczeblu, od osób montujących samochody aż po sprzedawców, znajdziecie w internecie mnóstwo.

Musk ma 50 lat.

Elonowi daleko jeszcze do posiadania pakietu większościowego Twittera, dzięki czemu miałby pełną władzę nad kierunkiem rozwoju firmy i jej platformy, ale potencjalnie możemy być świadkami nieciekawej przyszłości w Twitterze.

W 2018 roku amerykańska SEC podała Elona Muska do sądu za to, że kłamał twierdząc, że zdobył finansowanie na wykupienie Tesli. Poszedł na ugodę i zgodził się na ograniczenie tego, co może pisać publicznie na Twitterze. W 2020 roku był z kolei krytykowany za swoje publiczne komentarze na temat pandemii COVID-19, które nie były podparte ani faktami, ani nauką. W 2022 r. z kolei twierdzi, że Twitter nie przestrzega zasad wolności słowa. Ten temat został najlepiej podsumowany przez XKCD.

Free Speech, XKCD

Prawo do wolności słowa w USA oznacza, że rząd nie może nikogo wsadzić za kratki czy skazać za swoje poglądy (np. polityczne). Jednocześnie w żaden sposób zmusza żadnej osoby ani firmy do publikowania czegokolwiek, co nam ślina na język przyniesie. To z kolei oznacza, że Twitter ma swój regulamin, do którego użytkownik musi się stosować, jeśli nie chce zostać usunięty, czyli między innymi nie szerzyć nieprawdziwych informacji, nie nawoływać do przemocy i wiele więcej. Muskowi więc nie zależy na wolności słowa, ale na wolności wyrażania jakichkolwiek poglądów, czy to propagandowych, czy dezinformacyjnych, przy po prostu na temat kwestii finansowych (zakładam jednak, że dopóki obowiązuje go ugoda z SEC, to na tematy finansowe wokół Tesli nie będzie mógł pisać nawet jeśli stanie się jedynym właścicielem Twittera).

Temat wolności słowa w ogóle jest skomplikowany, bo prawie nigdzie nie jest praktykowany bez obostrzeń, w tym w Polsce. Dla przykładu, w naszym kraju nie wolno publicznie znieważać Prezydenta RP, ale w temacie platform społecznościowych ponownie zapraszam do XKCD, którego podlinkowałem powyżej. Wolność słowa nie powoduje, że unikniemy wyśmiania, zbluzgania czy zabanowania. Oznacza jedynie, „osoby nas słuchające uważają nas za dupka… i pokazują nam drzwi”.

No dobrze, ale co z tą edycją Tweetów?

W rzeczywistości chcemy po prostu przycisku do korekty błędów ortograficznych czy innych. Wprawne oko zauważy, że Elon popełnił dwa takowe w swojej ankiecie, oczywiście celowo. To nie jest prosty temat, bo wyobraźcie sobie poniższego tweeta, którego opublikowałem dzisiaj rano…

Sens jego istnienia, który jest oczywiście podważalny już teraz, bo umówmy się, nie jest to moja najlepsza twórczość, diametralnie się zmieni, gdy za tydzień lub za rok zmienię jego treść, np. na „Co zrobi Dominik, jeśli Elon przejmie Twittera?”. W przypadku naszej wymiany zdań nie ma to oczywiście znaczenia, ale w przypadku poważniejszych tematów, szczególnie od głów państw, firm czy instytucji, już tak.

Mam szczerą nadzieję, że Elon nie zostanie właścicielem Twittera, bo obawiam się najgorszego w jej przyszłości, w tym powrót Trumpa.



0

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.