Volkswagen obcina ceny. Nowe Polo Pure to najtańszy model marki w Polsce, ale gdzie są haczyki?
Nowe samochody drożeją w zastraszającym tempie, więc każda premiera „budżetowej” wersji to dobra wiadomość dla portfela.
Volkswagen wprowadza na polski rynek model Polo w nowej, bazowej odmianie Pure. Z ceną startującą od niespełna 76 tysięcy złotych staje się to oficjalnie najtańszy nowy model z Wolfsburga dostępny w naszym kraju. Sprawdziliśmy, z czego trzeba zrezygnować, żeby zapłacić mniej.
Obecna generacja Polo jest z nami od 2017 roku, a w 2021 roku przeszła lifting, dzięki któremu zyskała odświeżony wygląd. To sprawdzona, bardzo solidna i do bólu poprawna konstrukcja. Nowa wersja Pure ma po prostu obniżyć próg wejścia dla klientów prywatnych czy flot, którzy szukają zwykłego auta do miasta.
Trzy silniki i ceny poniżej 90 tysięcy zł
Oferta Polo Pure jest prosta i obejmuje zaledwie trzy warianty napędowe. Cennik otwiera kwota 75 990 zł. Za te pieniądze otrzymujemy sprawdzony, ale pozbawiony sportowych ambicji, wolnossący silnik 1.0 MPI o mocy 80 KM, spięty z 5-biegową skrzynią manualną.
Jeśli potrzebujecie więcej dynamiki, musicie dopłacić. 95-konna, turbodoładowana jednostka 1.0 TSI (również z manualną skrzynią biegów) wyceniona została na 83 990 zł. Na szczycie tej „budżetowej” drabinki znajduje się ten sam silnik 1.0 TSI, ale połączony ze świetną, 7-biegową przekładnią automatyczną DSG – za ten wariant zapłacimy od 88 990 zł.
Wyposażenie: co zostawiono, a co wycięto?
Wiadomo, że niższa cena nie bierze się z powietrza. Wersja Pure bazuje na wariancie Life, ale jej konfigurację celowo uproszczono. Na zewnątrz oszczędności zdradzą z pewnością 15-calowe stalowe obręcze kół z kołpakami. Z drugiej strony, Volkswagen nie poskąpił na bezpieczeństwie i codziennej użyteczności. W standardzie odmiany Pure znajdziemy między innymi:
- Przednie i tylne światła wykonane w technologii LED.
- Cyfrowe zegary Digital Cockpit przed oczami kierowcy.
- System multimedialny Composition.
- Elektrycznie sterowane szyby z przodu i z tyłu oraz elektrycznie regulowane i składane lusterka.
- Skórzaną kierownicę wielofunkcyjną i ładowarkę indukcyjną do smartfona.
Czego zatem brakuje i za co trzeba dopłacić? Z listy wyposażenia standardowego wyleciały elementy, które dla wielu kierowców są dziś pozycją obowiązkową. Jeśli chcecie korzystać z tempomatu, podgrzewanych foteli przednich, fabrycznego alarmu, aluminiowych felg czy bezproblemowej łączności ze smartfonem (system App-Connect z Apple CarPlay i Android Auto), będziecie musieli zaznaczyć je na liście płatnych opcji.
Pozostawienie tych elementów jako płatnych dodatków to klasyczny zabieg, który pozwala obniżyć bazową kwotę widniejącą w katalogach. Niemniej, przy obecnych cenach rynkowych, niespełna 76 tysięcy złotych za nowe auto miejskie to propozycja, obok której trudno przejść obojętnie.
Błyskawiczna wyprzedaż w salonach. Volkswagen zwiększa pulę legendarnego modelu






