Znaczek „Amazon’s Choice” usypia czujność. Wadliwy czujnik czadu posłał ludzi do szpitala
Kupując sprzęt mający chronić nasze życie, często ufamy rekomendacjom wielkich platform e-commerce. Przypadek niezwykle popularnego czujnika tlenku węgla z Amazona udowadnia, że to ryzykowne podejście.
Urządzenie, które dumnie nosiło odznaczenie „Amazon’s Choice”, okazało się potencjalnie śmiertelnym zagrożeniem, prowadząc do hospitalizacji kilku osób.
Bestseller, który ignoruje tlenek węgla
Sprawa dotyczy popularnego (głównie za oceanem) czujnika marki Hembisen (model KH-158). Urządzenie było reklamowane jako sprzęt typu „4 w 1”, monitorujący m.in. temperaturę i stężenie gazów. Jak ustaliła amerykańska organizacja Consumer Reports, w kluczowych momentach sprzęt całkowicie ignorował obecność czadu, nie uruchamiając żadnego alarmu.
Skutki tej usterki okazały się dramatyczne. Tylko w lutym i marcu tego roku wady modelu doprowadziły do co najmniej czterech hospitalizacji. W jednym ze zbadanych przypadków dwójka nastolatków trafiła do szpitala z objawami ostrego zatrucia, podczas gdy podłączony do gniazdka czujnik nie wykazał absolutnie żadnych podwyższonych wartości gazu w pomieszczeniu. Po tych incydentach w sekcji opinii na Amazonie szybko zaczęły pojawiać się kolejne skargi na fałszywe alarmy i dolegliwości zdrowotne użytkowników.
Problem leży głębiej niż w jednym wadliwym produkcie
Zanim na jaw wyszły wady urządzenia, zdążyło się ono rozejść w potężnych ilościach. Co więcej, algorytmy sprzedażowe nagrodziły ten produkt oficjalnym znaczkiem „Amazon’s Choice”, co dla wielu klientów stanowiło ostateczny dowód na jego niezawodność. Po interwencji badaczy platforma usunęła feralny model oraz jego bliźniacze klony sprzedawane pod innymi nazwami (m.in. KH Alert, Koaabit czy Yojock).
Eksperci zwracają jednak uwagę, że problem w USA ma charakter systemowy. W Stanach Zjednoczonych nie istnieją obowiązkowe, federalne normy dla tego typu urządzeń, a odpowiedzialność za weryfikację spada na sprzedawców i samych klientów. Organizacje konsumenckie apelują, by wybierając sprzęt ratujący życie, unikać niezweryfikowanych producentów z platform marketplace. Zamiast tego należy szukać urządzeń posiadających dobrowolne, ale rygorystyczne certyfikaty bezpieczeństwa, takie jak normy UL (Underwriters Laboratories).
Kupując tanią elektronikę na globalnych platformach, Polacy powinni zachować szczególną ostrożność. Warto regularnie śledzić komunikaty polskiego UOKiK-u, który na bieżąco aktualizuje rejestr produktów niebezpiecznych, oraz bezwzględnie sprawdzać, czy sprowadzany sprzęt posiada prawdziwy, europejski certyfikat bezpieczeństwa CE, a nie tylko łudząco podobny znaczek China Export.
Koniec z patologią w polskim e-commerce? UOKiK zyska uprawnienia niczym służby specjalne





