Francja banuje telemarketing. Jak jeden podpis w Paryżu zagraża 50 tysiącom miejsc pracy w Maroku
Od 11 sierpnia Francuzi mogą wreszcie odetchnąć z ulgą. Rząd ostatecznie delegalizuje natrętne oferty telefoniczne, nakładając bezlitosne kary na firmy nękające obywateli.
Z perspektywy Paryża to wielki triumf praw konsumenta i powrót do cyfrowego spokoju. Jednak z perspektywy Casablanki to gospodarcze trzęsienie ziemi, które obnaża brutalne zasady współczesnej globalizacji.
Święty spokój za 375 tysięcy euro
Francuskie władze postanowiły wytoczyć najcięższe działa przeciwko zjawisku „cold callingu”. Nowe przepisy wymuszają na firmach posiadanie wyraźnej, uprzedniej zgody konsumenta na kontakt telefoniczny (model opt-in). Złamanie tej zasady będzie bardzo bolesne.
Osoby fizyczne wykonujące nielegalne telefony muszą liczyć się z karą do 75 tysięcy euro, natomiast dla firm przewidziano grzywny sięgające aż 375 tysięcy euro za każdy niechciany telefon. Poprzedni system, oparty na listach numerów zastrzeżonych, okazał się kompletnie dziurawy. Firmy telemarketingowe po prostu go ignorowały, wliczając ewentualne mniejsze kary w koszty prowadzenia biznesu. Teraz ryzyko staje się na tyle duże, że cała branża musi natychmiast zmienić model działania.
Lekcja ekonomii z ołówkiem i słuchawką
Milton Friedman tłumaczył kiedyś zawiłości globalnej gospodarki, pokazując, że do wyprodukowania zwykłego ołówka potrzebna jest współpraca tysięcy ludzi z różnych kontynentów. Dzisiaj tę samą lekcję możemy wyciągnąć ze zjawiska telemarketingu. Europejskie firmy przez lata optymalizowały koszty, wyprowadzając niewdzięczną i irytującą pracę do tańszych krajów. W ten sposób zbudowano całą gałąź usług opartą na tym, że firmy nad Sekwaną mają tanio i agresywnie sprzedawać.
Marokański minister zatrudnienia, Younes Sekkouri, wprost przyznaje, że francuski rynek odpowiada za ponad 80 proc. przychodów tamtejszego sektora call center. Nowe prawo we Francji sprawia, że od 40 do 50 tysięcy miejsc pracy w Maroku z dnia na dzień staje pod znakiem zapytania. To perfekcyjny przykład „efektu motyla” w zglobalizowanym świecie. Administracyjne kliknięcie przycisku „nie przeszkadzać” w Europie może oznaczać likwidację całego ekosystemu gospodarczego po drugiej stronie Morza Śródziemnego.
Prawdziwy spam i tak zadzwoni
Czy francuski przepis oznacza jednak koniec irytujących telefonów? Niestety, prawo zazwyczaj reguluje tylko to, co regulowalne. Legalnie działające firmy ubezpieczeniowe czy telekomy faktycznie zwiną żagle w Maroku, by uniknąć wielotysięcznych kar. Szybko jednak znajdą nowy sposób na zdobycie naszej uwagi, ukrywając zgody marketingowe w zawiłych regulaminach aplikacji lojalnościowych czy formularzach zamówień (tzw. dark patterns).
Tymczasem najgorszy rodzaj telefonicznego spamu – zorganizowane oszustwa i próby wyłudzenia danych – pozostanie nietknięty. Farmy scamerskie z innych kontynentów, korzystające z technologii podszywania się pod lokalne numery (spoofing), nie przejmują się regulacjami w Paryżu, czy gdziekolwiek indziej. Francja wygrała bitwę z legalnym, choć natrętnym biznesem, ale w wojnie o ostateczny spokój użytkownika technologia wciąż pozostaje o krok przed prawem.






