Jak połączyć świat fizyczny z cyfrowym?
Kiedy na początku tego roku opisywałem na łamach newslettera „Bo czemu nie?” i opowiadałem w moim podcaście o tym, jak i dlaczego po ponad dekadzie przesiadłem się z cyfrowego dziennika na jego papierową, klasyczną wersję, wielu obserwatorów przecierało oczy ze zdumienia.
Kompletnie mnie to rzecz jasna nie dziwi, a o powodach skrętu coraz większej liczby z nas w stronę analogowego świata retro piszę w kolumnie „Higiena Cyfrowa” tego numeru iMagazine. W tym tekście natomiast podzielę się z wami jednym wnioskiem, na który wpadłem dzięki społeczności po publikacji wspomnianych materiałów.
Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 2/2026
Gdy technologia spotyka zwykłe życie
Drugie najpopularniejsze pytanie, które otrzymałem kilkadziesiąt razy – zaraz po spodziewanym: „Czy teraz zamieszkasz w jaskini bez prądu?!” – brzmiało: „O kurczę! Jak śledzisz w Find My swój papierowy dziennik?!”. Uświadomiło mi to kilka spraw.
Po pierwsze, w tym samym momencie historii, w którym boimy się o to, komu i kiedy AI zabierze pracę, ciągle zapominamy o podstawowej kwestii – technologia jest i ma być dla nas. Nie my dla niej. Dlaczego umieściłem w papierowym dzienniku lokalizator zgodny z Find My w kształcie karty bankowej (dokładnie ten od NOMAD)? Odpowiedź jest banalnie prosta: owszem, zrezygnowałem intencjonalnie z prowadzenia dziennika w formie cyfrowej, ale skoro mogłem wykorzystać inny element cyfrowego świata w służbie bezpieczeństwa tego analogowego – zrobiłem to. Nie wiem, dlaczego miałbym o tym zapominać.
Widzicie, według mnie właśnie o takie podejście warto walczyć i je w sobie wzmacniać. Technologia ma służyć nam. Koniec, kropka.
Po drugie, takich przestrzeni, w których może ona to robić, jest naprawdę sporo, a wiele wskazuje na to, że będzie ich jeszcze więcej. Zaczynając od inteligentnego domu, który nie musi od razu i zawsze oznaczać instalacji miliona czujników i tworzenia cyfrowej fortecy z waszych czterech ścian, a kończąc na monitorowaniu zdrowia czy czasu pracy. Zostając na moment przy tym ostatnim przykładzie, spójrzcie: świadomość tego, ile i dla kogo pracujecie w ujęciu tygodniowym czy miesięcznym, pozwala wam poznać realny koszt waszego czasu. Czy można to zapisywać na kartce? Można. Czy łatwiej jest włączyć prostą aplikację na Macu, czy iPhonie? Tak. Czy analogowy sposób jest lepszy lub ma konkretną przewagę? Nie sądzę.
W tej intencjonalności korzystania z technologii, o której tak często tutaj piszę i mówię, nie chodzi mi o wybieranie życia w szałasie w ramach nieuzasadnionego niczym buntu przeciwko Big Techom. Jeśli uzasadnienie macie – super, nic mi do tego. Jeśli jednak ma to być po prostu podążanie za radą internetowego guru czy modą – wątpię, że to najlepsze, co można zrobić. Intencjonalne podejście do technologii to zaprzęgnięcie jej do pracy dla was, w mniejszym czy większym stopniu. Życie z nią i używanie jej na waszych zasadach. Skala nie ma tu znaczenia.
Skala własnego podwórka
A dlaczego nie ma? Ponieważ, po trzecie – chodzi o codzienność. Znam bardzo wiele przykładów osób, które zakopywały się w ustawianiu i nauce skomplikowanych, wielopoziomowych automatyzacji w ramach ekosystemu Apple (czy dowolnego innego), a tak naprawdę chciały przede wszystkim kontrolować temperaturę w jednym pomieszczeniu. Albo obserwować, co ich zwierzak robi, gdy są w pracy lub przestać w końcu szukać kluczy po całym domu. Prosta potrzeba, do której często zaprzęgamy rozwiązania rodem z kolejnej misji NASA. Skala tego, gdzie i jak warto zapędzić waszą technologię do pracy, to wasze potrzeby, a nie marzenia technologicznego geeka z YouTube’a. Warto o tym pamiętać, aby nie okazało się kiedyś, że szukając prostego rozwiązania problemu, którego obsługa zajmowała do tej pory kilka minut, zmarnowaliście tydzień, tworząc przy okazji nowe problemy.






