Mastodon
Zdjęcie okładkowe wpisu 3 minuty przed końcem

3 minuty przed końcem

0
Dodane: 2 lata temu

Przekroczyłem metę. Czułem to. Zmęczenie i ulgę, że to już koniec. Tak wygląda zwycięstwo, wygrana ze sobą. Ulga. Przyjechałem 3 minuty przed końcem limitu czasu. Byłem ostatni. Jednak ja cały czas cieszyłem się, że wygrałem. Przejechałem 180 km przez Kaszuby i Bory Tucholskie. Moje ciało nie chciało ze mną współpracować, wszystko, co zjadłem i wypiłem, musiałem oddać naturze. Jednak gdy zatrzymałem się i pomyślałem, że mogę zrezygnować, to wiedziałem, że nie poradzę sobie już z tym. Przegrana zostanie ze mną na całą zimę i wiosnę. Nie mogłem sobie na to pozwolić.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 10/2022


Kilka dni temu oglądałem nową konferencję Apple. Była podobna do mojego wyścigu. Apple, podobnie jak ja, wygrało. Wygrało samo ze sobą, nie dlatego, że jest najszybsze. Nie dlatego, że jest najlepsze, ale dlatego, że pokazało cokolwiek na 3 minuty przed końcem czasu. Nie pamietam połowy rzeczy pokazywanych podczas prezentacji. Jednak nowy zegarek mnie zainteresował. Na tyle, że pomyślałem, iż mógłbym przynajmniej przez jakiś czas go nosić. Szczególnie teraz, gdy mniej trenuję i nie potrzebuję tylu funkcji treningowych. Zwróciłem uwagę, że prezenterzy Apple mieli je założone i nieźle się prezentowały na nadgarstkach. Ja jestem wyznawcą Garmina i zegarków, szczególnie tych ze wspomaganiem zasilania przez ładowanie solarne. Od razu się uśmiecham, gdy przypominam sobie odpowiedź Garmina na nowy zegarek Ultra. Mój Enduro faktycznie po naładowaniu liczy czas działania w miesiącach, a nie w godzinach. Bingo!

Przestaliśmy rywalizować, zadowalamy się tym, co mamy. Przecież gdybym za każdym razem przyjeżdżał ostatni, nie musiałbym trenować. Przecież i tak nie mam z kim przegrać. Apple też nie ma z kim przegrać, każdy kupi ich nowy telefon. Byłem w salonie jednego ze sprzedawców, by kupić pokrowiec. Pani, która tam sprzedawała, bardzo się zdziwiła, że mam już Apple 14 Pro Max: „U nas kolejka jest bardzo długa, są zapisy i ciągle dzwoni telefon z pytaniem, kiedy będą dostępne, o ten nowy zegarek też wszyscy pytają”. Po co się wysilać, skoro nie można przegrać?

Wypuszczanie telefonów każdego roku we wrześniu powoduje taki stan, jaki mamy teraz. Z jednej strony wiemy, że zmiany w tym telefonie są kosmetyczne i można np. magiczną wyspę dodać do starszych telefonów programistycznie i nie jest to warte wydania tych tysięcy złotych. Telefon nie jest przełomowy. Jedynie zmieniono nieznacznie umiejscowienie wyspy z obiektywami, by trzeba było kupić nowe etui. Jednak chęć posiadania i podzielenia się opinią z innymi powoduje, że odnawiam kontrakt każdego roku. Może jednak lepiej dla Apple i dla nas by było, gdybyśmy zaczęli, tak jak w przypadku moich wyścigów, trenować solidnie.

Zaczęli stosować mindfulness. Zapomniałem o tym, o czym pisałem i co stosowałem, gdy cieszyłem się każdym metrem pokonanego dystansu na pływalni, bieżni czy drodze. To doświadczenie bycia ostatnim przypomniało mi, jak ważne jest, by żyć w „uważności”. Gdy jechałem, zatrzymując się co kilka kilometrów z bólem, byłem świadomy, że wszyscy mnie już minęli. Wiedziałem, że nie jestem nic w stanie zrobić już lepiej, to był mój maksymalny wysiłek. Czy Apple też wykonało tak wielki wysiłek, czy pojechało na sterydach i niskim tętnie, zgarniając medal i nagrodę? Nagrodę ufundowaną przez nasze kontraktami, kredyty i oszczędności. Czy faktycznie ten telefon jest tego wart?

Zegarek Ultra od Apple powinien być dedykowany dla mnie. Tak jak pokazywano nam na reklamówkach. Długie wyprawy w dzikie tereny. Moje wyścigi to nawet 70 godzin poprzez góry, od Bieszczad do Tatr. Czy zaufałbym mu? Nie, niestety nie. Nadal to zabawka w cenie, za którą mogę mieć licznik rowerowy i prawdziwy zegarek wyprawowy i zostaje mi na śpiwór z najlepszego polskiego kaczego puchu. Okazuje się, że jako komputer nurkowy także nie jest do końca wszystko tak, jak w reklamie.

Konferencja, mój wyścig i ten tekst uświadamiają mi, jak bardzo odszedłem od swoich wartości. Jak bardzo zagubiłem się w wartościach posiadania. Jak udało się mi wmówić, że zakup nic niewnoszącego do mojego życia nowego telefonu jest niezbędny. Jak bardzo nowy zegarek, który jest gorszy od tych kupionych dwa czy trzy lata temu prawdziwie sportowych zegarków będzie teraz dla mnie lepszy, jeśli wydam na niego więcej niż polska średnia krajowa pensja.

Uwielbiałem Apple, to była moja firma. Odkryłem jej sprzęt jeszcze w XX wieku, pracując na komputerach, gdzie włącznik pulsował jak serce. Poczułem się wtedy, jakbym miał swoją Amigę i to jest jej kontynuacja. Teraz na moim nowym Macu nie ma nawet świecącego jabłka. Dostaję za to coraz lepiej zrobione prezentacje i reklamy. Mogę swoją niezależność pokazać nowym paskiem do zegarka.

Lepsze zdjęcia, jeszcze bielsza biel od tej rok temu. Nasz nowy procesor sam przerobi Twoje zdjęcie, zanim jeszcze o tym pomyślisz. Potem, gdy spotykamy się pierwszy raz, nie rozpoznajemy się, bo nikt nie wygląda na zdjęciach tak, jak w rzeczywistości. Żyjemy w zupełnie innym miejscu niż z fotografii, mimo że to nasze miasto. Ja nadal mam aparat na klisze. Kilka nawet i kilka kartonów po butach filmów. Gdy przeglądam zdjęcia z moich wypraw, widzę prawdę. Zdjęcia są miękkie, ciemne tam, gdzie było ciemno i jasne tam, gdzie słońce kazało mrużyć oczy. Jednak są prawdziwe.

Gdy kilka lat temu byłem w slumsach Bombaju, miałem iPhone’a jako zabezpieczenie, gdyby mi się coś stało. Wiedziałem, że mogę go szybko sprzedać i mieć pieniądze na bilet lotniczy czy szpital. Za cały sprzęt elektroniczny, który miałem przy sobie, mogłem tam żyć dwa czy trzy lata. Jaką faktycznie ma wartość telefon teraz? Wiem, świat się zmienia, ale czy w dobrym kierunku? Czy TikTok, rolki na Insta to nasza rzeczywistość? Wszystko przepuszczone przez filtr, nawet wojna. Oparte na mitycznym „algorytmie”. I zgodnie z „algorytmem” mamy iPhone’a 14. Widocznie takiego potrzebowaliśmy lub inaczej, „algorytm” stwierdził, że taki nam wystarczy i jeszcze możemy za niego więcej zapłacić. Kilka tygodni temu na FB ktoś zadał pytanie, ile jesteśmy w stanie zapłacić za nowego iPhone’a. Mój kolega odpisał, że nawet 14 tys. zł. Śmiejąc się, powiedziałem, że „algorytm” to przeczyta i nowe ceny będą do tego zbliżone. Niewiele się pomyliłem.

3 minuty do końca czasu nam zostało. Mnie tyle zostało. Muszę się zastanowić nad tym, o czym zapomniałem, dałem się oszukać pięknym zdjęciom, reklamom i obietnicom. Ja wolę jednak świat taki, jaki jest. Muszę zacząć znowu żyć w „uważności” i cieszyć się tym, co najważniejsze, czyli chwilą obecną. To, co było, już nie istnieje, a to, co będzie, jeszcze nie istnieje. Nie jest przeciwnikiem nowoczesności. Uwielbiam wszystkie możliwości wykorzystywania „algorytmu”. Jednak wolę, by uczenie maszynowe i Ai pomagało mi w treningach, bym już nigdy nie był ostatni.

Adalbert Freeman

Fotoreporter i dziennikarz. Zakochany w krajach arabskich i islamie. Użytkownik nadgryzionych jabłek.

Zapraszamy do dalszej dyskusji na Mastodonie lub Twitterze .