Mastodon
Zdjęcie okładkowe wpisu Nowa Motorola to definicja „elektrośmiecia z pudełka”. Zero aktualizacji Androida w 2026 roku to ponury żart

Nowa Motorola to definicja „elektrośmiecia z pudełka”. Zero aktualizacji Androida w 2026 roku to ponury żart

0
Dodane: 3 godziny temu

Mamy rok 2026. Android 16 jest na rynku od ponad pół roku. Tymczasem Motorola wypuszcza w Europie nowe budżetowce, które nie dość, że startują na przestarzałym systemie, to producent obiecuje, że… nigdy go nie zaktualizuje. Tak wygląda korporacyjny cynizm w najczystszej postaci.

Ładna obudowa, a w środku muzeum

Na papierze nowa Moto G17 wygląda na uczciwą ofertę. Za około 800 zł dostajemy baterię 5200 mAh, solidny aparat 50 MP z matrycą Sony, a nawet złącze słuchawkowe. Wydaje się, że to idealny telefon dla dziecka, seniora albo jako zapasowy „wół roboczy”. I właśnie tu tkwi pułapka. Motorola sprzedaje nam sprzęt, który programowo jest martwy w momencie wyjęcia z pudełka.

Startujemy z Androidem 15, podczas gdy świat używa już „szesnastki”. Ale najgorsze jest to, co (nie) wydarzy się później. Motorola oficjalnie nie obiecuje ani jednej aktualizacji systemu. Telefon umrze na tej samej wersji, na której się urodził. To tak, jakby kupić nowy komputer z Windowsem, którego nie da się zaktualizować.

Unijny „loophole”, czyli cwaniactwo level expert

Zaraz zapytacie: „A co z Unią Europejską? Przecież przepisy Ecodesign nakazują 5 lat wsparcia!”. I tu dochodzimy do sedna problemu. Prawnicy Motoroli (i grupy Lenovo) znaleźli furtkę. Unijne przepisy wymagają dostarczania poprawek bezpieczeństwa i tzw. aktualizacji funkcjonalnych przez 5 lat. Nie ma tam jednak twardego zapisu o podnoszeniu wersji systemu operacyjnego.

Efekt? Motorola w Europie będzie łatać dziury bezpieczeństwa (bo musi, żeby nie dostać kary), ale użytkownik zostanie z przestarzałym interfejsem i brakiem nowych funkcji systemowych aż do fizycznej śmierci urządzenia. To tzw. malicious compliance – złośliwe przestrzeganie przepisów co do joty, wbrew ich duchowi.

Dwie twarze Motoroli

To zagranie boli tym bardziej, że zaledwie kilka tygodni temu ta sama firma chwaliła się nową linią „Signature” z obietnicą 7 lat pełnego wsparcia. Mamy więc do czynienia z segregacją klientów:

  • Masz pieniądze na flagowca? Jesteśmy eko, dbamy o planetę, twój telefon będzie działał dekadę.
  • Kupujesz budżetowca? Masz tu jednorazówkę, poużywaj i wyrzuć.

W czasach, gdy walczymy z górami elektrośmieci, takie podejście powinno być piętnowane.

Wniosek na niedzielę: Jeśli szukacie taniego telefonu, czytajcie drobny druk. W 2026 roku smartfon bez obietnicy aktualizacji Androida to nie okazja. To przycisk do papieru z funkcją dzwonienia, który producent porzucił jeszcze w fabryce.

Luksus w cenie… rozsądku? Motorola signature wchodzi do Polski. Znamy cenę i datę premiery

Zapraszamy do dalszej dyskusji na Mastodonie lub Twitterze .