MacBook Neo nie zabije iPada
Premiera MacBook Neo wywołała sporo zamieszania. Internet – jak zwykle – szybko podzielił się na dwa obozy. Jedni twierdzą, że to genialny ruch Apple i najciekawszy tani Mac od lat. Drudzy przekonują, że to początek końca iPada, bo „po co tablet, skoro za podobne pieniądze można mieć komputer”.
Prawda jest jednak dużo bardziej skomplikowana. A właściwie – dużo prostsza.
Najtańszy Mac od lat
Zacznijmy od tego, że Neo faktycznie jest produktem, który może namieszać na rynku. Szczególnie w edukacji. Apple od dawna próbuje odzyskać tam wpływy, które lata temu przejęły Chromebooki.
Wystarczy spojrzeć na ceny w Stanach Zjednoczonych. Tam ChromeOS i tanie laptopy z nim stały się szkolnym standardem. W wielu szkołach uczniowie dostają właśnie Chromebooka – lekkiego, taniego i w zasadzie ograniczonego do pracy w przeglądarce.
I nagle pojawia się MacBook Neo.
Pełnoprawny Mac. Z prawdziwym systemem operacyjnym, czyli macOS. Z dostępem do profesjonalnych aplikacji. Z metalową obudową. Z designem, którego nie trzeba się wstydzić.
W dodatku w cenie, która w ofercie edukacyjnej jest jeszcze niższa – Apple tradycyjnie dorzuca w Polsce około 500 zł zniżki dla studentów i uczniów, podobnie jest w USA.
Oczywiście zawsze znajdzie się ktoś, kto powie: „w tej cenie kupię poleasingowego ThinkPada i będzie dużo lepszy”.
Może i tak.
Ale nie będzie miał tego samego vibe’u. Nie będzie w całości aluminiowy. Nie będzie dostępny w tych charakterystycznych kolorach Apple. I – co dla wielu osób jest ważniejsze niż parametry – nie będzie po prostu… MacBookiem.
Apple potrafi robić sprzęt
Jedną z rzeczy, które Apple robi najlepiej od lat, jest hardware. I Neo jest tego świetnym przykładem.
Aluminiowa konstrukcja, precyzyjne spasowanie elementów, charakterystyczny zawias, który można otworzyć jedną ręką – to detale, które w praktyce robią ogromną różnicę. Dopiero kiedy człowiek zaczyna korzystać z takiego komputera na co dzień, rozumie, dlaczego użytkownicy Apple tak bardzo przywiązują się do tych urządzeń.
Nie chodzi tylko o wygląd. Chodzi o doświadczenie.
Podnosisz pokrywę jedną ręką. Laptop wybudza się natychmiast. Touchpad działa perfekcyjnie. Klawiatura jest przewidywalna i wygodna.
To wszystko razem tworzy coś, co trudno zmierzyć benchmarkiem.
A18 Pro w laptopie brzmi jak żart
Najbardziej zaskakującą decyzją Apple jest jednak procesor.
Neo korzysta z układu A18 Pro – tego samego, który napędza zeszłorocznego flagowego iPhone’a, czyli iPhone 16 Pro.
Jeszcze kilka lat temu pomysł, żeby laptop był zasilany układem z telefonu, brzmiałby absurdalnie. Dziś nikogo to już specjalnie nie dziwi – szczególnie po sukcesie procesorów Apple Silicon.
W sieci szybko pojawiły się testy. I są one… zaskakująco dobre.
Recenzenci pokazują, że Neo radzi sobie z:
- montażem wideo w Final Cut Pro
- renderowaniem scen w Blender
- uruchamianiem gier AAA przez CrossOver
Oczywiście nie jest to poziom MacBook Pro z procesorem z serii M. Ale jak na komputer w tej cenie – wyniki są imponujące.
Co ciekawe, w niektórych syntetycznych testach Neo potrafi wypaść lepiej niż starsze konfiguracje MacBooków Pro z procesorem M1 Pro. Sam korzystam z takiego MacBooka i widząc te wyniki, musiałem dwa razy sprawdzić, czy to nie pomyłka.
8 GB RAM i sztuczna inteligencja
Pojawia się oczywiście klasyczny zarzut: 8 GB RAM.
W świecie komputerów od lat powtarza się, że to za mało. Szczególnie w erze sztucznej inteligencji.
I jest w tym sporo prawdy. Ale tylko częściowo.
Po pierwsze – ogromna część użytkowników nigdy nie wykorzystuje więcej pamięci. Po drugie – Apple od lat bardzo agresywnie zarządza pamięcią w macOS.
Po trzecie – A18 Pro ma bardzo mocny Neural Engine zaprojektowany właśnie pod zadania związane z Ai. W Stanach Zjednoczonych, gdzie funkcje Apple Intelligence działają, ten układ radzi sobie z nimi naprawdę dobrze.
W Europie oczywiście mamy ograniczenia regulacyjne, więc część funkcji nadal jest niedostępna. Ale to raczej kwestia czasu.
Czy Neo zabije iPada?
I tu dochodzimy do sedna.
Od momentu premiery pojawiają się opinie, że MacBook Neo zabije iPada. Albo przynajmniej poważnie go skanibalizuje.
Moim zdaniem to kompletnie błędna teza.
Po pierwsze – iPad to zupełnie inne urządzenie. Po drugie – trafia do zupełnie innych użytkowników.
iPad jest przede wszystkim bardziej mobilny. Lżejszy. Mniejszy. Bardziej naturalny w użyciu w wielu codziennych sytuacjach.
Czytanie książek? iPad. Przeglądanie internetu na kanapie? iPad. Oglądanie filmów w samolocie lub pociągu? iPad. Robienie odręcznych notatek? iPad.
Dzięki Apple Pencil można rysować, szkicować, notować w sposób, którego żaden laptop nie zastąpi.
A jeśli dodamy do tego klawiaturę Magic Keyboard, iPad zaczyna być również całkiem sensownym narzędziem do pracy.
Tablet to inny sposób myślenia
Największy problem w tej dyskusji polega na tym, że wiele osób nigdy nie korzystało z iPada w sposób, w jaki został zaprojektowany.
Dla nich to po prostu „duży telefon”.
Tymczasem dla wielu użytkowników – w tym dla mnie – iPad jest urządzeniem pierwszego kontaktu z technologią w ciągu dnia. To sprzęt, po który sięgam rano do czytania. W ciągu dnia do pracy. Wieczorem do oglądania seriali. W podróży do pracy i rozrywki.
Laptop w takich sytuacjach jest po prostu dla mnie mniej wygodny.
I dlatego osoby, które nie złapały „vibe’u” iPada, często nie rozumieją jego sensu. Patrzą na specyfikację i dochodzą do wniosku, że laptop jest „lepszy”.
Tyle że to zupełnie inne doświadczenie.
Neo jest dla nowych użytkowników
MacBook Neo ma bardzo konkretną rolę w portfolio Apple.
To komputer dla nowych użytkowników.
Dla uczniów. Dla studentów. Dla osób, które kupują swojego pierwszego Maca.
Szczególnie w Stanach Zjednoczonych czy Europie Zachodniej równowartość około 600 USD nie jest dla wielu osób wielkim wydatkiem. To poziom ceny, który pozwala Apple wprowadzać ludzi do swojego ekosystemu dużo wcześniej.
I to jest genialna strategia.
Bo ktoś, kto zacznie od taniego MacBooka, prędzej czy później kupi iPhone’a. Apple Watcha. AirPods. A może właśnie… iPada.
iPad jest dla tych, którzy już tu są
Tablet Apple pełni w tym ekosystemie zupełnie inną rolę.
To urządzenie dla ludzi, którzy już są w świecie Apple i czują się w nim jak ryba w wodzie.
Często mają już Maca. Często mają już iPhone’a.
I właśnie dlatego iPad staje się dla nich idealnym uzupełnieniem – lekkim, mobilnym, wygodnym.
Dlatego nie wierzę w scenariusz, w którym MacBook Neo „zabija” iPada.
Te dwa urządzenia będą funkcjonować obok siebie. Równolegle. Każde w swojej kategorii.
Neo otworzy drzwi do ekosystemu Apple dla nowych użytkowników.
A iPad nadal będzie jednym z najbardziej unikalnych urządzeń, jakie Apple kiedykolwiek stworzyło. I jednym z tych, które – jeśli już złapiesz jego rytm – trudno później zastąpić czymkolwiek innym.
… tymczasem czekamy na nasze testy Macbooka Neo, które pojawią się już niedługo na www i w zbliżającym się, kwietniowym wydaniu iMagazine.
iPad Air 11″ M4 – pierwszy raz od dekady naprawdę rozważam odejście z linii Pro












