Jak przyspieszyć stary komputer za 70 zł? TP-Link pokazuje prosty trik
Zrywa ci połączenie na wideokonferencji, pliki pobierają się w nieskończoność, ale twój kilkuletni laptop wciąż świetnie sobie radzi z resztą zadań. Brzmi znajomo?
Wymiana całego sprzętu tylko z powodu przestarzałej karty sieciowej to absurdalny i drogi krok. TP-Link dostrzegł ten problem i wypuścił na rynek trzy nowe adaptery, które pozwalają na błyskawiczne przejście na nowy standard łączności. To proste sprzęty dla tych, którzy chcą wyciągnąć maksimum ze swojego internetu bez rozbijania banku.
Wi-Fi 5 vs Wi-Fi 6 – co realnie zyskujesz?
Zanim przejdziemy do sprzętu, warto wyjaśnić jedno: po co w ogóle zmieniać kartę? Przesiadka ze starszego standardu (Wi-Fi 5 lub starszego) na Wi-Fi 6 to nie tylko wyższe marketingowe „cyferki” na pudełku. To przede wszystkim o wiele lepsze radzenie sobie z zatłoczonymi sieciami, gdy cała rodzina jednocześnie korzysta z routera.
Nowszy standard zauważalnie obniża opóźnienia (pingi) i lepiej zarządza pasmem, co ratuje sytuację podczas grania online czy ważnych rozmów wideo, w których liczy się stabilność każdej klatki obrazu. Jednocześnie Wi-Fi 6 jest znacznie tańszym rozwiązaniem niż Wi-Fi 7, który to standard byłby najprawdopodobniej zbyt nowy dla kilkuletniego sprzętu.
Mały adapter, duża różnica
Jeśli twój laptop gubi zasięg, a dużo się z nim przemieszczasz, najsensowniejszym rozwiązaniem jest Archer TX23U. To ultrakompaktowa karta sieciowa na złączu USB, pracująca właśnie w standardzie Wi-Fi 6 (AX1800).
Osiąga prędkości do 1201 Mb/s w paśmie 5 GHz, co w praktyce oznacza jedno: stabilne wideokonferencje, błyskawiczne pobieranie dużych plików i brak irytujących lagów. Karta waży zaledwie 5,8 g, nie wystaje mocno z obudowy i działa w trybie Plug & Play od razu po wyjęciu z pudełka, eliminując konieczność ręcznego instalowania sterowników.
Drugie życie dla komputerów stacjonarnych
Dla użytkowników tradycyjnych „blaszaków” producent przewidział model Archer TX10E, instalowany wewnątrz obudowy w złączu PCI Express. To rozsądne urządzenie typu 2w1, łączące w sobie sieć Wi-Fi 6 z modułem Bluetooth 5.3.
Dwie regulowane anteny ułatwiają złapanie optymalnego sygnału, co często bywa wyzwaniem, gdy duży PC stoi upchnięty gdzieś głęboko pod biurkiem. Ogromny plus za dołączenie do zestawu niskoprofilowego śledzia – dzięki temu karta zmieści się również w mniejszych obudowach typu mini-tower.
Kabel to wciąż król stabilności
Gracze i osoby pracujące na potężnych paczkach danych wiedzą swoje: fizycznego kabla nie da się oszukać. Współczesne smukłe ultrabooki w imię designu zostały jednak całkowicie wykastrowane z klasycznych gniazd sieciowych. Tutaj wkracza UE310C – zamknięty w trwałej aluminiowej obudowie adapter Gigabit Ethernet. Jego największym atutem jest dołączona przejściówka z gniazda USB-C na klasyczne USB-A. Ten mały dodatek sprawia, że sprzęt podłączymy do każdego komputera z systemem Windows, macOS czy Linux, a nawet wykorzystamy go do ustabilizowania łącza w konsoli Nintendo Switch.
Wolna sieć w domu często mylnie sugeruje nam konieczność wymiany głównego sprzętu do pracy. Nowa linia od TP-Link udowadnia, że w większości przypadków problem leży po prostu w przestarzałej łączności. Zamiast wydawać kilka tysięcy złotych na nowy komputer, najczęściej wystarczy kilkadziesiąt złotych i odpowiedni adapter, by sieć znowu zaczęła działać jak należy. Zresztą ceny wymienionych urządzeń są znane. Modele Archer TX23U, Archer TX10E oraz UE310C są już dostępne w sprzedaży w cenach wynoszących odpowiednio około 90 zł, 100 zł oraz 70 zł. Każdy z nich został również objęty trzyletnią gwarancją producenta.
Monitoring bez kabli i Wi-Fi. TP-Link idzie na całość i rzuca na rynek kamery na kartę SIM i słońce








