Sądy i urzędy na skraju paraliżu. Sztuczna inteligencja daje obywatelom broń, na którą państwo nie jest gotowe
Amerykanie odkryli właśnie, że modele językowe świetnie radzą sobie z językiem dokumentów, procedur i prawa. Efekt? Sądy federalne w USA toną w zalewie zautomatyzowanych pism procesowych, a to dopiero początek większego zjawiska.
Narodziny „slopsuits”, czyli pozwów z generatora
Jak wynika z najnowszych badań przeprowadzonych przez naukowców z MIT i USC, dostępność narzędzi takich jak ChatGPT czy Claude zmieniła krajobraz prawny w Stanach Zjednoczonych (zapewne nie tylko w USA, ale skupmy się na obszarze analizowanym we wspomnianych badaniach). Zjawisko to dotyczy przede wszystkim tak zwanych powodów pro se, czyli osób reprezentujących się przed sądem samodzielnie, bez pomocy licencjonowanego adwokata.
Liczby pokazują ogromną skalę zmian. Od momentu spopularyzowania wielkich modeli językowych (LLM), objętość dokumentów składanych przez samotnych powodów w pierwszych 180 dniach trwania sprawy wzrosła średnio aż o 64 procent. Badacze szacują, że obecnie 18 proc. tego typu pism zawiera tekst wygenerowany wprost przez sztuczną inteligencję. Zmienia się też demografia walczących z systemem. Do niedawna pozwy bez prawników pisali głównie więźniowie. Dziś odsetek „zwykłych” obywateli walczących w sądach na własną rękę skoczył z historycznych 11 proc. do niemal 17 proc.
Egzystencjalne zagrożenie i rzeczywistość
Dla amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości to koszmar logistyczny. Sędziowie i urzędnicy muszą analizować każdą stronę wygenerowanego przez AI pisma, szukając w nim sensu i faktycznych podstaw prawnych. Patrick J. Schiltz, sędzia federalny z Minnesoty, nazwał zjawisko zautomatyzowanych pozwów „egzystencjalnym zagrożeniem dla sądów federalnych”.
Problem polega jednak na tym, że łatwość generowania dokumentów nie oznacza automatycznie lepszych argumentów prawnych. Sztuczna inteligencja potrafi stworzyć pozew wyglądający niezwykle profesjonalnie, ale wciąż ma tendencję do tzw. halucynacji. Teksty te często opierają się na błędnych interpretacjach przepisów, powołują się na całkowicie zmyślone precedensy lub zwyczajnie nie mają pokrycia w faktach.
Potwierdzają to zresztą historyczne statystyki, które dla samotnych wojowników są bezlitosne: w latach 1998–2017 osoby reprezentujące się samodzielnie przegrywały aż 96 proc. swoich spraw. Sztuczna inteligencja dała im narzędzie do produkowania większej liczby dokumentów, ale nie dała im magicznego klucza do wygrywania procesów.
Atak DDoS na aparat państwowy
Choć dzisiaj dyskutujemy głównie o amerykańskich sądach, zjawisko to dotyka czegoś znacznie większego: demokratyzacji dostępu do języka eksperckiego.
Jeśli darmowy model AI pozwala ludziom w kilka minut samodzielnie i profesjonalnie napisać pozew, to pozwala też wygenerować odwołanie od decyzji podatkowej, skomplikowaną reklamację, wniosek do urzędu gminy czy skargę do organów regulacyjnych. Zbliżamy się do momentu, w którym ogromna część klasy średniej przestanie potrzebować podstawowych usług prawnych czy administracyjnych do załatwiania swoich codziennych spraw.
Prawdziwym problemem w nadchodzących latach nie będzie więc sama liczba pozwów. Wyzwaniem stanie się przeciążenie całego systemu państwa przez obywateli, którzy nagle zyskali dostęp do kompetencji wcześniej zarezerwowanych tylko dla wąskiego grona specjalistów. Instytucje publiczne, działające w analogowym, powolnym tempie, albo zderzą się z tysiącami zapytań generowanych w ułamki sekund przez sztuczną inteligencję, albo… same zaczną z niej korzystać. Jednak niezależnie od obranej drogi, to jest starcie, na które współczesna biurokracja nie jest gotowa.
ChatGPT w polskim urzędzie. Urzędnicy masowo używają AI, a rząd zapowiada audyt






