Mastodon
Zdjęcie okładkowe wpisu Siri AI w systemach 27. Największy skok od lat, którego w Polsce oficjalnie nie będzie

Siri AI w systemach 27. Największy skok od lat, którego w Polsce oficjalnie nie będzie

0
Dodane: 10 godzin temu

Siri przez lata była dla mnie jednym z największych paradoksów świata Apple. Z jednej strony to właśnie Apple jako pierwsze wprowadziło asystenta głosowego do masowego użycia w smartfonach. Z drugiej — przez ostatnie lata Siri coraz częściej była przykładem tego, jak bardzo można przespać rewolucję, mając ją właściwie we własnym domu. Kiedy konkurencja zaczęła rozmawiać, analizować, streszczać, planować i działać kontekstowo, Siri nadal potrafiła potknąć się o najprostsze polecenia. Była obecna wszędzie, ale rzadko naprawdę pomocna.

Systemy 27 mają to zmienić. I po raz pierwszy od dawna mam wrażenie, że nie mówimy o kosmetyce. Nie o nowej animacji, nie o lepszym rozpoznawaniu kilku komend, nie o bardziej naturalnym głosie. Mówimy o całkowitym przebudowaniu Siri wokół AI. O asystencie, który wreszcie ma rozumieć kontekst, widzieć to, co mamy na ekranie, sięgać do naszych wiadomości, maili, zdjęć, notatek i aplikacji, a potem nie tylko odpowiadać, ale też wykonywać konkretne działania.

Brzmi świetnie. Problem w tym, że jak zwykle w przypadku Apple Intelligence i Unii Europejskiej, entuzjazm trzeba natychmiast schłodzić zimną wodą. Oficjalnie Siri AI nie będzie początkowo dostępna w UE na iPhonie, iPadzie i Apple Watchu. Mac i Apple Vision Pro mają być wyjątkiem, o ile ustawimy obsługiwany język. W praktyce oznacza to, że polski użytkownik, nawet z najnowszym iPhone’em, znowu będzie patrzył przez szybę na funkcję, która idealnie pokazuje, czym Apple chce być w epoce AI.

I to jest w tym wszystkim najbardziej frustrujące.

Siri, która wreszcie ma wiedzieć, o co nam chodzi

Najważniejsza zmiana polega na tym, że Siri AI przestaje być prostym interfejsem do komend, a zaczyna być warstwą inteligencji rozlaną po całym systemie. To nie jest już wyłącznie „ustaw minutnik”, „zadzwoń do mamy” albo „jaka będzie pogoda?”. Nowa Siri ma rozumieć nasze osobiste dane i kontekst, w którym działamy.

Przykład z prezentacji był bardzo prosty, a jednocześnie idealnie pokazujący kierunek. Pytanie: „Jaki podcast polecała mi siostra?”. Dawniej musielibyśmy sami pamiętać, czy było to w iMessage, w mailu, może w SMS-ie, może gdzieś w notatce. Teraz Siri ma sprawdzić wiadomości, maile i inne źródła, wiedzieć, kim jest nasza siostra na podstawie kontaktów, znaleźć właściwą rekomendację, podać tytuł, a potem — po prostym „odtwórz” — uruchomić podcast w odpowiedniej aplikacji.

To jest dokładnie ten typ działania, którego od asystenta oczekiwaliśmy od lat. Nie chcę pamiętać, gdzie ktoś mi coś wysłał. Nie chcę przeszukiwać trzech aplikacji. Nie chcę kopiować nazwy podcastu, przechodzić do Podcastów i ręcznie go szukać. Chcę powiedzieć naturalnie, czego szukam, a system ma to odnaleźć i wykonać kolejny krok.

To właśnie jest różnica między asystentem, który reaguje na komendy, a asystentem, który pomaga załatwiać sprawy.

Ekran staje się kontekstem

Drugim filarem nowej Siri jest świadomość tego, co widzimy na ekranie. To może być mail, strona internetowa, wiadomość, zdjęcie, dokument, zrzut ekranu albo fragment aplikacji. Siri ma rozumieć, że nasze „to”, „te rzeczy”, „dodaj to” albo „streść mi ten fragment” odnosi się do aktualnie wyświetlanej zawartości.

W pokazanym przykładzie użytkownik miał maila z listą rzeczy potrzebnych na wyjazd pod namiot. Zamiast ręcznie przepisywać namiot, tropik, kuchenkę, butlę z gazem i inne elementy do Przypomnień, wystarczyło poprosić Siri, aby dodała te rzeczy do listy sprzętu kempingowego i ustawiła przypomnienie po powrocie do domu. Siri zrozumiała treść maila, wyciągnęła z niego konkretne przedmioty, dodała je do właściwej listy i ustawiła przypomnienie lokalizacyjne.

To jest bardzo Apple’owe w najlepszym znaczeniu tego słowa. Funkcja przypomnień lokalizacyjnych istnieje od lat, ale wielu użytkowników nawet nie wie, że można z niej korzystać. Nowa Siri nie wymyśla tutaj koła na nowo. Ona sprawia, że ukryte możliwości systemu stają się dostępne w naturalnym języku.

I to jest chyba największa obietnica Siri AI. Nie tylko nowe funkcje, ale odblokowanie tych, które już mamy, tylko dotąd były zbyt głęboko zakopane, zbyt mało intuicyjne albo wymagały zbyt wielu kroków.

Siri jako wyszukiwarka świata i naszego życia

Nowa Siri ma też korzystać z szerokiej wiedzy o świecie. Może odpowiadać na pytania wymagające aktualnych informacji z internetu, podawać źródła, prowadzić rozmowę i pamiętać kontekst poprzednich pytań. W praktyce działa to podobnie do tego, do czego przyzwyczaiły nas współczesne chatboty, ale z jedną ogromną różnicą: Siri ma być osadzona w systemie.

Możemy zapytać o najbliższy rój meteorów, potem dopytać „a jakie będą kolejne tego lata?”, a następnie „który będzie najlepszy dla mnie i znajomych?”. Siri rozumie, że cały czas rozmawiamy o tym samym temacie. Może zaproponować najlepszy termin, sprawdzić warunki, a potem połączyć tę wiedzę z naszymi prywatnymi wiadomościami. Jeśli znajomy kiedyś pisał nam o dobrym miejscu do obserwowania gwiazd, Siri może je odnaleźć i od razu pokazać lokalizację w Mapach.

Tu właśnie pojawia się magia ekosystemu. Chatbot może odpowiedzieć na pytanie. Siri AI ma odpowiedzieć, odnaleźć prywatny kontekst, przygotować plan, stworzyć wydarzenie w kalendarzu i wysłać szczegóły do bliskiej osoby. Wszystko bez ręcznego skakania między aplikacjami.

Oczywiście to jednocześnie budzi pytania o prywatność. Apple bardzo mocno podkreśla, że nowa architektura opiera się na modelach działających lokalnie oraz na Private Cloud Compute. Część zadań będzie wykonywana na urządzeniu, część na serwerach Apple, ale firma utrzymuje, że dane nie są tam przechowywane ani dostępne dla Apple. To jest fundament całego podejścia Apple do AI: nie „zaufaj nam, bo tak mówimy”, ale „zaprojektowaliśmy system tak, aby nawet Apple nie miało dostępu do twoich danych”.

W świecie, w którym AI coraz częściej oznacza wysyłanie wszystkiego do cudzej chmury, to ma znaczenie.

Siri w Spotlight, czyli Mac zaczyna mieć sensownego asystenta

Na Macu Siri AI została bardzo mocno powiązana ze Spotlight. To świetna decyzja, bo Command + Space jest dla wielu użytkowników naturalnym punktem startowym do wszystkiego. Szukamy aplikacji, pliku, folderu, dokumentu. Teraz to samo miejsce może stać się wejściem do rozmowy z Siri.

W praktyce wpisujemy pytanie, a Spotlight rozpoznaje, że nie szukamy lokalnego pliku, tylko odpowiedzi. Możemy zapytać o najlepszą hawajską wyspę dla rodziny z dziećmi, dostać odpowiedź, tabelę porównawczą, źródła, a potem dopytać na przykład o żółwie morskie. Siri pamięta kontekst i wie, że nadal chodzi o Hawaje oraz rodzinny wyjazd.

Na Macu szczególnie dobrze wygląda możliwość przesuwania okna Siri po ekranie. Możemy mieć obok otwarte Safari, Maila, Notatki czy Kalendarz i korzystać z Siri jako bocznego panelu roboczego. To nie jest pełnoekranowy chatbot odrywający nas od pracy, tylko narzędzie pracujące obok.

Jeszcze ciekawiej wygląda integracja z menu kontekstowym. Zaznaczamy tekst, klikamy prawym przyciskiem lub Control-click i wybieramy Ask Siri. Możemy poprosić o streszczenie notatki w formie szkicu maila, uporządkowanie chaotycznych zapisków, wyciągnięcie z nich zadań albo zmianę tonu. Siri potrafi wygenerować maila, otworzyć szkic i pozwolić nam dalej go edytować.

To jest bardzo praktyczne. Nie „AI dla AI”, nie generowanie obrazków dla zabawy, tylko skracanie codziennych, nudnych, powtarzalnych czynności.

Nowa aplikacja Siri

Jedną z ciekawszych zmian jest osobna aplikacja Siri. Na pierwszy rzut oka może to brzmieć dziwnie. Przecież Siri miała być wszędzie, więc po co jej aplikacja? Odpowiedź jest prosta: historia rozmów.

Nowa aplikacja Siri ma przechowywać nasze konwersacje i synchronizować je przez iCloud pomiędzy urządzeniami. Możemy zacząć rozmowę na iPhonie, kontynuować ją na Macu, wrócić do niej na iPadzie, a potem podejrzeć na Apple Watchu. Dla kogoś, kto naprawdę zacznie używać Siri do planowania, pisania, szukania informacji i pracy z własnymi danymi, to może być bardzo wygodne.

Ważne jest też to, że Apple nie pozycjonuje Siri jako „towarzysza” w stylu niektórych chatbotów. To nie ma być cyfrowy przyjaciel, z którym prowadzimy niekończące się rozmowy o życiu. Siri AI ma pomagać w załatwianiu spraw. Ma być narzędziem, które rozumie, co chcemy zrobić, wykonuje część pracy i odsyła nas do właściwej aplikacji.

To subtelna, ale ważna różnica.

Visual Intelligence wchodzi do aparatu i na większe ekrany

Visual Intelligence również zostało przebudowane wokół Siri. Na iPhonie pojawia się nowy tryb Siri bezpośrednio w aplikacji Aparat. Przełączamy się na niego tak, jak na zdjęcie, wideo czy portret, kierujemy aparat na obiekt i pytamy.

Możemy pokazać Siri książki leżące na stole i zapytać, którą przeczytać po „Hyperionie”. Siri rozpoznaje tytuły, rozumie nasze pytanie i odpowiada w kontekście literackim. Możemy dopytać, która z tych książek doczekała się adaptacji filmowej albo serialowej. System łączy rozpoznawanie obrazu, wiedzę o świecie i rozmowę.

To brzmi jak drobiazg, ale zmiana jest fundamentalna. Aparat przestaje być wyłącznie narzędziem do robienia zdjęć. Staje się wejściem do inteligencji systemowej. Pokazuję coś światu przez obiektyw i pytam: co to jest, co mogę z tym zrobić, jak to rozumieć?

Co ważne, Visual Intelligence trafia też szerzej na iPada, Maca i Vision Pro. Na Macu można użyć skrótu klawiaturowego, zaznaczyć fragment ekranu i zapytać Siri o jego zawartość albo wykonać akcję. Przykład z harmonogramem meczów dziecięcej drużyny piłkarskiej jest banalny, ale bardzo życiowy. Zamiast przepisywać daty do kalendarza, zaznaczamy grafik, a Siri rozpoznaje wydarzenia i pozwala dodać je do Kalendarza.

To są te funkcje, które mogą zmienić sposób korzystania z komputera bardziej niż kolejna ikona czy animacja.

Pisanie z Siri praktycznie wszędzie

Siri AI dostaje też mocniejsze narzędzia pisania. Możemy generować teksty od zera, przerabiać istniejące, streszczać, poprawiać, zmieniać ton i tworzyć szkice w aplikacjach systemowych. Co ciekawe, Apple chce, aby Siri rozumiała także nasz styl komunikacji z konkretnymi osobami. Inaczej piszemy do szefa, inaczej do znajomego, inaczej do żony, inaczej do zespołu. System ma to uwzględniać.

To oczywiście rodzi pytania o granice automatyzacji komunikacji. Jeśli asystent zaczyna pisać „tak jak my”, to gdzie kończy się pomoc, a zaczyna udawanie? Z drugiej strony, w codziennej pracy wiele maili i wiadomości to nie literatura piękna, tylko czysta logistyka. Podsumuj spotkanie. Wyślij listę zadań. Przypomnij o terminie. Uporządkuj notatki. Nadaj temu ludzki ton. Jeśli Siri zrobi to dobrze, oszczędność czasu będzie realna.

I tutaj znowu wracamy do przewagi integracji systemowej. Narzędzia AI do pisania istnieją od dawna. Różnica polega na tym, że Siri ma być dostępna właściwie wszędzie tam, gdzie piszemy.

A co z Polską?

No właśnie. Tu zaczyna się ta mniej przyjemna część.

Oficjalnie Siri AI startuje w języku angielskim i później ma szybko rozszerzać obsługę kolejnych języków. Apple Intelligence obsługuje już sporo języków, ale polskiego nadal na tej liście nie ma. Do tego dochodzi kwestia Unii Europejskiej. Apple jasno komunikuje, że Mac i Vision Pro w UE będą mogły korzystać z Siri AI po ustawieniu obsługiwanego języka, ale iPhone, iPad i Apple Watch początkowo zostają poza tym wdrożeniem.

Dla polskiego użytkownika oznacza to podwójny problem. Po pierwsze, brak oficjalnej obsługi polskiego. Po drugie, ograniczenia regionalne związane z UE. W praktyce z Siri AI najłatwiej będzie korzystać na Macu, po angielsku. Na iPhonie sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana.

Nieoficjalnie istnieje obecnie sposób, który pozwala uruchomić nowe funkcje przez przestawienie języka systemu na angielski i regionu na Stany Zjednoczone. To nie jest rozwiązanie idealne. To nie jest rozwiązanie oficjalne. I nie wiadomo, czy w momencie finalnej premiery nadal będzie działać. Apple może ten mechanizm utrzymać, może go ograniczyć, może zmienić zasady aktywacji modeli albo dostępności regionalnej.

Ale najciekawsze jest coś innego. Siri teoretycznie działa po angielsku, natomiast przy pisaniu do niej po polsku potrafi odpowiadać pisemnie po polsku. Nie zawsze, nie w pełni, nie jako oficjalnie wspierany język, ale jednak. To jest proteza, oczywiście. Taka technologiczna prowizorka dla zdeterminowanych. Ale jednocześnie daje nam przedsmak tego, jak Siri AI mogłaby wyglądać, gdyby Apple w końcu uruchomiło ją normalnie po polsku.

I trudno oprzeć się wrażeniu, że gdzieś głęboko w systemie ten polski już jest. Może nie w warstwie pełnej obsługi głosowej, może nie w oficjalnych modelach językowych, może jeszcze nie w jakości, którą Apple uznaje za wystarczającą. Ale coś tam działa. Coś odpowiada. Coś rozumie.

To tylko bardziej frustruje.

Proteza, która pokazuje przyszłość

Korzystanie z Siri AI w Polsce, jeśli ktoś zdecyduje się na nieoficjalne kombinacje z językiem i regionem, będzie trochę jak jazda samochodem koncepcyjnym po parkingu. Widzimy potencjał, czujemy moc, rozumiemy kierunek, ale nie możemy normalnie wyjechać na drogę.

Pisanie po polsku do anglojęzycznej Siri, która potrafi odpowiedzieć po polsku, jest dokładnie takim doświadczeniem. Niby działa. Niby można zobaczyć, o co chodzi. Niby da się przetestować rozmowę, streszczenia, planowanie, pytania o kontekst. Ale cały czas jesteśmy w trybie obejścia. Nie w normalnym, stabilnym, wspieranym środowisku.

To ważne, bo Siri AI nie jest funkcją typu „miły dodatek”. To nie jest kolejny filtr w Zdjęciach. To może być jeden z fundamentów nowych systemów Apple. Jeżeli asystent ma działać w całym systemie, rozumieć ekran, prywatne dane, aplikacje, skróty, kontekst, aparat, Spotlight i pisanie, to jego brak oznacza realnie uboższy system.

Użytkownik w Polsce może dostać iOS 27, iPadOS 27 czy watchOS 27, ale bez Siri AI będzie korzystał z systemu, któremu wyjęto jeden z najważniejszych elementów.

Unia Europejska jako hamulec czy Apple jako zbyt ostrożny gracz?

Oczywiście temat UE i Apple Intelligence jest dużo szerszy. Apple tłumaczy ograniczenia potrzebą zachowania prywatności i bezpieczeństwa użytkowników. Z drugiej strony mamy regulacje, które wymagają interoperacyjności, otwartości i kontroli nad platformami. Problem polega na tym, że przy funkcjach tak głęboko zintegrowanych z systemem operacyjnym bardzo łatwo wejść na pole minowe.

Siri AI ma dostęp do wiadomości, maili, zdjęć, przypomnień, kalendarza, zawartości ekranu, Spotlight, akcji aplikacji i danych osobistych. Jeśli regulator wymaga otwarcia pewnych mechanizmów na konkurencję lub zapewnienia równych zasad działania, Apple musi odpowiedzieć sobie na pytanie: jak to zrobić, nie rozmontowując całego modelu prywatności?

Nie twierdzę, że odpowiedź jest prosta. Nie twierdzę też, że Apple zawsze ma rację. Ale efekt końcowy dla użytkownika jest niestety bardzo konkretny: Amerykanin dostaje nową Siri, Europejczyk dostaje komunikat, że Apple szuka ścieżki naprzód.

A my w Polsce, jak zwykle, jesteśmy jeszcze jeden poziom niżej, bo nawet gdyby nie problem UE, pozostaje brak języka polskiego.

Największa zmiana w Siri od jej powstania

Patrząc na całość, Siri AI w systemach 27 wygląda jak największa zmiana w historii tego asystenta. Nie dlatego, że ma ładniejszą animację, choć nowy interfejs z podświetleniem krawędzi ekranu i integracją z Dynamic Island wygląda bardzo dobrze. Nie dlatego, że lepiej odpowiada na pytania z internetu, choć to też ważne. Najważniejsze jest to, że Siri przestaje być osobną funkcją, a zaczyna być spoiwem systemu.

Na iPhonie możemy uruchomić ją głosem, przyciskiem bocznym albo gestem z Dynamic Island. Na Macu i iPadzie wchodzi do Spotlight i menu kontekstowego. Na Apple Watchu ma być dostępna z nadgarstka i przez sugestie w Smart Stack. Na Vision Pro dostaje przestrzenną wizualizację. W aparacie staje się trybem widzenia i rozumienia świata. W pisaniu — redaktorem i asystentem. W aplikacjach — pośrednikiem wykonującym akcje.

To jest dokładnie ta wizja, której od Apple oczekiwaliśmy. AI nie jako osobna aplikacja, którą trzeba uruchomić. AI nie jako chatbot w pudełku. AI jako warstwa systemowa, która zna kontekst, szanuje prywatność i pomaga działać szybciej.

Tylko że my znowu stoimy pod drzwiami

Największy problem Siri AI nie polega więc na tym, czy Apple dobrze pokazało demo. Pokazało bardzo dobrze. Problem nie polega też na tym, czy koncepcja ma sens. Ma ogromny. Problem polega na tym, że dla użytkowników w Polsce będzie to przez jakiś czas technologia oglądana z boku.

Najbardziej boli to, że nowa Siri wydaje się wreszcie odpowiedzią na lata krytyki. Apple nie próbuje już udawać, że stara Siri wystarczy. Nie dokleja AI na siłę. Przebudowuje fundament. Wprowadza osobistą pamięć kontekstu, rozumienie ekranu, akcje w aplikacjach, wiedzę z internetu, historię rozmów, integrację z aparatem i narzędzia pisania.

To jest Siri, której chcieliśmy.

Tylko że oficjalnie nie dostaniemy jej na iPhonie w Polsce. Przynajmniej nie na starcie. Nie po polsku. Nie normalnie. Nie bez kombinowania.

Pozostaje więc pytanie, które będziemy zadawać sobie do premiery systemów 27: czy nieoficjalne obejście z językiem angielskim i regionem ustawionym na USA nadal będzie działać? A jeśli tak, to jak stabilnie? I czy Apple przypadkiem nie zostawi nam tej furtki jako cichego, nieformalnego sposobu dla najbardziej zdeterminowanych użytkowników?

Na razie można powiedzieć jedno: Siri AI wygląda jak przyszłość Apple. Przyszłość, która w Polsce nadal mówi głównie po angielsku, czasem odpisuje po polsku i bardzo wyraźnie pokazuje, że technologia jest już bliżej, niż wynikałoby to z oficjalnych list dostępności.

A to chyba najbardziej absurdalny i najbardziej ekscytujący wniosek z całej tej historii.

(Prawie) wszystko o… czyli Kontrola rodzicielska w Apple po nowemu. Wreszcie konfiguracja, której nie trzeba się bać

Dominik Łada

MacUser od 2001 roku, rowery, fotografia i dobra kuchnia. Redaktor naczelny iMagazine - @dominiklada

Zapraszamy do dalszej dyskusji na Mastodonie lub Twitterze .