Tajemnicze zakłócenia GPS nad Europą. Naukowcy namierzyli rosyjskie satelity wojskowe
Trwające zaledwie sekundy, ale obejmujące zasięgiem niemal cały kontynent – od Norwegii, przez Polskę, aż po Hiszpanię. Niewyjaśnione dotąd anomalie sygnału GPS doczekały się naukowego wytłumaczenia.
Niezależne śledztwo amerykańskich badaczy wskazuje, że za zakłóceniami stoi rosyjska konstelacja wojskowa przeznaczona do wczesnego ostrzegania przed atakiem rakietowym.
Śledztwo na skalę kontynentalną
Większość znanych przypadków zakłócania sygnałów nawigacyjnych (GNSS) pochodzi z nadajników naziemnych, statków lub samolotów. Badanie opublikowane przez Todda Humphreysa i Zacha Clementsa z Uniwersytetu Teksańskiego w Austin oraz Argyrisa Kriezisa z Uniwersytetu Stanforda dowodzi jednak, że problem ma wymiar kosmiczny. Dosłownie.
Naukowcy przeanalizowali publicznie dostępne dane ze stacji naziemnych z lat 2019–2026. Zidentyfikowali 75 dni, w których wystąpiły potężne zakłócenia nakładające się na główne pasmo częstotliwości GPS (L1 – 1575,42 MHz). Anomalia trwała każdorazowo nie dłużej niż 10 sekund, ale pojawiała się niemal równocześnie w stacjach pomiarowych w całej Europie (a czasem nawet na Grenlandii i w Kanadzie). Ze względu na tak ogromny obszar oddziaływania, badacze wyliczyli, że źródło musi znajdować się na wysokości co najmniej 1200 kilometrów nad Ziemią.
Przełom w śledztwie nastąpił po przeanalizowaniu surowych danych radiowych z lutego 2026 roku, zarejestrowanych przez stacje w Amsterdamie i norweskim Trondheim. Mierząc mikrosekundowe różnice w czasie dotarcia sygnału, naukowcy precyzyjnie wyznaczyli pozycję jego źródła.
Idealnie pokrywała się ona z orbitą rosyjskiego satelity Kosmos 2546. Należy on do konstelacji militarnej, której głównym zadaniem jest wykrywanie startów rakiet balistycznych. Satelity te poruszają się po wysoce eliptycznych orbitach (tzw. orbitach Mołnia), zapewniających długotrwałe pokrycie zasięgiem północnej półkuli.
Testy nowej broni czy komunikacja?
O ile źródło sygnału zostało zidentyfikowane z dużą pewnością, o tyle intencje rosyjskiego wojska pozostają obiektem sporów. Zakłócenia pojawiały się głównie we wtorki, środy i czwartki, w europejskich godzinach pracy. Sam sygnał był też nieznacznie przesunięty względem standardowego pasma GPS.
Todd Humphreys skłania się ku hipotezie testów broni elektronicznej. W wywiadzie dla kanału Veritasium zasugerował, że Rosjanie mogą sprawdzać swoje możliwości na sąsiednich częstotliwościach, by w razie otwartego konfliktu móc natychmiast przestroić nadajniki na pasmo GPS, wywołując paraliż nawigacyjny. Zauważył również, że surowe dane ujawniły podobne uderzenia w niższe pasmo wykorzystywane przez chiński system BeiDou.
Inną teorię przedstawia Richard Bowden, ekspert ds. bezpieczeństwa nawigacji z firmy GMV. Choć jego zespół niezależnie potwierdził, że źródłem sygnału są rosyjskie satelity, Bowden sugeruje, że uciążliwe impulsy mogą być w rzeczywistości zaszyfrowanymi, krótkimi komunikatami przesyłanymi przez aparaturę. Zaznacza, że choć zakłócają one cywilny sprzęt, niekoniecznie muszą stanowić celowy atak z użyciem broni elektronicznej (EW).
Sceptycznie do teorii o celowym zakłócaniu podchodzą również eksperci cytowani przez „The New York Times”, którzy wątpią, by Rosja ryzykowała użycie swoich krytycznych satelitów wczesnego ostrzegania do drugorzędnych celów paraliżowania nawigacji. Unia Europejska potwierdziła prowadzenie własnego dochodzenia w tej sprawie, jednak jego wyniki pozostają utajnione.






