Cyfrowa iluzja bezpieczeństwa. Kiedy tablety na kołach przegrywają z fizyką
Wiecie, że nie od dziś interesuję się motoryzacją. Z racji mojego technologicznego backgroundu, od klasycznej mechaniki zawsze bardziej interesowała mnie wszyta w pojazdy cyfrowa technika, która w teorii ma służyć naszemu bezpieczeństwu.
Niedawno wpadł mi w ręce opublikowany przez Auto Świat „Wielki Test” dziesięciu SUV-ów z segmentu D. Przeanalizowałem te wyniki i mam kilka bardzo konkretnych wniosków. Pokazują one dobitnie, gdzie współczesna branża motoryzacyjna skręca w ślepą uliczkę.
Zderzenie ekranów z rzeczywistością
Najbardziej uderzająca w całym zestawieniu jest spektakularna wpadka naszpikowanego nową technologią BYD Seal-U. To auto wyposażone w wielki, obrotowy tablet, uzbrojone po zęby w kamery i asystentów jazdy. Wydawałoby się, że taki cyfrowy purysta zahamuje w miejscu na widok najmniejszego zagrożenia.
Tymczasem w teście awaryjnego hamowania przed przeszkodą, ten nowoczesny SUV zdobył okrągłe zero punktów. Samochód uderzył w barierę, oblewając próbę zarówno przy 30, jak i przy 40 km/h. Auto Świat określa te okoliczności mianem „dziwnych” i choć z samego testu nie dowiemy się, czy zawiódł radar, fuzja sensorów, czy kalibracja układu hamulcowego, to płynie z tego mocny wniosek: obecność dziesiątek kamer i imponujących interfejsów nie gwarantuje skutecznego działania sprzętu w ułamku sekundy, w którym naprawdę go potrzebujemy.
Metodologiczna łamigłówka i zimówki latem
Samo zestawienie badanych aut to zresztą fascynująca łamigłówka. Zestawiono w nim ciężkie hybrydy plug-in (PHEV) z klasycznymi układami (HEV) oraz miękkimi hybrydami (MHEV). Wymieszano napędy na jedną i na obie osie. Wisienką na torcie był chiński BAIC 7, który przy temperaturze około 20 stopni Celsjusza wyjechał na tor w oponach zimowych.
Brzmi jak absurdalny błąd? Niekoniecznie. Trzy z czterech prób odbywały się na mokrej nawierzchni. Instruktorzy Toru Modlin zauważyli, że zimowa mieszanka i specyfika bieżnika mogły na stojącej (to ważny szczegół! Stojąca woda to coś więcej niż po prostu mokry asfalt) wodzie działać wręcz na korzyść tego auta. To pokazuje szerszy kontekst: po raz kolejny dostajemy test, w którym niesamowicie trudno oddzielić właściwości samej konstrukcji od konfiguracji wybranej przez producenta. Z drugiej strony, ma to swój sens – testowano dokładnie to ogumienie i układy, które dostaje klient wyjeżdżający z salonu. Moim zdaniem to słuszne podejście, bo można wiele pisać o ujednoliceniu warunków testu (np. to samo, topowe ogumienie na każdy model), ale rzeczywistość jest jaka jest: ilu kierowców purystycznie podchodzi do kwestii wyboru opon? Zwłaszcza w nowym aucie, które przecież wyjechało z salonu na nowych gumach?
Tam, gdzie dyskretna technologia ratuje życie
Na drugim biegunie znalazła się Toyota RAV4. Wersja, którą wzięto na warsztat, to klasyczna hybryda (HEV) wyposażona w napęd na cztery koła (AWD). Bądźmy szczerzy – japońskie multimedia rzadko wygrywają konkursy piękności. Jednak na torze okazało się, że to właśnie ten SUV wygrał całe zestawienie z 14 punktami na koncie. RAV4 jako jedyne auto w stawce zaliczyło ekstremalną próbę testu łosia przy 80 km/h i ex aequo z BYD-em najlepiej poradziło sobie na mokrym zakręcie. Tyle, że BYD nie wyhamował przed przeszkodą, Toyota RAV4 zrobiła to za każdym razem.
To zwycięstwo nie udowadnia wyższości jednej linijki kodu nad drugą. Pokazuje potęgę synergii: sprawnego napędu AWD, odpowiedniej kalibracji ESP, balansu masy, geometrii i dyskretnego oprogramowania, które pozwala opanować fizykę. Z tą samą fizyką przegrała za to wyraźnie nadsterowna Mazda CX-5. Warto jednak odnotować solidne, trzecie miejsce chińskiego Chery Tiggo 8, co stanowi mocne zaskoczenie tego testu. Za to zaskoczeniem nie jest drugie miejsce: Volvo XC60. Szwedzka marka przecież ma bezpieczeństwo w swoim DNA. Szczerze? Jestem zdziwiony, że nie zdobyła pierwszego miejsca. Tym większe gratulacje dla Japończyków.
Ładne widoczki, zaawansowane animacje i wirtualnych asystentów chcę mieć w salonowym telewizorze. Od samochodu oczekuję przewidywalności i bezpieczeństwa. Zanim zachwycisz się pstrokatym ekranem z widoczkiem gór czy jezior, pamiętaj: w ulewnym deszczu to nie rozdzielczość wyświetlacza utrzyma cię na drodze, ale dopracowana mechanika i nudny, niewidzialny kod, który pracuje w tle, realnie asekurując cię w chwili prawdziwego zagrożenia.









