iMagazine

Co najgorszego może spotkać macusera, gdy trafi do nowej pracy? Otóż dostanie służbowego wypasionego z najwyższej półki Della. Albo HP. Albo ThinkPada. Albo Asusa z tych najcieńszych i najżejszych. I co ma wtedy zrobić macuser? Grzecznie dziękuje, odpala sprzęt i przeklina chwilę, w której Bill Gates stworzył Microsoft. A co robi w takiej sytuacji macuserka?

Rok temu znalazłam się w takiej sytuacji. Siadłam do służbowego laptopa z Windows 8 i zamilkłam. Kto mnie zna, wie, że to rzadkie, ja, milcząca. Po chwili zadałam pierwsze pytanie: „Gdzie tu jest przycisk Start?”. Poszło w przestrzeń kosmiczną, bo nie miał mi kto odpowiedzieć. Wzięłam do ręki iPhone’a i na Safari sprawdziłam, gdzie w Windows 8 jest przycisk Start. Po chwili jakoś poszło dalej, ale i tak ręka na touchpadzie jeździła w lewo w poszukiwaniu „iksa”, gdy w końcu odpaliłam przeglądarkę. Przypadkiem poskarżyłam się koledze. „Trzeba było powiedzieć, że jesteś Apple’owa, dostaniesz Maca, ale za dwa tygodnie. A tymczasem upgrade do Windows 10”. Cudownie. Kolejne poszukiwanie Startu. Dwa tygodnie minęły bardzo powoli i pamiętam dokładnie każdy dzień pracy. Potem przyszedł śliczny, leciutki, zgrabny MBP 13” z 2015 roku.

Nauczona doświadczeniem, zmieniając pracę, zastrzegłam sobie w negocjacjach, że pracuję na Macach. Nie ma problemu – podobno nawet zaliczono to do plusów w procesie rekrutacji. „Sky is the limit” – usłyszałam w odpowiedzi na pytanie, czy na pewno będzie Mac, zastanawiałam się więc tylko „który”: MacBook 12”, może MBA 11”? Trzynastka? Raczej nie. W kontrakcie mam wpisane, o czym już w Kobiecie w delegacji wspominałam, że 60% czasu pracy spędzam w podróżach: trzynastka jest za duża i za ciężka – uznałam. Moja fantazja zastopowała więc na 12” i zanim jeszcze zaczęłam nową pracę, opłakałam fakt, że będę musiała się przyzwyczaić do nieco innej klawiatury MacBooka.

Teraz zrozumcie moją konsternację, gdy na biurku zobaczyłam MBP 15”. Nówka, nieśmigana, jeszcze z folijką na ładowarce. Duży. Ciężki. Taki… taki… taki pecetyczny. Gdy używałam zylion prac temu Asusa z klawiaturą numeryczną, miałam podobne odczucia. Skojarzenia prowadziły do Toshiby, grubej na dwa centymetry, z którą w 2002 roku co tydzień kursowałam na trasie Kraków–Berlin. I uważałam te dwa grube centymetry i te ponad dwa kilogramy za absolutny cud techniki.

Westchnęłam. Spakowałam potwora do damskiej torebki. Wystaje. Westchnęłam. Odłożyłam na biurko i zostawiłam w pracy. Następnego dnia zabrałam do pracy ulubiony plecak, w którym 15-calowy laptop mieści się idealnie. Spakowałam. Założyłam na plecy. Westchnęłam. Wyjęłam z plecaka, odłożyłam na biurko i zostawiłam w pracy. Gdy wreszcie zdecydowałam się go przynieść do domu, uczyniłam to pod przymusem. Następnego dnia z 15-calowym laptopem w plecaku leciałam do Paryża. I tak, ten element był najcięższy w moim bagażu. Stanowił wręcz 80% ciężaru.

W samolocie zwykle pracuję. Wtedy na zmianę czytałam książkę i spałam. Bo na 15” MBP nie da się w samolocie pracować, jeśli się siedzi pośrodku. Panowie po bokach patrzyli na mnie, jak na bardzo złą kobietę i tylko czekałam, aż mnie zbiją. Nie zbili, ale jeden z nich powiedział, że mam laptopa większego od siebie. Postanowiłam potraktować to jako komplement.

W pracy francuski kolega zmierzył mnie badawczym spojrzeniem, gdy wyjęłam z plecaka MBP 15” i położyłam obok jego MBA 11”. Jego wzrok mówił: „Laptop na Twoją miarę” i wszystkie nadliczbowe kilogramy poczułam w okolicach pleców, tam, gdzie był plecak, a w plecaku laptop.

Wieczorem, pracując w hotelowym łóżku z laptopem na kolanach, zorientowałam się, że nie jestem w stanie podnieść go jedną ręką, by odłożyć na bok. To wybitnie niewygodne i cholernie wkurzające, że laptop, który ma być sprzętem przenośnym, zalega na moim „lapie” jak przedpotopowa Toshiba. Problem nie polegał na samej wadze sprzętu, ale na jego wielkości – trudniej jest operować w powietrzu, gdy mamy dwa cale więcej niż trzynaście.

Po raz pierwszy spojrzałam na potwora przychylniej, gdy nie mogąc zasnąć po dniu pełnym wrażeń, odpaliłam Netfliksa i ekran okazał się jakiś taki, hmm, większy niż mojej trzynastki. To jednak wątpliwa zaleta, wobec dodatkowego ciężaru, który muszę na wyjeździe dźwigać w torbie, plecaku czy walizce. To zresztą jego jedyna stwierdzona do tej pory zaleta. Decyzja zapadła, musimy się rozstać, ale… jak to zrobić? Jak uzasadnić konieczność pozbycia się tak fantastycznego sprzętu?

Z pomocą przychodzi specyfikacja urządzeń, które mnie interesują i znalezienie zasadniczych różnic między nimi. Różnic – czytaj: argumentów przeciwko piętnastce.

screen-shot-2016-10-25-at-14-35-38

Siedemset dołków

Pierwsza różnica rzuca się na pierwszy rzut oka: dzieli te dwa laptopy siedemset dołków1. I co za te 700 dolarów dostaję więcej, żeby przekonać moje plecy do dźwigania cięższego sprzętu? Dobre pytanie…

Procesor

screen-shot-2016-10-25-at-14-42-39

Poza ceną pierwsze różnice dostrzegam w procesorach. Ale… szczerze? Bez wstydu? Nie rozumiem tych różnic. Dla mnie procesor jest wystarczający, jeśli czekając na start kompa, nie muszę robić kawy2 lub gdy odpalam jednocześnie Apple Music, MS Worda, pierdyliard zakładek w Safari, jakąś wirtualną maszynę, na której otwieram Google Chrome i MS Project, a procesor nadal nie spala komputera. Czyli to, co ma 13” w zupełności mnie zadowala. Plus dla trzynastki.

Waga

MBP 13” to 3,48 funta, czyli około 1,5 kilograma. MBP 15” waży pół kilo więcej. To niby niedużo, ale dla mnie to olbrzymia różnica. Pół kilo więcej w damskiej torebce (torbiszczu, które może pomieścić piętnastocalowe monstrum) to konieczność zrezygnowania na przykład z notesu, ze scyzoryka, z rękawiczek, z power banku. Nie jestem w stanie dźwigać wszystkiego. Dodając sobie pół kilo w laptopie, muszę ująć w innym miejscu. To pół kilo to także czasem języczek u wagi na lotnisku, gdy przedstawiciele linii lotniczych postanawiają zważyć bagaż ręczny. Ups, pół kilo powyżej limitu. „Pani utnie ze dwa cale z tego laptopa, co?”. Nie, cholera, nie utnę, przecież uciąć dwa cale to kastracja…

Pamięć

Trzynastka ma „do” 16 GB pamięci, piętnastka ma równo 16 GB. Tak samo jak w przypadku procesora – nie mam potrzeby wykorzystywać tyle pamięci, dopóki komputer nie będzie się dusił, gdy mu dowalę otwartego Google Chrome’a, a do tego w jednej z zakładek będzie Facebook3. W każdym razie jest opcja wyboru 13” z 16 GB pamięci. Czyli, w zasadzie, nie ma różnicy między 13 a 15. Idziemy dalej.

Karta graficzna

screen-shot-2016-10-25-at-15-44-36

Kompletnie mi to nic nie mówi. Karta graficzna jest mi potrzebna chyba tylko po to, by oglądać filmy na Netfliksie albo grać w gry. Na trzynastce udawało mi się to pierwsze bez problemów, a w gry tłukę wyłącznie na telefonie. Po co mi piętnastka i dopłata za tę różnicę kolejnych 400 dolarów? Grafika to nie jest moja mocna strona, na to mnie nie złapiecie.

Bateria i zasilanie

Tu pojawiają się istotne różnice. Trzynastka, zgodnie ze specyfikacją, trzyma do dziesięciu godzin na jednym ładowaniu baterii. Piętnastka do… dziewięciu. Proszę państwa, nie żartujmy. Ta godzina, którą tracę na piętnastce, jest dla mnie istotna w kolosalny wręcz sposób. Duży minus dla piętnastki i bardzo duży plus dla trzynastki. Już nie wspominając o różnicy w czasie odtwarzania filmów z iTunes – w przypadku mniejszego modelu to nawet do trzynastu godzin, a większego – ponownie do dziewięciu. O czym w ogóle my tu mówimy. Oglądać filmy trzynaście lub dziewięć godzin, wiadomo, co wybieram. Pozostałe aspekty są – ponownie – dla mnie niezrozumiałe, o tyle tylko, że skoro bateria jest większa w piętnastce, to powinna też dłużej trzymać, ale ma też więcej do utrzymania. Rozumiem. Kolejny minus zaliczyłeś, big bossie.

Inne opcje

Tu zabawiłam się w „znajdź różnice”, których… nie ma. No więc w czym w końcu zasadza się ów mit piętnastki? Co sprawia, że to obiekt pożądania? Jakie ma killer features, że ludziom się oczy świecą, gdy w knajpie wyjmuję piętnastocalowego MBP?

Są takie, jestem pewna, każdemu jednak według potrzeb – jak głosił Karol Marks. Mnie nie. Nie wymagam szybkiego procesora, by pisać artykuły do „iMag Weekly” w DraftIn. Nie potrzebuję dobrej karty graficznej, bo nie gram na laptopie, a większy ekran do Netfliksa to naprawdę w mojej opinii rozpusta. MS Project w wersji desktopowej uruchomię sobie na wirtualnej maszynie z Windowsami i laptop trzynastocalowy o minimalnie słabszych parametrach to uciągnie.

Zyskuję za to niezakłóconą spojrzeniami pracę w samolotach. Moje plecy z wdzięcznością przyjmą odjęcie pół kilo. Otrzymam w prezencie godzinę dłuższy czas pracy na baterii i możliwość noszenia laptopa w zgrabniejszych torebkach, a nie damskich worach na ramię.


Co zatem robi macuserka, gdy dostanie piętnastkę? Tak, dobrze podejrzewacie. Dzisiaj dogadałam ostatecznie wymianę służbowej piętnastki na trzynastkę. W tym tygodniu ostatni raz będę się męczyć w samolocie z dużym – choć pięknym – gratem.

Dwa cale robią różnicę. Rozmiar ma znaczenie, ale, mili panowie, mniejszy może więcej, o ile jest odpowiednio wykorzystany. Bez żalu tych dwóch cali się wyrzeknę, bo trzynastka robi mi dobrze. Bardzo dobrze. Szczególnie w delegacji.

  1. Przy zastrzeżeniu, że MBP 13”, którego używałam w poprzedniej pracy, był z 2015 roku, a MBP 15” jest z 2016.
  2. Tak było! Tak było dwadzieścia lat temu, gdy miałam wypasiony procesor 486!
  3. Może nie wiecie, ile pamięci zżera Facebook otwarty w przeglądarce. Jeśli sprawdzicie, to już nigdy więcej nie będziecie trzymali otwartej zakładki z fejsem…

chcę więcej treści tego typu
chcę mniej treści tego typu

Anna Gabryś

Byłam flecistką, wydawczynią, historyczką, muzealniczką. Jestem IT PM. Nie wiem, kim jeszcze zostanę. #piszęSobie #smartkultura #polszczyzna


4
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Moridinania13Jacek Kosiński Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jacek Kosiński
Gość
Jacek Kosiński

nie znam kobiety która nie stwierdziłaby, że 2 cale mają znaczenie ;) .
Jestem po podobnej przesiadce i żałuję i to bardzo ….. Dlatego czekałem aż wczoraj Apple zaprezentuje jednak jakąś rozsądna 15 ważąca mniej niż poprzednia. Róznice widać gdy uzywa sie photoshopa/ parallels a na uruchomionym wirtualnie Windowsie uruchomi sie dodatkowo np MS SQL

ania13
Gość
ania13

jestem w tej luksusowej sytuacji, że nie potrzebuję PS, a z maszyny wirtualnej mogę powoli rezygnować, bo mam MS Project online :)
a w tajemnicy powiem, że nie rozmiar ma znaczenie, ale umiejętności. Rozmiar czasem, jeśli za duży, bywa bolesny, jak widać po moim doświadczeniu z 15”.

Moridin
Gość

Ale chyba w niektórych pozycjach warto mieć więcej cali? To umożliwia nowe lub lepsze doświadczenia? Chociażby Netflix, żeby daleko nie szukać.

ania13
Gość
ania13

no właśnie nie – przesiadłam się tymczasowo na 13” (od 10 min.) i jestem zupełnie szczęśliwa.