iMagazine

Codex Alimentarius. Zdążyć przed końcem świata

30/06/2012, 09:23 · · · 0

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 05/2012

Jesteś tym, co jesz – mówi stare przysłowie. Czy dzisiaj możemy być pewni tego, co znajduje się w produktach spożywczych, które trafiają na nasze stoły? Czym jest Codex Alimentarius – tajemniczy zbiór przepisów, którego tworzenie rozpoczęto w 1963 roku a jego postanowienia oburzają internetową społeczność?

Codex Alimentarius (książka żywności, kodeks żywności) jest to zbiór przyjętych w skali międzynarodowej norm żywności, kodeksowych praktyk, zaleceń i wytycznych wykorzystywanych przez urzędowe służby kontroli, przemysł rolno-spożywczy oraz środowiska naukowe.

Trudno zaprzeczyć, że w dobie masowej produkcji żywności, regulacje takie są niezbędne. Czemu więc przyjęcie Codexu wywołało tak ogromny sprzeciw?

Interes konsumenta czy interes producenta?

Wszyscy staramy się, żeby pożywienie, które stawiamy na swoim stole było jak najzdrowsze. Wybieramy świeże owoce i warzywa, kupujemy produkty nie przetworzone oraz przygotowujemy jedzenie samodzielnie, ograniczając półprodukty. Jednak nie zawsze mamy wpływ na to, co producenci dodają do składników w trakcie produkcji. Na przykład, kawałek mięsa nie składa się w 100% z mięsa – często został bowiem wcześniej napompowany roztworem wody z solą, w celu zwiększenia jego objętości. Jeśli zaś decydujemy się na zakup już zmielonego mięsa może się okazać, że sporą jego część stanowi tłuszcz i resztki mechanicznie oddzielone od kości. Ta sama sytuacja powtarza się w przypadku produktów gotowych, takich jak wędliny czy przetwory. W Polsce głośna była ostatnio afera, dotycząca sprzedaży soli przemysłowej w miejsce soli kuchennej. Do tej pory nie wiadomo, które firmy i w jakich ilościach, używały tego „zastępczego” produktu. Ale same proste dodatki, to nie wszystko – często musimy dokładnie przeczytać tekst umieszczony drobnym drukiem na opakowaniu by dowiedzieć się, że sok malinowy nie zawiera malin, serek truskawkowy nie zawiera truskawek a waniliowy budyń zawiera wanilinę, zamiast wanilii.

Możemy oczywiście podjąć nieco droższy wybór i zdecydować się na spożywanie wyłącznie produktów z hodowli organicznej, jednak czy to zapewni nam spokój? I czemu różnica cenowa pomiędzy produktami organicznymi a produkowanymi masowo jest tak wielka?

Producenci żywności, nastawieni na osiągnięcie jak największego zysku, starają się przemycić w swoich produktach różnorakie składniki poprawiające smak, zapach i kolor jedzenia, jednocześnie nie zwiększając przy tym kosztów własnych. Dlatego też produkty truskawkowe, czy też o „smaku truskawkowym” (bo to zasadnicza różnica!) nie zawierają drogich i delikatnych truskawek, zawierają za to buraki i odpowiednie wzbogacacze smaku.

Współczesne polowanie na czarownice

Koncerny farmaceutyczne również nie zasypiają gruszek w popiele, ponieważ lobby to jest jednym z najpotężniejszych na świecie. Wskazują one jasno, że homeopatia i naturalne metody leczenia są olbrzymim zagrożeniem, odciągającym pacjentów od sprawdzonych, naukowych metod. Żądają zatem ustawowego zabraniania nazywania lekami środków medycyny naturalnej, żeby nie powodowały zamieszania na rynku oraz nie wprowadzały w błąd konsumentów. O ile rozgraniczenie takie ma sens, o tyle już ograniczanie dostępu do suplementów diety nie łatwo jest umotywować. Jednak i tutaj koncerny farmaceutyczne pozostają niewzruszone i wskazują maksymalne dawki witamin i minerałów, jakie klient może nabyć na własny użytek. Spowoduje to, że już nie długo, nie będziemy mogli nabyć tak po prostu herbatki miętowej, naparu z rumianku oraz szokowej, 1000 miligramowej dawki witaminy „C”. Medycyna naturalna i homeopatia stała się czarownicą XXI wieku, którą należy zetrzeć z powierzchni ziemi, a zioła mogą mieć li tylko zastosowanie kulinarne, które nikomu zaszkodzić nie może.

Konserwanty i promieniowanie

Codex reguluje również ilość i jakość środków konserwujących oraz dodatków do żywności, jakie mogą stosować producenci. Tu znowu trudno stwierdzić na przekór, że regulacje takie nie są konieczne. Jednak nie same regulacje, ale ich przedmiot powinien stanowić powód do zastanowienia. Wystarczy wspomnieć Erytrozynę – bardzo popularny w latach 70-tych, czerwony, syntetyczny barwnik do żywności, który powodował uszkodzenia układu nerwowego u dzieci, a dopuszczony był do powszechnego stosowania. Dziś lista owych dodatków i barwników stała się nieporównywalnie dłuższa, trudno jest jednak, zwykłemu konsumentowi, nauczyć się na pamięć całej tabeli symboli zaczynających się od literki E. Tu dodać należy, że nie wszystkie „numerki E” to produkty syntetyczne i że nie wszystkie produkty naturalne są nieszkodliwe dla zdrowia. Jednak niekontrolowany wpływ lobby na dopuszczone składniki może sprawić, że w naszym jedzeniu pojawi się więcej tanich, ale szkodliwych składników. Z resztą, nie tylko dodatki mogą okazać się zgubne, bo żywność konserwowana jest również poprzez napromieniowanie, które jest oficjalnym i dopuszczalnym przez kodeks procesem. O ile drobne dawki środków konserwujących i promieniowania nie szkodzą ludziom, o tyle sytuacja zmienia się, gdy weźmiemy pod uwagę ilość specyfików wchłanianych przez organizm całymi latami i ich odkładnie się w tkankach.

Hormony i GMO

Nie tylko promieniowanie i dodatki mogą wzbudzać nasz niepokój. To co najgorsze dzieje się zazwyczaj już w procesie pre-produkcji, czyli samej hodowli. Zwierzęta często przebywają w nieludzkich warunkach i od najwcześniejszych dni życia otrzymują antybiotyki, mające zapobiegać chorobom oraz hormon wzrostu, mający przyspieszyć czas i ilość produkowanego mięsa. Te środki, odkładając się tkankach zwierząt, trafiają pośrednio i do naszych organizmów, za pośrednictwem sklepowych półek. Czy bezpieczniej zatem przerzucić się na dietę wegetariańską? Nie do końca! Bowiem w przypadku produkcji warzyw mamy do czynienia z modyfikacją genetyczną(GMO)  (np. soja – jeden z podstawowych zastępników białka pochodzącego z mięsa w diecie wegetariańskiej) oraz środkami uprawy roślin – pestycydami, które mają zapobiegać niszczeniu roślin przez pasożyty. Czasem, zarówno modyfikacje genetyczne jak i środki uprawy roślin próbują podać sobie ręce – naukowcy starają się stworzyć odmiany odporne na infekcje – ze zdecydowanie różnym skutkiem.

Kodeks – teoria konspiracyjna

W samym ustawodawstwie nie ma jeszcze nic zdrożnego, o ile zachowuje równowagę pomiędzy interesem konsumentów a interesem producentów. Jednak zwolennicy teorii konspiracyjnych znaleźli w Kodeksie kilka dziur, które wzbudziły ogólny niepokój.

Przede wszystkim, jeśli nie wiadomo o co chodzi, to na pewno chodzi o pieniądze. Lobby producentów żywności optują na przykład, za niepokojąco dużymi dawkami dopuszczalnych środków, takich jak dwutlenek siarki, który wywołuje u wielu ludzi reakcje alergiczne oraz azotyn sodu i azotan sodu – odpowiedzialne za nadpobudliwość i choroby jelit, w procesie wytwarzania żywności określanej mianem organicznej. Wynika to z prostej różnicy w cenie produktów normalnych i organicznych, w których producenci wietrzą większy zarobek. Aby jednak można je było przenieść do masowej produkcji i obniżyć koszty, trzeba najpierw obniżyć normy i standardy, co kodeks niejako sankcjonuje. Do tego, nasion roślin organicznych nie można opatentować, jak dzieje się to w przypadku odmian modyfikowanych genetycznie. Zdrowa żywność zawiera więcej witamin i mikroelementów, co stanowi zagrożenie dla rynku produktów farmaceutycznych, a na to z kolei nie chcą się zgodzić producenci leków.

„Konspiratorzy” twierdzą więc, że Kodeks działa na niekorzyść konsumenta, chroniąc wyłącznie interesy wielkich kompanii, niejako indukując w nas choroby, które sami wprowadzamy do naszych organizmów, poprzez spożywanie niepełnowartościowej żywności, co skutkuje większymi zarobkami producentów tejże i przemysłu farmaceutycznego, który dostarcza lekarstw i środków medycznych.

Na stronie StopCodex czytamy: Wyobraź sobie Świat, w którym uprawa warzyw, owoców i ziół w przydomowym ogródku, bez specjalnego zezwolenia, jest nielegalna. Czasy, w których witaminy i minerały możesz kupić tylko w aptece, na receptę, w dawkach bezwartościowych dla jakiejkolwiek terapii. Wyobraź sobie że zielarze, lekarze stosujący naturalne metody leczenia (terapie witaminowe, homeopatię, medycynę chińską i tybetańską) chcąc leczyć muszą ukrywać się przed policją. Żywność „ekologiczna” zawiera dodatki chemiczne, może być napromieniowana, a Ty nie jesteś o tym informowany. Pozostała żywność może zawierać wysokie dawki pozostałości ponad 3700 pestycydów, kilkaset dodatków chemicznych, także tych podejrzewanych o działanie rakotwórcze. Żywność modyfikowana genetycznie, niezależnie od wyników badań, uznana została za bezpieczną i dostępna jest w każdym sklepie, a w najbliższej przyszłości zniesiona będzie informacja o zawartości GMO na opakowaniach. Wykorzystywanie ziaren zebranych z pól do ponownych zasiewów, jest przestępstwem. Coraz więcej ziaren nie daje plonów, ziarna te nazywane są ziarnami terminatorami. Największe firmy biotechnologiczne mają patent na poszczególne gatunki roślin i zwierząt. Chcąc je hodować musisz wnosić opłaty patentowe, w przeciwnym razie jesteś przestępcą. Każda roślina lub zwierzę hodowlane i każdy produkt może zostać uznany za produkt medyczny i podlegać ostremu reżimowi farmaceutycznemu. Produkt taki może zostać usunięty ze sprzedaży do czasu przejścia rygorystycznych, niezwykle kosztownych testów klinicznych, stosowanych dzisiaj dla leków syntetycznych.

Wizja świata malowana jest przez przeciwników Kodeksu w zdecydowanie ciemnych barwach. Czy nasza rzeczywistość może zmienić się aż do tego stopnia, by nasze przydomowe ogródki znajdowały się pod jurysdykcją koncernów farmaceutycznych i potentatów produkcji żywności? To zależy od tego, jak wielkim zaufaniem obdarzymy te organy, odpowiedzialne za tworzenie prawa, któremu podlegamy. Jedno jest pewne – gdy w grę wchodzą wielkie pieniądze, pewnym nie można być niczego.

Bo przecież nie tylko my, ale i sami naukowcy nie wiedzą, jakie skutki dla organizmu może przynieść wieloletnie wchłanianie owych „nieszkodliwych” dodatków do żywności. Takie badania nie zostały przeprowadzone, bo zwyczajnie… nie było na to czasu. Wielkie pieniądze nie charakteryzują się cierpliwością.

There’s an app for that!

Tym razem nie będę polecała żadnej konkretnej aplikacji z AppStore, ponieważ wybór byłby wyjątkowo trudny. W AppStore możemy bowiem znaleźć setki programów, pomagających nam prowadzić zdrowy tryb życia, począwszy od przygotowywania zbilansowanych posiłków, na tabelkach numerków „E” skończywszy. Warto jednak pamiętać o podstawowych zasadach i kupować produkty jak najmniej przetworzone, ze znanych źródeł. Zawsze należy się zapoznać ze składem i datą przydatności do spożycia – im dłuższa, tym bardziej podejrzana!

W przyszłym miesiącu poznamy ikony konspiracyjnego świata oraz dowiemy się, co pobudza ich wyobraźnie i w jaki sposób znaleźli się na scenie, gdzie obserwują ich miliony wiernych orędowników. Zatem do przeczytania!

0

Kinga Ochendowska

NAMAS'CRAY  The crazy in me recognizes and honors the crazy in you. Jestem sztuczną inteligencją i makowym dinozaurem. Używałam sprzętu Apple zanim to stało się modne. Nie ufam ludziom, którzy nie lubią psów. Za to wierzę psom, które nie lubią ludzi.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o