Ewolucja IT – wszystkiemu winne smartfony

15/08/2013, 21:18 · · · 1

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 6/2013

Jeszcze nie tak dawno smartfony były urządzeniami, które nierozerwalnie wiązały się z komputerami. Podłączanie kabla w celu synchronizacji danych stanowiło codzienność wielu użytkowników. W zaledwie kilka lat smartfony rozwinęły się na tyle, że mogą funkcjonować zupełnie niezależnie od komputerów. Co więcej, stały się samodzielnymi urządzeniami, wyznaczającymi kierunek, w którym rozwijać się będzie rynek wszystkich urządzeń elektronicznych.

Idea przyświecająca smartfonom była prosta – miały stanowić „przedłużenie” komputera, głównego elementu ekosystemu, w którym pracujemy. Oznacza to, że wszystkie zadania mieliśmy wykonywać na urządzeniu stacjonarnym bądź laptopie, natomiast z telefonu korzystać głównie w sytuacjach, gdy nie mamy dostępu do bardziej zaawansowanego sprzętu. Rozwój systemów mobilnych pozwolił jednak uniezależnić się od prymitywnego przerzucania plików metodą „chwyć i upuść” czy też aktualizacji oprogramowania smartfona z poziomu komputera. Właśnie, komputera. Urządzenia, które skupiało wokół siebie całą posiadaną przez użytkownika elektronikę. To się zmieniło – obecnie komputery stoją na równi z tabletami i smartfonami. Choć możliwości urządzeń mobilnych są faktycznie ograniczone, to pod względem samodzielności niczym nie różnią się od laptopów czy stacjonarnych PC. W końcu same stały się komputerami, i to dużo nowocześniejszymi od swoich starszych i większych braci.

Komputery upodobniły się do smartfonów i wcale nie mam tu na myśli wyglądu interfejsu czy rozwiązań związanych ze sterowaniem. Oczywiście, intuicyjność obsługi systemu jest bardzo ważna, jednak przełom, który dokonał się w branży IT, wiąże się z usługami chmurowymi. Te od dawna cieszą się ogromną popularnością, przy czym wynika to po części z ograniczeń technologicznych urządzeń mobilnych. Nie posiadają one pamięci o dużej pojemności (przynajmniej względem klasycznych komputerów), więc przetrzymywanie na nich większej ilości danych jest problematyczne. Właśnie dlatego korzystam z Dropboksa – w każdej chwili mam dostęp do swoich dokumentów, mimo tego, że naraz nie zmieściłyby się do pamięci iPhone’a. Pliki, które tworzę na telefonie i chciałbym udostępnić innym, również wrzucam do chmury i wysyłam link mailem. Jednocześnie oszczędzam transfer (bo dokument jest przesyłany do chmury tylko raz), miejsce w telefonie (bo usuwam to, co wysłałem), a ponadto znajomym jest wygodniej pobrać plik, bo czeka na nich w skrzynce odbiorczej w postaci linku. Tyle zalet, a wszystkie wynikają z tego, że mój telefon jest ograniczony. Rozwój technologii zniósł jednak inne bariery – prędkość transmisji danych równa się z tą, którą osiąga mój stacjonarny internet, a bateria pozwala mi na dzień pracy przy stałym połączeniu z siecią.

MacBook Pro z ekranem Retina, Chromebook Pixel czy też ultrabooki z Windowsem pokazują, że wielkość dysku twardego przestaje mieć tak duże znaczenie jak kiedyś. Przy obecnych pojemnościach chmur i prędkości połączeń internetowych użytkownicy są gotowi poświęcić dużą przestrzeń fizycznej pamięci na rzecz prędkości, choćby poprzez rezygnację z HDD na rzecz SSD. W pewnych zastosowaniach pojemność dysku jest nadal kluczowa, jednak tyczy się to przede wszystkim rynku profesjonalnego. Zwykły użytkownik będzie słuchał muzyki strumieniowanej z internetu, w ten sam sposób obejrzy ulubiony serial albo film. Choć w Polsce nie mamy dostępu do zbyt wielu usług tego typu, to biorąc pod uwagę ich popularność za granicą, wkrótce pojawią się i u nas. Drobne pliki oraz dane pokroju kontaktów trafiają do chmur takich jak iCloud czy Google. Wiążą one ze sobą mniejsze aplikacje, działające jednocześnie na smartfonach, tabletach oraz komputerach. To, z jakiego urządzenia korzystamy, przestaje mieć znaczenie – zawsze mamy bowiem dostęp do tej samej wersji pliku. Problem dostępu do najnowszej wersji dokumentu zostaje tym samym wyeliminowany, łatwiej więc skupić się na pracy.

Urządzenia mobilne mają coraz większy wpływ na całą branżę IT. Ich ograniczenia wymusiły na użytkownikach zmianę przyzwyczajeń, ostatecznie okazało się to jednak korzystne. I to na tyle, że obecnie rozwiązania ze smartfonów i tabletów przenoszone są do komputerów. Ewolucja sprzętu przestała opierać się wreszcie na kolejnych rdzeniach, calach czy megapikselach, skupiła się zaś na tym, co dla zwykłego użytkownika jest najważniejsze – na ułatwianiu życia.



1

Paweł Hać

Ten od Maków i światła. Na Twitterze @pawelhac