Mała rozprawa o dużym iPhonie

19/07/2014, 15:35 · · · 5

 Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 06/2014

Śledzenie wiadomości o Apple to trochę jak praca do Pudelka. Są dni, kiedy przebijasz się przez stos plotek. Jakiś czas temu internet obiegła wiadomość o nowej generacji słuchawek EarPods. Miały one mierzyć puls prosto z ucha. Tak, wiem. To głupie. Ale świat uwierzył na tyle mocno, że autor plotki napisał długi, przepraszający wpis. Są jednak takie przecieki, które wiemy, że się spełnią. Na przykład większy ekran w iPhonie.

Dlaczego to jest pewna wiadomość? Chociażby dlatego, że wyciekły też etui dla nowego iPhone’a, mamy też autentyczne części prosto z fabryki. No i wreszcie − Apple ma naprawdę wiele powodów, żeby to zrobić. I możliwości.

Po pierwsze, klienci uwielbiają duże ekrany. Dowodów na to nie trzeba szukać daleko, flagowce androidowe sprzedają się jak ciepłe bułeczki. Ba! Linia Galaxy Note, która charakteryzuje się niespotykanie wielkimi wyświetlaczami, bije rekordy popularności. Nie za bardzo jest się czemu dziwić. Większy ekran to więcej miejsca. To więcej maili, które są wyświetlane, to więcej tekstu w Pockecie, to więcej tweetów na Twitterze, to więcej strony w Safari, być może dostaniemy także więcej miejsca na ikony na pulpicie.

To również więcej miejsca na podzespoły. Niewiele osób zwraca uwagę na to, że przez ostatnie siedem lat bateria iPhone’a wcale nie urosła specjalnie. Konkurencja z powodzeniem wrzuca do swoich słuchawek akumulatory nawet dwukrotnie większe niż 1560 mAh w obecnym flagowcu od Apple. Oczywiście nie mówię, że iPhone trzyma źle na baterii – 6 godzin użycia to naprawdę przyzwoity wynik. Ale co gdyby z tych 6 zrobić 8? Albo 10? Zwiększając ekran, można pod niego upchać dużo większy akumulator. Kolejny plus.

Ale co się stanie z aplikacjami? To jest dosyć poważna zagwozdka. Z początku sprawa była prosta – deweloperzy mieli do dyspozycji prostokąt o wymiarach 320×480 pikseli. Po dwóch latach przyszła na świat Retina, dając im do dyspozycji cztery razy więcej pikseli. Jeśli aplikacja była dostosowana do nowej rozdzielczości, korzystała z dobroci każdego piksela. W przeciwnym razie każdy piksel był rozciągany na cztery. Prawdziwa zmiana przyszła dwa lata później, gdy Apple zmieniło format ekranu w swoim telefonie na 16:9. Starsze programy wyświetlały wtedy czarne paski na górze i na dole. Nie było to ani ładne, ani wygodne. Ale było konieczne.

W chwili, gdy piszę te słowa, wszelkie plotki donoszą o rozdzielczości 1704×960 pikseli, co daje nam obecne wymiary pomnożone przez 1,5. Jeśli ta informacja się potwierdzi, to czeka nas korzystanie z aplikacji, których grafiki będą bardzo poszarpane, przynajmniej na początku. Jeśli ktoś liczy na czarne ramki dookoła programów niedostosowanych do nowej rozdzielczości, to może szybko o tym zapomnieć. Rozdzielczość 1704×960 rozciągnięta na ekran o przekątnej 4,7″ (bo o takim teraz się mówi) da natężenie pikseli na poziomie 389 ppi. Wyświetlenie na takim ekranie czegokolwiek w rozdzielczości 1136×640 bez skalowania skończy się przyciskami tak małymi, że do obsługi iPhone’a będzie potrzebny stylus. A stylusom mówimy: nie!

Malkontenci mówią też, że większy ekran jest trudno ogarnąć, korzystając z jednej ręki. Jest to argument, z którym na pierwszy rzut oka trudno walczyć. Jednak zastanówmy się, po co sięgamy w lewy, górny róg wyświetlacza (ten jest najtrudniej osiągalny przy większej przekątnej)? W iOS jest to przycisk „Wstecz”. Praktycznie wszędzie. Przycisk, którego równie dobrze mogłoby już nie być, ponieważ iOS 7 wprowadził gest cofnięcia. To zagranie nie było przypadkowe. Od biedy zawsze można też użyć Siri, która moim zdaniem w następnej iteracji systemu dużo zyska.

Ostatni argument, który przemawia za wprowadzeniem iPhone’a z większym ekranem, to sprzedaż. Weźmy dwóch potencjalnych klientów. Jeden chce telefon z większym ekranem, drugi wolałby coś bardziej kompaktowego. Pierwszy nawet nie ma co zaglądać do Apple Store, bowiem Apple dla niego nie ma w swojej ofercie nic. Jednak jeśli iPhone 6 pojawi się z wyświetlaczem 4,7″, obaj klienci znajdą w ofercie firmy z Cupertino coś dla siebie. 5s lub 5c zostaną przecież dalej w sprzedaży, a oba to niesamowicie szybkie telefony ze świetnymi aparatami, kompletem łączności i wsparciem przez najbliższe dwa lata. Analitycy mówią, że dzięki większemu wyświetlaczowi Apple może dotrzeć do nawet 15 milionów klientów więcej.

Naprawdę nie ma się czego bać. To tylko 4,7″, rozmiar znany od lat i – co najważniejsze – lubiany. A jeśli komuś nie podpasuje, zawsze może wybrać poprzedni model smartfona Apple. Wilk syty i owca cała.

Grafika tytułowa pochodzi z serwisu 9to5mac.



5

Michał Zieliński

Star Wars, samochody i Taylor Swift.

mikeyziel