Przedmioty przestają mieć znaczenie

11/10/2014, 07:15 · · · 1

Jeszcze do niedawna za każdym razem, gdy widziałem się z Wojtkiem Pietrusiewiczem, ten dokładnie oglądał mój telefon. Później z przerażeniem w oczach mi go oddawał, ponieważ za każdym razem mój iPhone był w coraz gorszym stanie. A mi to nie przeszkadzało.

Moja Piątka dużo przeszła. Na początku jednak nic tego nie zapowiadało. Po przywiezieniu telefonu z Drezna zapakowałem go w etui od Gear4. Kilka dni później dokupiłem folię na ekran, a także zamówiłem wsuwkę filcową. Dotychczas o telefony jako tako dbałem, a ten model miał się bardzo rysować. I okazało się, że rysy zbierał szybciej niż przeciętny Kowalski ukąszenia komarów podczas wakacji nad jeziorem. Odpuściłem, wsuwka gdzieś się zgubiła, etui oddałem – jaki będzie, taki będzie.

Kulminacją wydarzeń była przeprawa łódką podczas wyjazdu w czasie ferii. Na łodzi – która składała się z 4 desek, 20 krzesełek i silniczka z resoraka – tak trzęsło, że postanowiłem telefon schować do kieszeni. Nie minęło parę minut, kiedy poczułem, że wysuwa się z niej i spada na podłogę. Na podłodze była spora dziura, więc na początku poszukiwań założyłem, że iPhone leży na dnie rzeki. Czy się przeraziłem? Tak. Ale nie szkoda mi było telefonu. Szkoda mi było tysiąca zdjęć, których nie miałem wcześniej okazji gdzieś zgrać. Dopiero w drugiej kolejności zastanawiałem się, skąd wezmę fundusze na kolejnego iPhone’a. Telefon się znalazł, nawet żył i (pewnie) ma się dobrze. Ale sytuacja była potwierdzeniem, że dla mnie ważniejsze są usługi, dane, wspomnienia niż sprzęt. Ten ostatni można zastąpić. Powiedz, że mój komputer został skradziony, a będę zmuszony wybrać nowy model. Powiedz, że wszystkie chmury internetowe świata padły, a zobaczysz, jak w ułamek sekundy staję się wrakiem człowieka.

Widać to również było podczas ostatniej przeprowadzki. Na długo przed swoim przyjazdem do nowego domu wysłałem tam wszystkie swoje płyty, wszystkie książki, wszystkie magazyny. Mimo rozłąki z całą swoją biblioteką, nie narzekałem na brak muzyki czy tekstów do czytania. Nawet gdy okazało się, że transport z pudłami nie dotarł na czas, wystarczyła wizyta w wypożyczalni sprzętu muzycznego, aby przestało mi czegokolwiek brakować.

Kiedyś gdy wchodziło się do czyjegoś mieszkania, można było łatwo odczytać lokatorów. Wystarczyło spojrzenie na półki, aby poznać ulubionego autora czy wykonawcę danej osoby. Dzisiaj do tego wystarczy wizyta na Facebooku czy blogu. I pomimo że ma to swoje zalety, w pewnym stopniu wydaje mi się trochę przykre. Sam często trafiam na dawne zdjęcia swoich rodziców czy dziadków albo przedmioty z ich dzieciństwa. Zeszyty mojego Taty wertowałem wiele razy. Czy kolejne pokolenia będą czerpały taką samą radość z przeglądania naszych kont na Evernote? Wątpię. O telefonach dzisiejszych czasów w ogóle nie ma mowy. Bo przecież telefony, z których korzystamy, już dawno będą zniszczone. Być może to wszystko działa automagicznie, ale prawdziwa magia wspomnień przepadnie. Szkoda.

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 09/2014



1

Michał Zieliński

Star Wars, samochody i Taylor Swift.

mikeyziel