Cook u steru

09/11/2014, 13:47 · · · 5

Od objęcia przez Tima Cooka stanowiska prezesa Apple minęły ponad trzy lata. Ten czas nie był dla niego najprostszy – musiał kierować gigantem, który swoją pozycję w olbrzymiej mierze zawdzięczał Steve’owi Jobsowi. Do ostatniego keynote Tim był jedynie osobą realizującą wizję Jobsa. Teraz jednak, wraz z wprowadzeniem Apple Watcha, pokazał, że przejął zarówno odpowiedzialność, jak i inicjatywę.

iPhone 4S, pokazany na dzień przed śmiercią Steve’a Jobsa, był najprawdopodobniej ostatnim z produktów, których rozwój nadzorowany był przez współzałożyciela Apple. Kolejne urządzenia mogły być w mniejszym lub większym stopniu zaplanowane przez Steve’a, powstały zresztą na bazie jego idei. Przez trzy lata Apple nie wprowadziło żadnego kompletnie nowego produktu – owszem, pojawiły się MacBooki z ekranami Retina, pojawił się iPad mini, nowy Mac Pro, a także iPhone z większym ekranem. Każde z tych urządzeń bardzo dobrze się przyjęło, stanowiły bowiem udaną ewolucję portfolio Apple. Touch ID, wszechobecne ekrany Retina, MacBooki działające po kilkanaście godzin na jednym ładowaniu, ultrawydajny Mac Pro – to nie są małe rzeczy. Problem był tylko jeden – Tim Cook, jeśli nawet był inicjatorem któregokolwiek z tych pomysłów, ulepszał jedynie to, co zrodziło się za czasów jego poprzednika. Obecny prezes Apple potrzebował własnego produktu, czegoś, czym pokazałby, że jest nie tylko sumiennym pracownikiem, realizującym ustalony z góry plan, trzymając się sztywnych założeń.

Jest elegancki, ma kopertę ze stali nierdzewnej, anodowanego aluminium lub złota. Możesz wymienić w nim pasek, by dostosować go do swojego ubioru, a na dodatek napakowano go mnóstwem elektroniki. Apple Watch, bo tak swoje dzieło nazwał Tim Cook, jest bardzo odważną próbą połączenia świata mody i elektroniki użytkowej. Jak dotąd większość inteligentnych zegarków łączyła jedna bolączka – były brzydkie. Zegarek Apple, choć nie każdemu może się podobać, nie przypomina pokracznych konstrukcji Samsunga czy Sony. Nie wygląda jak komputer przyczepiony na siłę do nadgarstka, ma koronkę (jak w tradycyjnym zegarku), do tego z powodzeniem można dobrać do niego elegancki pasek. Fakt, po dokładniejszym przyjrzeniu się widać, że nie jest to typowy zegarek, jednak nie kontrastuje on mocno z mankietem koszuli. Można wręcz określić go mianem zwyczajnego, choć wcale taki nie jest. Dzięki czterem diodom mierzy puls w oparciu o technikę fotopletyzmografii, jego ekran rozpoznaje różne rodzaje dotknięć, silnik wibracyjny emituje różne rodzaje sygnałów, a zaawansowany akcelerometr wykrywa, kiedy podnosimy nadgarstek, by uruchomić ekran. Do sterowania służy wspomniana już koronka, a także dyskretny przycisk i ekran dotykowy. Ma też głośnik i mikrofon. To wszystko daje olbrzymie możliwości deweloperom, od których Apple zawsze uzależniało sukces swoich mobilnych platform. Dokładnie tak samo było z iPhone’em oraz iPadem – tyle że Apple Watch powstał od początku do końca za kierownictwa Tima Cooka. To jego urządzenie, a także jego wizja technologii.

Za Apple Watchem, podobnie zresztą jak za każdym produktem, stoi sztab ludzi – inżynierów, programistów, projektantów, marketingowców i innych. To jednak Tim Cook był tym, który powiedział: „tak, zróbmy to”, a następnie wspierał projekt na tyle, by wyjść na scenę Flint Center i z niekrytymi emocjami w głosie użyć tej samej frazy, którą ostatni raz mogliśmy usłyszeć z ust Steve’a Jobsa: „We’re not quite finished yet… we have one more thing”.

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 10/2014



5

Paweł Hać

Ten od Maków i światła. Na Twitterze @pawelhac