Żyję w post-PC

13/12/2014, 09:30 · · · 8

Dwa miesiące temu mogliście przeczytać o tym, jak po części zawiedziony jestem iPadem. Czy coś się zmieniło od tego czasu? Moje etui na iPada powoli zaczyna się rozklejać, sam tablet upadł mi raz na ziemię i ustawiłem nową tapetę na ekranie blokady. A, zdałem też sobie sprawę, że właściwie już funkcjonuję w post-PC.

Nie powiem, że zrozumienie tego było proste. Zajęło mi to, myślę, kilka miesięcy, ale w końcu do mnie dotarło. Przyznaję, że prawdopodobnie źle zrozumiałem ideę samej „ery post-PC”. Bo czym właściwie ona jest?

Nazwa wywodzi się z przedrostka „post”, czyli coś co następuje po. Post scriptum – po podpisie; post factum – po fakcie; post-PC – po PC. Tak oto dochodzimy do kontrowersji. Mianowicie, PC to personal computer, czyli komputer osobisty. Określenie świetnie pasujące do smartfona czy smartwatcha, które są o wiele bardziej osobiste niż komputer biurkowy czy laptop. Niemniej, utarło się, że PC nazywamy komputery w „klasycznej” formie. Post-PC powinno znaczyć więc pozostawienie standardowych komputerów i przeniesienie się na urządzenia mobilne nowej generacji.

Właśnie nie do końca. Tak dotychczas rozumiałem ten termin, zapatrzony na ludzi pracujących tylko na iPadach. Żegnamy się z MacBookami i iMacami, na zawsze. W erze post-PC nie chodzi o pozbywanie się sprzętów – raczej o zmienianie priorytetów.

Aby to zrozumieć, musimy wszyscy wsiąść do wyimaginowanego TARDIS-a i udać się 3 lata wstecz. Wtedy to udało mi się stworzyć komplet urządzeń (MacBook, iPad i iPhone), który do dzisiaj nie uległ większej zmianie. Pojawiają się nowe generacje urządzeń, ale kategorie zostają te same: laptop, tablet i smartfon. W 2011 roku założenia były proste. Laptop służy jako centrum dowodzenia, od którego odchodzą gałęzie w postaci iPada i iPhone’a. Nie było wtedy rzeczy, której nie mógłbym zrobić na MacBooku. Gdybym musiał pozbyć się dwóch z trzech składowych części mojego workflow, to właśnie wszystko z „i” na początku wylądowałoby na Allegro.

Wróćmy do rzeczywistości. Jakiś czas temu do sieci wyciekło 5 milionów kombinacji loginów i haseł do GMaila. Przerażony zmieniłem hasła praktycznie wszędzie, gdzie tylko to było możliwe. Z oczywistych powodów, procedura odbyła się przez przeglądarkę www, a następnie tajemnicze ciągi znaków trzeba było wpisać do aplikacji Maila, Twittera, Evernote i tym podobnych. Pierwszym urządzeniem, w którym uaktualniłem hasła, był właśnie mój telefon. Ba, do dzisiaj niektóre aplikacje na moim Macu krzyczą, że hasło jest niepoprawne.

Dzisiaj to mój iPhone jest w centrum uwagi. To na nim mam momentalny dostęp do każdej usługi, z której korzystam. To na nim przechowuję swoją całą bibliotekę z muzyką. To na nim mogę robić rzeczy, których nie zrobię na tablecie czy komputerze (sic!). Być może dlatego kiedy wszyscy nie mogą się doczekać funkcji Handoff w nowym OS X Yosemite, ja nawet raz nie miałem potrzeby sprawdzić, czy działa ona z moim komputerem. Faktycznie, PC stał się dla mnie ciężarówką, z której korzystam tylko w naprawdę poważnych sytuacjach. Oczywiście, czasem gdy jadę po zwykłe zakupy, biorę ją, bo może w pewnym momencie będę chciał wstąpić do sklepu budowlanego i kupić wielkie palety paneli. Ale mimo to, coraz częściej sięgam po zwinnego smarta (czytaj: iPhone’a), bo okazuje się, że zazwyczaj wszystko, co kupię, mieści się do niego. Mniejszy samochód świetnie sprawdza się w zakorkowanym mieście, mniej pali, więc jest lepszym wyjściem dla mnie.

A co z tym tabletem, od którego zaczynałem? Leży na biurku i ma się dobrze. Dzisiaj traktuję go jak większe kombi. W teorii łączy ze sobą cechy smarta i ciężarówki, ale jednak nie jest ani jednym, ani drugim. iPad służy mi więc do oglądania filmów, robienia notatek na wykładach, czasem czytania. Mówi się, że tablety zostaną wyparte przez phablety. Ja bym powiedział inaczej. Przyszłość widzę w hybrydach: więc zarówno phabletach, jak i kombinacji laptopów z tabletami – coś jak na przykład Surface Pro 3 od Microsoftu.

Ten tekst pochodzi z archiwalnego iMagazine 11/2014



8

Michał Zieliński

Star Wars, samochody i Taylor Swift.

mikeyziel