iMagazine

Recenzja Fitbit Surge i Charge HR

08/12/2015, 10:17 · · · 13

Rynek technologii ubieralnej coraz bardziej się rozrasta i niewątpliwie spory udział w napędzeniu tego rynku ma Apple Watch – bodajże najlepiej wykonane urządzenie od strony użytych materiałów oraz procesu produkcji na rynku. Nie oznacza to jednak, że pozostali gracze się poddali – Fitbit prawdopodobnie (bo na podstawie szacunków) sprzedaje obecnie najwięcej akcesoriów fitnessowych, a ich portfolio niedawno powiększyło się o trzech nowych członków – dwóch z nich używam od miesiąca.

Do testów otrzymałem dwa modele, oba wyposażone w czujniki pomiaru tętna, oparte na podobnych rozwiązaniach, jak wiele produktów konkurencyjnych – wbudowane są w spód urządzenia i dokonują pomiaru na nadgarstku. Ta metoda prawdopodobnie jest nieznacznie mniej dokładna niż bezpośrednio na klatce piersiowej, ale nie są to produkty przeznaczone dla zawodowców. Z moich testów wynika, że dokładność obu modeli – Charge HR i Surge – jest na tyle duża, i notabene bardzo zbliżona do wyników Apple Watcha, że nie mam do niej większych zastrzeżeń.

Fitbit Charge HR 03

Charge HR

Model z przydomkiem HR różni się od tańszego Charge’a dwoma rzeczami – ma pasek zapinany podobnie jak tradycyjny zegarek oraz ma wspomniany czujnik pomiaru tętna. W moim przypadku, gdy na lewym nadgarstku cały czas noszę Apple Watcha dla porównania wyników, to pierwsze uważam za minus – bardziej podoba mi się zatrzask w zwykłym Charge niż zapięcie zegarkowe. Osobom noszącym go jako jedyne urządzenie zapewne nie będzie to przeszkadzało…

Kwestię wyglądu pozostawię do oceny każdemu z osobna – gusta mamy w końcu różne i jedni się w nim zakochają, a inni niekoniecznie. Osobiście jednak wolałbym, by guma, z którego wykonano Charge’a HR, była bardziej zbliżona do tej w Garminie vivofit 2 – jest po prostu przyjemniejsza dla oka.

Bardzo pozytywnie, i to wyjątkowo pozytywnie, oceniam ciągły pomiar tętna 24/7. Co ciekawe, w aplikacji Fitbit na iPhone’a można go podejrzeć na żywo i obserwować jak zmienia się wykres (nie testowałem wersji androidowej, nie wiem więc, czy jest wyposażona w tę funkcję). Pomimo to, urządzenie wytrzymuje do pięciu dni na jednym ładowaniu – takie dane podaje Fitbit i w rzeczywistości osiągam bardzo zbliżone wyniki. Za pierwszym razem komunikat o niskim stanie baterii pojawił się po czterech dniach, za drugim po pięciu, a potem już nie zwracałem na to uwagi.

Ciekawostką dla mnie samego był fakt, że za każdym razem, gdy podłączałem Charge’a do ładowania, bolało mnie serce, że stracę kilka godzin pomiaru. Oczywiście w przenośni…

Fitbit Surge 02

Surge

Wyjątkową funkcją produktów Fitbit jest wspomniany ciągły pomiar tętna. Surge do tego dodaje jeszcze możliwość rejestrowania treningów, spacerów i innych biegów – za pomocą GPS-a. Niestety, ta czynność kończy się źle dla baterii, ale dokładność urządzenia jest bardzo zbliżona do wyników, jakie osiągnąłem iPhonem w kieszeni – pysznie! Trasę można za pomocą serwisu WWW Fitbita później wyciągnąć jako plik TCX, co zapewne wielu osobom się spodoba.

Pewnego dnia w zeszłym tygodniu, udałem się na dwuipółgodzinny spacer. Na lewym nadgarstku miałem Apple Watcha (który czerpał dane z GPS-a iPhone’a spoczywającego w kieszeni), a na prawym Surge’a. Oba założyłem rano, około 6:00, i nie zdejmowałem ich do wieczora. Około godziny 18:00 Surge’a musiałem już podłączyć do ładowarki – GPS zeżarł mu całą baterię w mig. Apple Watch w tym czasie miał jeszcze około 40% ładunku. Taka jest, niestety, cena dokładnego pomiaru trasy i to się prędko nie zmieni – podejrzewam, że to właśnie jest powodem, dla którego Apple Watch nie ma wbudowanego GPS-a. Ale tutaj jednocześnie uwidacznia się przewaga Fitbita dla osób, które chcą trenować bez telefonu pod ręką – nie jest po prostu konieczny. A dokładność GPS-u mnie zaskoczyła – po tym spacerze różnica wynosiła zaledwie 20 metrów i wynikała zapewne z tego, że można rozpocząć pomiar, zanim zegarek złapie sygnał z satelit, tzw. Quick Start.

Powyższe wyniki potwierdziłem również przy okazji kolejnych spacerów czy biegów – niestety, dopóki ktoś nie wynajdzie wyraźnie bardziej oszczędnych układów GPS, dopóty będziemy skazani na szukanie gniazdka przed zachodem słońca. Grubo przed nim…

Nie jestem fanem designu Surge’a, a już w szczególności  UI. Na jego ekranie widać piksele, a obraz jest czarnobiały – przy smartwatchach typu Apple Watch, Moto 360 czy Samsung Gear S2 wyraźnie widać różnicę w technologii. Drugą stroną medalu jest oczywiście fakt, że dzięki takiemu zabiegowi bateria starcza na dłużej, co może mieć znaczenie dla wielu – Fitbit zapewnia, że Surge wytrzyma do siedmiu dni na jednym ładowaniu, pod warunkiem, że nie korzystamy z GPS-a.

Fitbit WWW 01

Cechy wspólne

Fitbity są wyjątkowe nie tylko z powodu czujników mierzących tętno 24/7, ale również dlatego, że nie potrzeba smartfona, by ich używać. Każdy w komplecie otrzymuje małego dongle’a do podłączenia do komputera, dzięki czemu synchronizują się automatycznie, gdy znajdziemy się w jego zasięgu – raz na około 15 minut, gdy są nowe dane, komputer jest włączony, podłączony do internetu i ma zainstalowany Fitbit Connect. To może być ogromny plus ze względu na fakt, że nie musimy korzystać z BT w smartfonie, dzięki czemu oszczędzamy jego baterię.

Niestety po paru tygodniach noszenia obu modeli znalazłem jedną wadę struktury materiału, z którego je wykonano – przyciągają do siebie „farfocle” z ubrań, a jako że Fitbity są czarne, to pięknie widać białe niteczki z ciuchów i kurz, który zadomawia się w fakturze gumy. Mycie pod wodą nie pomaga – potrzebne jest solidne szczotkowanie.

A skoro już jestem w temacie wody… Producent nie zaleca nawet brania prysznica w żadnych z tych dwóch Fitbitów. Nie testowałem ich więc pod tym kątem, obawiając się zalania.

HealthKit

Niestety wszystkie Fitbity mają dla mnie jedną ogromną wadę – nie wspierają HealthKit od Apple. Zupełnie nie rozumiem tego posunięcia i tylko to jest dla mnie barierą przed wejściem w ich ekosystem. Mam nadzieję, że wkrótce to wprowadzą.

Fitbit Family 01

Ale dlaczego Apple Health?!

To proste! Fitbit zamyka nas w swoim ekosystemie i zmusza do tego, by wyszukiwać kompatybilne z nim urządzenia i je kupować, często pochodzące od producentów trzecich. To ogranicza nasze możliwości. Co gorsze, jeśli przesiądziemy się na konkurencję, to w zasadzie stracimy swoje archiwalne dane – da się ja wyciągnąć, ale nie jest to ani wygodne, ani praktyczne.

Health jest wyjątkowy dlatego, że jest częścią ekosystemu Apple. Jeśli jakieś akcesorium lub aplikacja go wspiera, to może poprosić o dostęp do danych. W przypadku naszej zgody, aplikacja będzie nowe dane dostarczała lub odczytywała. Zaletą takiego rozwiązania jest fakt, że nie musimy polegać na API firm trzecich – jeśli coś wspiera Health, to nie musi być kompatybilne z niczym innym.

Oto kilka prostych przykładów:

  • Dzisiaj używam wagi Withings, która zapisuje od Health codziennie moją wagę. Jutro mogę ją wyrzucić i wstawić na jej miejsce inną, a dane pozostaną.
  • Mogę zainstalować za rok aplikację, która prześledzi moje dane w Health i na tej podstawie wyciągnie jakieś wnioski. Nie muszę jej przez ten rok używać – od razu mogę jej po prostu dać dostęp do danych, które zbieram od dłuższego czasu.
  • Jeśli dzisiaj używam Myfitnesspal do spisywania spożywanych kalorii, to jutro mogę wymienić go na coś lepszego, a nowy app odczyta stare dane, jeśli będzie miał taką potrzebę.
  • Dzisiaj mogę używać Jawbone UP do pomiaru snu, ale jutro mogę chcieć przesiąść się na Misfit Shine – ten nowy tracker będzie miał dostęp do archiwum mojego snu.

Fitbit jako jeden z niewielu producentów jeszcze nie wspiera Health. Jak już wspominałem wcześniej, liczę, że to się zmieni.

Sen

Zarówno Charge HR, jak i Surge, mierzą sen i potrafią to robić automatycznie (ale nie dopisują danych do Health!). Koniec z czasami, gdy trzeba było tę funkcję ręcznie aktywować. Oba wyposażono też w budzik, który stara się nas obudzić wibracjami – potwierdzam od razu, że działa to skutecznie. Brakuje mi tylko algorytmów inteligentnego budzenia, z jakich korzysta Jawbone UP3, ale ten z kolei nie ma ciągłego pomiaru tętna. Ech, te kompromisy… Z zaskoczeniem zaobserwowałem, że mając Fitbita na ręku, bardziej się wysypiałem niż bez niego. Trudno mi nawet określić, z czego to wynikało, ale być może akurat w powietrzu kursowały dobre prądy. Bardzo chciałbym jednak móc ustawić sobie to okienko, na przykład między 5:30 a 6:00 rano, żeby Fitbit obudził mnie w optymalnym momencie. Do dzisiaj świetnie to wspominam.

Fitbit WWW 02

Konkurencja oraz wady i zalety

Rynek trackerów fitnessowych jest dzisiaj naprawdę zaskakująco obszerny – każdy chce kawałek tego tortu. Muszę przyznać, że gdyby nie powyższa wada z brakiem wsparcia dla Health, która dla mnie jest bardzo istotna (ale dla Ciebie czytelniku może niekoniecznie) to określiłbym model Charge HR najlepszym fitnessowym trackerem na rynku. Brakuje mu też fajniejszego paska z tańszego Charge’a.

Model Surge z kolei to taka hybryda trackera i smartzegarka. Nie zrobił na mnie specjalnie dużego wrażenia, ale to obecnie jeden z niewielu gadżetów wspierających pomiar tętna na nadgarstku i posiadający GPS. Szkoda tylko, że tego ostatniego nie dodali do Charge’a HR – jest znacznie zgrabniejszy, podczas gdy Surge jest wyraźnie większy niż Apple Watch. Nie jest też urządzeniem, które założyłbym do garnituru. A Jawbone’a już tak…

Zatem podsumowując rynek moim subiektywnym okiem:

  • Najlepszy tracker bez GPS i bez wsparcia dla Health, ale z pomiarem tętna na nadgarstku: Charge HR.
  • Najlepszy tracker kroków i snu, bez pomiaru tętna i GPS, ze wsparciem Health: Jawbone UP2 (jest też przy okazji najładniejszy).
  • Najlepszy tracker z niezależnym wsparciem dla pulsometru na klatkę piersiową: Garmin vivofit 2.
  • Najlepsza hybryda trackera ze smartwatchem, GPS-em i bez wsparcia dla Health: Surge.

Jak widzicie, nie ma w tej chwili idealnego rozwiązania – każdy wybór będzie kompromisem. Jeśli jednak przełkniecie sportowy design Fitbitów oraz brak wsparcia dla Health, to nie powinniście się na nich zawieść – to solidne produkty.

Dystrybucją produktów Fitbit w Polsce zajmuje się firma Alstor, a znajdziecie je na półkach dobrze znanych Wam polskich resellerów, takich jak iMad, iSpot czy Cortland, oraz wielu innych – pełną ich listę znajdziecie tutaj.


Ocena Fitbit Charge HR

Design: 4/6
Jakość wykonania: 5/6
Oprogramowanie: 4/6
Wydajność: 6/6

Ocena końcowa 4.5/6


Ocena Fitbit Surge

Design: 3/6
Jakość wykonania: 4/6
Oprogramowanie: 4/6
Wydajność: 5/6

Ocena końcowa 4/6


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 10/2015


Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki i zwinne samochody. Niedawno rozpocząłem prowadzenie kursów Lightrooma i fotografii na Pikselowe.pl – zapraszam.


Dodaj komentarz

Michal Koralewski napisał(a):

Ciekawa recenzja. Bardzo szczegółowa i dokładna. Ja mam od roku tę najtańszą opaskę Charge (bez HR). Sprawuje się znakomicie, a kilka aktualizacji, które pojawiły się w ciągu tego roku znacząco poprawiły i rozszerzyły funkcjonalność opaski. Mam jednak uwagę związaną z zastosowanym materiałem oraz jakością wykonania. Po czterech miesiącach delikatnego obchodzenia się z opaską na wyświetlaczu pojawiły się rysy. Najpierw drobne, pojedyncze, a potem już cały ekran zmienił się w plątaninę mniejszych i większych zarysowań. W korzystaniu z opaski to nie przeszkadzało, jednak znacząco wpłynęło to na estetykę opaski. Po pół roku opaska zaczęła pękać – szczególnie przy łączeniu gumy z plastikiem wyświetlacza oraz na spodzie, tam gdzie miękka część opaski przechodzi w sztywny plastik. Doraźnie można sobie z tym poradzić za pomocą superglue, ale chyba nie tak powinien sprawować się sprzęt za kilkaset złotych… W końcu zdecydowałem się napisać do supportu Fitbita i tu niespodzianka… bez zbędnych pytań od razu zaproponowano mi wymianę opaski na nową sztukę. Przyjechała do mnie kurierem w ciągu trzech dni. Takie rozwiązanie problemu bardzo mi się spodobało i zaimponowało. Poczułem, że traktują swoich klientów bardzo serio. Tak więc teraz jestem użytkownikiem kolejnego Fitbita Charge i mam nadzieję, że tym razem opaska przetrwa dłużej niż poprzednia. Pozdrawiam.

Pawciu napisał(a):

Jak dla mnie, największy problem tych opasek to padające baterie.
Mam już drugą i ostatnią (wersje bez HR), więcej tego nie kupuję. Działa kilka miesięcy dobrze, około 4-5 dni na jednym ładowaniu, później rozładowuje się w szalonym tempie, nie wytrzymuje dwóch dni.

Moridin napisał(a):

A co na to Fitbit? Powinni Ci wymienić przecież.

Pawciu napisał(a):

Obie odkupiłem i nie chyba nie mam oryginalnych dowodów zakupu. Obie były nowe, ta druga pochodziła z wymiany. Fitbit przesłał nową po reklamacji i właściciel postanowił ją sprzedać.
Spróbuję do nich napisać może chociaż jedną reklamację mi uznają.
Jeszcze wcześniej kupiłem Fitbit flex i też mi padła :/
3 różne opaski i wszystkie 3 padły. Leżą gdzieś w szufladzie, zastąpił je AW.

Michal Koralewski napisał(a):

Ja też nie miałem dowodów zakupu. Nawet o to nie pytali. Napisałem na e-maila supportu, opisałem problem i od razu zakwalifikowali opaskę do wymiany.

Pawciu napisał(a):

Dzięki za info, dzisiaj do nich napiszę! :)

Michal Koralewski napisał(a):

To musiałeś mieć wyjątkowego pecha. Mój pierwszy Charge bez problemu wytrzymywał 10 dni na jednym ładowaniu. Miałem go dokładnie rok. Teraz mam drugą opaskę, też wytrzymuje 10 dni.

Pawciu napisał(a):

FitBit może nie wspiera aplikacji zdrowie, ale przynajmniej ma dopracowany i czytelny interfejs.
Apka Zdrowie pobija wszystkie rekordy w zakresie braku intuicyjności i czytelności.
Nie pokazuje dziennych spalonych kalorii. Trzeba sobie na kalkulatorze zsumować kalorie w spoczynku i aktywności, żeby sprawdzić swój dzienny bilans kaloryczny.
Na pulpicie w widoku dziennym nie mogę przełączać się między dniami, żeby przejrzeć jaką aktywność miałem np. wczoraj lub przedwczoraj.
Liczenie kalorii w spoczynku jest jakieś skopane, odbywa się tylko poprzez Apple Watch, iPhone nie policzy nam spalonych kalorii w trakcie spoczynku mimo wprowadzonych danych takich jak wzrost, wiek, płeć, waga.
Wczoraj o 22 pokazywał 2669 spalonych kalorii, dzisiaj rano pokazuje tyle samo, jakby ktoś odciął mi funkcje życiowe. Fitbit nawet jak się rozładuje, to pokazuje przybliżone dane z całej doby.
Spalone kalorie fitbit pokazuje na pulpicie, kliknięcie w nie przenosi nas w tygodniowy wykres i listę poszczególnych dni pod wykresem. Kliknięcie w dzień pokazuje wykres dzienny spalonych kalorii, a dalsze klikanie w słupki na wykresie pokazuje stopień aktywności i spalone kalorie w przedziałach 15 minutowych. Proste i intuicyjne przechodzenie w bardziej szczegółowy widok.
W aplikacji zdrowie mogę wejść w spalone kalorie (ale albo spoczynkowe, albo w ruchu, nie całościowo) i klikając w wykres otwierają się ustawienia, dopiero będąć w ustawieniach muszę kliknąć w przycisk „Pokaż wszystkie dane” co pokazuje listę spalonych kalorii w poprzednich dniach, ale kliknięcie w któryś dzień otwiera przepotężną listę kilku-do kilkunastu tysięcy wpisów o spalonej kalorii w każdej minucie (i sekundzie jeżeli uprawialiśmy aktywność). Nie wiem jak długo te dane są przechowywane, ale ta baza musi z czasem strasznie puchnąć jak po miesiącu robi się pół około. miliona rekordów a to tylko dotyczy tylko spalonych kalorii.

Ftbit ma bardzo dopracowaną aplikację, bardzo czytelną, w przeciwieństwie do interfejsu aplikacji Zdrowie od Apple, która powinna mieć całkowicie zmienione UI i przepisana pod kątem interfejsu od nowa.

Moridin napisał(a):

Szacowanie spalonych kalorii bez pomiaru tętna to jak wiara w spalanie paliwa podane przez producenta samochodu. ;-)

Pawciu napisał(a):

Nie do końca. To tak jakby przyjąć, że mój samochód pali średnio 7,5l/100km to mogę założyć, że po przejechaniu kolejnych kolejnych 200km spaliłem 15litrów. Oczywiście to nie są dane w 100% prawdziwe, bo mogłem jechać spokojniej i oszczędniej, lub trochę wyprzedzać i jechać dynamiczniej, ale jest to dość przybliżona wartość.

Podobnie można obliczyć podstawową przemianę materii https://pl.wikipedia.org/wiki/Podstawowa_przemiana_materii i wcale nie będzie ona bardzo odbiegała od tego ile faktycznie spalamy w czasie spoczynku. Później mnoży wynik się to przez współczynnik aktywności, (np. 1,3) co dokładniej mogą mierzyć opaski lub smartwatche.

Z ciekawostek Twoja waga która mierzy procentową zawartość tłuszczu i wody też opiera się tylko na jakimś algorytmie do którego podstawia dane. Tu dopiero są duże odchyłki od rzeczywistości. Porównaj wyniki z kilku różnych wag (różnych producentów) w tym profesjonalnych urządzeń którzy używają dietetycy.
Wszystko opiera się o mniej lub bardziej dokładnym oszacowaniu.

Nie chodzi o to, żeby co do 1kcal zmierzyć nasze spalanie dobowe. Wystarczy mi informacja, że spaliłem 2700 kcal a spożyłem 1900kcal (z rozbiciem na B/W/T) czy to będzie +/- 50kcal to mi nie robi różnicy.

Moridin napisał(a):

To zacznij stosować apps, które korzystają z HealthKit i przetwarzają jego dane.

Pawciu napisał(a):

Od niedawna zacząłem. :-)

Szukam jeszcze jakiegoś trackera na siłownię o podobnych możliwościach do tego urządzenia

Cezex napisał(a):

> Najlepszy tracker kroków i snu, bez pomiaru tętna i GPS, ze wsparciem Health: Jawbone UP2 (jest też przy okazji najładniejszy).

Garmin Vivosmart

> Najlepszy tracker z niezależnym wsparciem dla pulsometru na klatkę piersiową: Garmin vivofit 2.

Garmin Vivosmart / Vivosmart HR (mierzy tętno na nadgarstku) – i wspiera Health

> Najlepsza hybryda trackera ze smartwatchem, GPS-em i bez wsparcia dla Health: Surge.

Bez dwóch zdań Garmin Forerunner 235 – i wspiera Health

Dbamy o Twoją prywatność

Od dnia 25 maja 2018 r. dostosowujemy naszą działalność do nowego Rozporządzenia Unii Europejskiej o Ochronie Danych Osobowych (RODO).

Zaktualizowaliśmy naszą Politykę Prywatności, aby udzielić Ci bardziej szczegółowych informacji, w jaki sposób iMagazine.pl chroni twoją prywatność, oraz w jaki sposób możesz korzystać ze swoich praw odnośnie danych osobowych.

Kliknij w poniższy link, aby zapoznać się z zaktualizowaną Polityką Prywatności.

Dziękujemy, że jesteś z nami,
redakcja iMagazine

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ OK