iMagazine

Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy [bez spoilerów]

18/12/2015, 08:00 · · · 5

Stało się. Nadszedł dzień, w którym oficjalnie do kin wszedł siódmy epizod sagi „Gwiezdnych wojen”. Czekaliśmy na niego łącznie 10 lat, bo tyle minęło od ostatniego odcinka w reżyserii George’a Lucasa. Tym razem na krześle reżyserskim zasiadł J.J. Abrams. Czy udało mu się przebudzić Moc?

Miałem przeczucie. Jedna myśl, która przechodziła od czoła, przez czaszkę, aż po kręgosłup i po nim aż do dolnych partii ciała. Myśl ta brzmiała, że nowa część „Gwiezdnych wojen” będzie świetna. Lubię jak moje przeczucia się sprawdzają. Jest bardzo dobrze, a momentami nawet lepiej. Odkąd pojawił się pierwszy zwiastun filmu, wiele miesięcy temu, wyczekiwałem tego dnia, jak małe dziecko czeka na pierwszą gwiazdkę by w końcu otrzymać upragnione prezenty. Dźwiękiem rozrywanego papieru był dobrze znany motyw muzyczny i żółty napis pojawiający się na tle nieba świecącymi jasnymi gwiazdami. Przez następne dwie godziny i piętnaście minut bardzo powoli rozpakowywałem ten prezent i na samym końcu miałem ogromny uśmiech na twarzy. Było warto czekać.

Nie zdradzę tu nic z fabuły. Nie chcę nikomu popsuć seansu, bo dzieją się tu rzeczy, które trzeba koniecznie odkryć samemu. Ja już po drugim zwiastunie filmu odciąłem się od wszystkiego co było z nim związane. Nie obejrzałem żadnego spotu telewizyjnego, nie przeczytałem żadnego tekstu, żadnej późniejszej recenzji. Nie chciałem wiedzieć nic więcej, niż to co już wiedziałem – co jak się okazało podczas seansu było w rzeczywistości ogromną niewiedzą.

GW-Przebudzenie-Mocy_7-hero

 

Wyszedłem z filmu jakieś czterdzieści minut temu i cały czas jestem nabuzowany i podekscytowany tym, co zobaczyłem. „Gwiezdne wojny” to dla mnie światowy fenomen i jedna z tych rzeczy, która ukształtowała mnie i mój stosunek do kina oraz popkultury. Bałem się strasznie, że coś pójdzie z tym filmem nie tak, jakbym tego oczekiwał. Kilka lat temu, kiedy Disney wykupił od George’a Lucasa prawa do sagi, każdy fan bał się, że będzie musiał oglądać Myszkę Mickey z mieczem świetlnym. Oczywiście było to bardzo mocno przesadzone. Byłem i jestem świadom, że Disney robi nie tylko znakomite animacje, ale i filmy aktorskie. Jednak obawa, że powstanie film głównie dla młodszych widzów gdzieś cały czas we mnie siedziała. Dodatkowo jako reżysera filmu wybrano J.J. Abramsa, który kilka lat wcześniej wskrzesił serię „Star Trek”. Czuł on jednak ciężar odpowiedzialności i wiedział, że nie może tego zepsuć.

Nie zepsuł. Niemal wszystko było tu takie, jakie być powinno. „Przebudzenie Mocy” jest jednym wielkim hołdem złożonym pierwszej, oryginalnej trylogii gwiezdnej sagi. Jest również jej kontynuacją i w piękny sposób się z nią łączy. Mamy tu wszystko to, co pokochaliśmy w starszych filmach i kilka nowych rzeczy, które pokochamy w tym oraz nadchodzących. To film, który będzie kolejnym punktem miłości do „Gwiezdnych wojen” dla nowych pokoleń.

Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, że twórcy postawili na zrobienie filmu w starym stylu, czyli bez napakowania go ogromem bezsensownych efektów komputerowych. Tu nie ma takiego przepychu i wielkiej bańki komputera, jak to miało miejsce w epizodach I-III. To taka stara szkoła, która stawia na efekty wizualne w postaci kostiumów, scenografii, charakteryzacji. Efekty komputerowe są tu tylko dodatkiem i mają pomagać w stworzeniu cudownego świata. Udało się.

Główne postacie to całkowicie nowi bohaterowie, choć oczywiście nie zabrakło kilku starych i dobrych znajomych. Poza jednym bohaterem, który potwornie mnie rozczarował, wszyscy zostali napisani przyzwoicie i naprawdę dobrze zagrani. Daisy Ridley jako Rey oraz John Boyega jako Finn wypadli świetnie i byli dla mnie naprawdę wielkim zaskoczeniem. Trochę w nich nie wierzyłem, ale teraz jestem fanem tych bohaterów. Jednak najbardziej ze wszystkich podobał mi się Oscar Isaac, który zagrał najlepszego pilota Rebelii – Poe Damerona. Ostatecznie było go dla mnie trochę za mało na ekranie, ale podobała mi się ta jego zadziorność. Byli dobrzy, byli źli. Jeśli chodzi o bohaterów to mamy tu przegląd wszystkich. Mamy Moc, mamy Szturmowców, admirałów, kapitanów, pilotów itd, itp. Wszyscy będą pod tym względem zadowoleni.

W filmie wszystko dzieje się jakieś 30 lat po tym, co mogliśmy zobaczyć w „Powrocie Jedi”. Są nawiązania, ale nie ma ich tak dużo, by np nie mogli tego filmu obejrzeć ludzie, którzy nie oglądali poprzednich epizodów. Jednocześnie jest tu wiele smaczków, które wyłapie każdy fan i przez to odbiór będzie znacznie przyjemniejszy. Fabuła oczywiście jest dość prosta i nie należy się spodziewać nie wiadomo czego. Pozbyto się tu, np. ogromnej ilości polityki, jaka była obecna w pierwszych trzech epizodach (I-III). Jednak mam wrażenie, że w przyszłych filmach jeszcze nam tu twórcy namieszają, ale w ten jak najbardziej pozytywny sposób.

GW-Przebudzenie-Mocy_17-hero

 

Ciężko pisać o tym filmie bez zdradzania czegokolwiek. Dlatego lepiej będzie kończyć. Według mnie „Przebudzenie Mocy” jest naprawdę świetną produkcją, która bardzo wyróżnia się na tle wszystkich obecnych „wielkich hitów” i to nie tylko faktem, że są to „Gwiezdne wojny”. Film jest wyważony, zarówno w formie jaki i w swojej treści. Ogląda się go po prostu bardzo przyjemnie, mamy tu bitwy, mamy walki, ale mamy też swoiste dramaty, momenty wzruszenia i, co najważniejsze, czujemy więź z bohaterami. To niesamowite, że praktycznie każda postać, która pojawia się na ekranie potrafi nas zainteresować.

Za jakieś osiemnaście godzin zobaczę ten film jeszcze raz. Za trzy dni, kolejny. Później zapewne zobaczę go jeszcze wiele razy. Dlaczego? Bo jest magiczny. Nie jest według mnie arcydziełem, najlepszą częścią sagi, ani najlepszych filmem jaki widziałem w ostatnich miesiącach. Ale magii mu odmówić nie potrafię. Każdemu, kto jeszcze go nie widział zazdroszczę, że ma swój pierwszy raz przed sobą.

Jesteście ciekawi jak film odebrała reszta naszej redakcji? Wojtek już spisał swoje pierwsze wrażenia. Ciekaw jestem zdania innych.


Jan Urbanowicz

Do niedawna każda wolna chwila w kinie, teraz głównie na świeżym powietrzu, siłowni i gdzie tylko się da aktywnie spędzać czas i pokonywać zły cukier. Diabetyk z dobrze wyrównaną chorobą. #aktywniezcukrzycą


Dodaj komentarz

Pawciu napisał(a):

WOW, ponad 10 megabajtowa fotka w nagłówku, pobijacie rekordy zużywania transferu czytelników.

Moridin napisał(a):

Poprawiłem. A może zamiast dowalić Jaśkowi i redakcji, który po prostu się pomylił, łatwiej napisać:

„Słuchajcie, macie 10 MB fotę w nagłówku! To ewidentnie czyjaś pomyłka. Podmienicie?”

Ale faktycznie łatwiej być sarkastycznym.

Pawciu napisał(a):

Jaśkowi osobiście nie dowaliłem, odniosłem się bardziej do redaktorów iMaga, którzy nie pierwszy raz przepuszczają takie kolosy.

Co jakiś czas trafiam na duże fotki we wpisach, które nie są w ogóle optymalizowana i nie dotyczy to tylko Jaśka, on po prostu dzisiaj ustanowił nowy rekord. 3 miesiące temu w artykule Krzysztofa zwróciłem uwagę, że 5,5MB obrazek w nagłówku to przesada, teraz poleciał prawie dwukrotnie cięższy.

OK. Zawsze można czytać Was w domu gdzie mamy stałe łącze, albo zwiększyć sobie pakiet danych z 3GB na 10GB, ale to chyba nie jest rozwiązanie?

Wytknięcie błędu w taki sposób, może trochę oburzać, ale działa i jest reakcja. Takie zawołanie „Słuchajcie może poprawicie…” spotkałoby pewnie się z taką samą reakcją jak prośba jednego z czytelników o poprawienie wpisu w którym opisane jest, że to dzięki nowemu czytnikowi iPhone umożliwia import zdjęć z karty SD.
Do dzisiaj nie zostało to poprawione…
https://imagazine.pl/2015/12/10/czytnik-kart-sd-ze-zlaczem-lightning-pierwsze-wrazenia/

PS. Brawo za 42 krotne zmniejszenie wagi tego JPGa!

Moridin napisał(a):

Wystarczy zwrócić uwagę. Podnoszenie ciśnienia zbędne.

Pawciu napisał(a):

Dobrze, zapamiętam :)