Mastodon
Zdjęcie okładkowe wpisu Mój 2015 – najgorszy w życiu

Mój 2015 – najgorszy w życiu

37
Dodane: 9 lat temu

To był najgorszy rok w moim życiu. To właśnie w nim dowiedziałem się, że depresja, a smutek to dwie diametralnie różne rzeczy. Ale miał też kilka pozytywnych akcentów, które mogą, ale nie muszą, być szukane przeze mnie na siłę.

Kiedyś opisałem sytuację, którą miałem z prysznicem w domu i ona do dzisiaj nie daje mi spokoju.

Ostatnia teza jest najmniej przyjemna. Zakłada bowiem, że żyję w swoim świecie, a wydarzenia wokół mnie nie są prawdziwe. To znaczy są, ale tylko dla mnie, ponieważ są wytworem mojej wyobraźni. “Piękny umysł.” Idąc tym tokiem myślenia doszedłem do wniosku, że gdyby tak było rzeczywiście, to nie ma absolutnie żadnego sposobu, aby ktokolwiek udowodnił mi, że cokolwiek jest prawdą. Czy te słowa piszę w domu na swojej klawiaturze, czy w zakładzie, wyobrażając sobie, że jestem w domu? Czy komentarze, które się pod nim pojawią nie są również wytworem mojej wyobraźni? Czy ja naprawdę tweetuję z iPhone’a? Czy dzisiaj rano driftowałem w śniegu po zakrętach bocznych uliczek? Czy ta piaskarka, które wymusiła pierwszeństwo na skrzyżowaniu była tam naprawdę? Czy przekleństwa, które krzyknąłem pod adresem jej kierowcy były wypowiedziane z wnętrza mojego samochodu? A może po prostu siedziałem na krześle w szpitalu, w pustym pokoju, i krzyczałem do białych ścian? Może lekarz odnotował wydarzenie, patrząc na mnie przez małe szklane okienko w drzwiach? Albo lustro weneckie?

Może ja naprawdę siedzę w kaftaniku na krześle, ślinię się niekontrolowanie i tępo patrzę w białe ściany wyłożone czymś miękkim? Ale załóżmy przez moment, że jestem świadomy, że te słowa powstają na iPadzie Pro ze Smart Keyboard, a że obok mnie stoi szklaneczka whiskey. Dobrego whiskey. W końcu mamy koniec roku.

I kwartał

Myślałem, że 2013 i 2014 były złe, kiedy dowiedziałem się o tym, że moi rodzice mają raka. No więc przy wydarzeniach z pierwszych miesięcy 2015 roku były wręcz wakacjami. Zmarli w odstępie 19 dni – najpierw mama, potem tata. To wtedy poznałem co to depresja. Psychiczna i fizyczna. Powodująca wymioty i wiele innych nieprzyjemnych skutków ubocznych. Zmagam się z nią do dzisiaj i chociaż ostatnio jest trochę lepiej, to nadal mam dni, kiedy nie mam najmniejszej ochoty na nic.

Na początku roku miałem też jedną technologiczną zmianę w swoim życiu – ze względu na drastyczną zmianę z powodów powyższych, wymieniłem białego iPhone’a 6 na 6 Plus a w kolorze Space Grey. Potrzebowałem większego zapasu prądowego i nowy model w tym względzie spisał się idealnie. Niestety gorszą decyzją był wybór koloru – o ile tył urządzenia był śliczny pod względem kolorystycznym, o tyle nie byłem w stanie przeżyć widoku brudu na czarnej szybie przedniej. To dla mnie nauczka na przyszłość – każdy kolor iPhone’a jest dobry, byle miał biały przód.

II kwartał

Drugiej części pierwszej połowy roku nie pamiętam za dobrze. Zanim zacząłem pisać te słowa próbowałem sobie przypomnieć co wyjątkowego się w niej wydarzyło i… poległem. Pustka. Musiałem sięgnąć do Photos i przejrzeć fotografie z tego okresu. Wiem jedynie, że uczestniczyłem w Świętach Wielkanocnych, ale nic z nich nie potrafię sobie przywołać…

Wpływ na moje życie niewątpliwie miał Apple Watch, którego nie zdjąłem ani razu od momentu nabycia drogą kupna. Korzystam głównie z dwóch jego funkcji – fitnessowych i komunikacyjnych. Te pierwsze wyraźnie poprawiły się dzięki kolejnym uaktualnieniom watchOS, a drugie spisują się idealnie w rodzinie – mamy własny system “tapnięć”, dzięki któremu możemy sobie w prosty i szybki sposób przekazać pewne informacje. O ile momentami bardzo tęsknię do ukochanych zegarków mechanicznych, o tyle nadal im się opieram. Gdyby Apple lub konkurencja wypuściła na rynek opaskę, która monitorowałaby to co Apple Watch, integrowała się z Health i przy okazji umożliwiała komunikację w tak sprawny sposób jak to wygląda obecnie, którą mógłbym nosić na prawej ręce i która nie przeszkadzałaby mi w pisaniu na klawiaturze, to prawdopodobnie zrezygnowałbym z Watcha – funkcje powiadomień na nadgarstku okazały się bardziej frustracją niż uproszczeniem życia, a przeżyję bez tej garstki aplikacji z których korzystam na co dzień. Chociaż muszę przyznać, że niesamowicie cool jest odprawianie się na lotnisku za jego pomocą… W międzyczasie wymieniłem swojego steel na model również stalowy, ale w kolorze space black. Do dzisiaj nie ma żadnych rys i z czarnym paskiem zawsze kojarzy mi się z czymś co nosiłby Darth Vader.

02_XTAA0387-2

W tym kwartale również zdecydowałem się na zmiany w swoim fotograficznym sprzęcie i w rodzinie powitaliśmy Fuji X100T. To trzecia generacja tego aparatu i muszę pochwalić tą ostatnią iterację – jest w końcu prawie wszystkim co potrzebuję. Najbardziej jednak cenię sobie jego rozmiar i niską wagę – podróżowanie z takim maleństwem, które potrafi robić tak dobre zdjęcia, jest nadzwyczajnie wygodne. Koniec z tachaniem dziesięciu kilogramów na plecach. Koniec z plecakami i cholera wie czym. Nie zmienia to jednak faktu, że w przyszłości planuję zastąpić mój ex-Nikonowy setup czymś lżejszym – skłaniam się ku Sony lub Fuji. Tego ostatniego prawdopodobnie już bym dawno kupił, ale czekam już drugi rok aż Fuji Polska przyśle obiecany zestaw do redakcji do testów i recenzji. Trochę wstyd…

Oprócz dalszych częstych podróży po kraju, udało się rodzinnie spędzić kilka dni w Krakowie, przy okazji zaliczając wyjątkowy koncert. Byliśmy na Robbie Williamsie i muszę przyznać, że ten facet jest wyjątkowym artystą, a na żywo sprawia jeszcze lepsze wrażenie niż na nagraniach studyjnych – to jeden z moich wykładników jeśli chodzi o muzykę. Wisienką na torcie było odkrywanie Wrocławia na nowo, służąc jako przewodnik mojej szwagierce.

To co pozwoliło mi się najbardziej oderwać od rzeczywistości w tym kwartale, to był wyjazd do Maroka. Zwiedzaliśmy kraj za pomocą wszelkich środków komunikacji – pociągów, samochodów, busów i taxi. Podróżowaliśmy zdecydowanie nie-terenowym autem przez takie wąwozy i po takich górskich ścieżkach, że dziewczyny chciały z niego wysiadać, nie bacząc na to, że od cywilizacji dzielił ich “mały Atlas”. Przy okazji też znaleźliśmy się w miejscowościach, w których nie było turystów od ’67, a lokalesi patrzyli na nas jak na przybyszów z kosmosu. Na koniec kosztowaliśmy (no dobra, tylko ja) mięsa z wielbłąda podanego w formie burgera, które było zaskakująco pyszne.

A jeśli chodzi o wyjątkowe debiuty około-technologiczne, to muszę zdecydowanie pochwalić Apple Music – korzystamy z niego w planie rodzinym od samego początku i jesteśmy zachwyceni. Działa nam wszystko sprawnie i poprawnie, i (odpukując w niemalowane) nie mieliśmy jeszcze żadnych problemów. Bardzo współczuję osobom, które borykają się z bugami, ale jednocześnie u mnie tradycyjnie (znowu odpukuję) wszystko spisywało się na medal (a jeśli coś nie działało, to już o tym nie pamiętam).

Ahhhh… prawie zapomniałbym. Ze względu na ogólnie złe samopoczucie zaopatrzyłem się w wyjątkowe słuchawki, które chodziły za mną od dawna. Niebiesko-szare B&O H6 nie tylko idealnie leżą na mojej głowie i bezboleśnie obejmują moje uszy, to przy okazji świetnie (i neutralnie!) grają. Jeden z moich lepszych zakupów, który przy okazji pozwala mi się odłączyć od świata i zgubić w ulubionych melodiach.

A photo posted by Wojtek Pietrusiewicz (@moridin) on 

III kwartał

Pierwsza część drugiej połowy roku to była przede wszystkim dalsza ucieczka myślami w inne rejony świata. Udało mi się trzykrotnie wybyć poza granice naszego kraju, w poszukiwaniu czegoś ważniejszego – spokoju i równowagi ducha.

A photo posted by Wojtek Pietrusiewicz (@moridin) on 

Pierwszym przystankiem był absolutnie niesamowity koncert wyjątkowego włoskiego kompozytora. Bilety były prezentem od mojej drugiej połowy – chyba najbardziej niesamowitym jakiego mogłem w życiu od niej dostać i którego prawdopodobnie nic innego już nie przebije. Na bilety na koncert Ludovico Einaudiego polowałem przez pół 2014 roku, ale bezskutecznie – były albo absurdalnie drogie, albo nie pasował nam termin. Do tego lokalizacja jego występów nie była specjalnie zachwycająca. Ludovico jest jednym z moich ulubionych współczesnych twórców, a jego melodie niepowtarzalnie inspirujące, więc możliwość uczestniczenia w jego pokazie powodowała, że nie mogłem się go doczekać. Koncert miał odbyć się w Termach Karakalli w Rzymie – moim ulubionym mieście – na świeżym powietrzu, podczas wieczoru podczas którego występował tak zwany superksiężyc. To był jego jedyny koncert w stolicy Włoch. Aż trudno uwierzyć, żeby to wszystko było przypadkiem… Koncert był znacznie lepszy niż się spodziewałem i wątpię, abym kiedykolwiek zapomniał uczuć mi towarzyszących tamtemu wieczorowi…

Drugim przystankiem był Paryż, podczas którego ruszały pre-ordery na nowe iPhone’y 6S i 6S Plus. Na szczęście udało się wszystko zarezerwować zgodnie z planem i to pomimo przeciwności losu w postaci kończących się danych na karcie SIM. Te zresztą skończyły się parę minut po udanej rezerwacji. Kolejny “przypadek”. A sam wyjazd był bardzo przyjemny i w końcu mogłem mojej drugiej połowie pokazać moje drugie ulubione miasto na świecie. Niestety miłe chwile nieznacznie splamiła prawie-bijatyka z kilkoma murzynami, którzy czyhali na turystów w rejonie Sacre Coeur – udało się nam wyjść z opresji cało.

Na trzecią kilkudniową “weekendową” wycieczkę – idealnie zaplanowaną na dzień, w którym premierę sklepową miały iPhone’y 6S i 6S Plus – udaliśmy się w kierunku północnym, do Bergen w Norwegii. Bilety kosztowały nas mniej niż wyjście na dobry film do kina, więc skorzystaliśmy z nich bez mrugnięcia okiem… i warto było. To miasta to oaza spokoju – zaskoczył mnie fakt jak bardzo odpocząłem tam psychicznie. Gdyby nie to wieczne zimno i deszcz, to mógłbym tam mieszkać…

Przy okazji chciałbym oficjalnie podziękować Dominikowi za to, że przywiózł mi białego iPhone’a 6S Plus! Do dzisiaj trochę żałuję, że nie miałem go ze sobą w Norwegii, bo ma on dwie niesamowite funkcje, które bardzo sobie cenię: Live Photos oraz 3D Touch. Oczywiście w tym wypadku chodzi mi o tą pierwszą, dzięki której już mam kontekst do kilku ujęć – dla tych kilku sekund zarejestrowanych przed i po ujęciem, natywnie obsługiwanych przez iOS i OS X, warto zrobić upgrade do 6S-a lub 6S Plusa. Sam nowy iPhone poza tym teoretycznie niewiele wnosi, ale dla mnie osobiście tylko te dwie rzeczy mają ogromną wartość. Na tyle dużą, że już mi brakuje Live Photos w innych aparatach, z których korzystam…

IV kwartał

Końcówka roku odbywa się już bardziej statycznie. Zacząłem powoli dochodzić do siebie, ale jeśli wierzyć innym, to droga do mety jeszcze długa i najeżona pułapkami.

Dwa mocne punkty w tym kwartale to dla mnie premiery dwóch moich ulubionych serii – przygód Bonda, Jamesa Bonda, oraz Gwiezdnych Wojen. Na ten ostatni temat pisałem zresztą kilkukrotnie. Tutaj znajdziecie wpis na temat mojej pierwszej reakcji na pierwsze klatki filmu, a tutaj jak (moim zdaniem) powinno się oglądać całą serię. Na deser zostawiłem moje wrażenia zaraz po wyjściu z kina

Na sam koniec jeszcze wrócę do nowości Apple z tego okresu 2015 roku. Otóż premierę miał iPad Pro, którego miałem nie kupić. Niestety, moje plany zostały pokrzyżowane przez niego samego – wziąłem go do rąk i zakochałem się w tym ogromnym oknie na internet. Może i jest mniej poręczny… ale nie ma to większego znaczenia, bo mam teraz wrażenie jakbym widział świat cyfrowy bez ograniczeń małego ekranu.


Mam nadzieję, że wybaczycie mi to długie podsumowanie moich perypetii z 2015 roku, ale rzekomo pisanie o tym wszystkim pomaga. Chciałbym jeszcze podziękować rodzinie, znajomym i redakcji za wyrozumiałość – podejrzewam, że trudno się ze mną żyje ostatnio.

Życzę Wam wszystkim wszystkiego najlepszego z okazji Nowego Roku oraz dużej dozy zdrowia na nadchodzące lata.


Prawie zapomniałbym… Michał Zieliński poprosił mnie, abym wspomniał, że poznał Casey Neistata w tzw. RL-u. Błagam, niech ktoś go przebije czymś, żeby już przestał.


P.S.

Widzę, że Ci co mnie częściej czytają/śledzą przez ostatnie miesiące wyłapały sens całości, a reszta nie do końca – mea culpa, powinienem był to jaśniej nakreślić. Tak po prawdzie, to podsumowując swój 2015 chciałem nawiązać do iSprzętów z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że spodziewałem się komentarzy że “nie na temat”, gdyby ich nie było – zdarzało się to już wystarczająco często. Drugi to natomiast chęć dostarczenia osobom who don’t give a shit treści do poczytania wśród smutniejszych dla mnie informacji. Mogłem równie dobrze o nich nie pisać, bo nie powodują one u mnie poprawy humoru, ale skorzystałem z okazji; jak widać niepotrzebnie. Podróże akurat pomagają co wynika to z kwestii zmiany środowiska, ale ich cena nie ma gra specjalnej roli. Tu przy okazji informacji dla osób, które uważają, że takie podróżowanie kosztuje fortunę – jak już kiedyś dawno wspominałem, często taniej jest wyjechać niż żyć w Polsce. Dzięki tym, którzy zrozumieli temat.


P.P.S.

Dla tych co chcą poczytać trochę więcej na ten temat, zapraszam tutaj:

Otwarty list do lekarzy i pielęgniarek
Zadzwoń do Swoich Rodziców…
Maski
Timba — pierwszy, który wywołał mój uśmiech po śmierci Taty
In My Thoughts Every Second of Every Day
My Mom Passed Away #fuckCancer
We Went to Rome, and I Found Something I Wasn’t Expecting

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.

Zapraszamy do dalszej dyskusji na Mastodonie lub Twitterze .

Komentarze: 37

Nie wiem, czy ten tekst miał być utrzymany w żartobliwym tonie, ale ja bym ze śmierci swoich rodziców nie żartował, więc zakładam, że nie jest. Po postawieniu tej hipotezy, przejdźmy do rzeczy. Przeczytaj sobie jeszcze raz ten tekst i jak skończysz, to podnieś głowę znad kartki papieru i zobacz, że faktycznie żyjesz w jakimś wyimaginowanym świecie. Twój najgorszy rok w życiu, jest spełnieniem marzeń i czymś nieosiągalnym do zrealizowania, dla większej części naszego społeczeństwa (ufając statystykom GUS). Oprócz pierwszego akapitu z I kwartału tego roku, przez cały czas opisujesz jak to sobie bujasz po świecie i zmieniasz sprzęty. Tutaj pre-order na iphonika, tutaj macbook a tu może aparacik, bo stary za ciężki. Odprawa z zegarka? Cool! Hambuks z wielbłąda też niczego sobie (“mniam, mniam!” cytując klasyka). Nie życzę Ci tego, ale strach pomyśleć, jak będziesz leczył swoją “depresję”, jak stracisz te swoje iCuda. Może jakaś Tesla model S na pocieszenie?

podobnie odbieram … wesoły felieton o umieraniu rodziców…

Lambo.

Nie pisałem że leczyłem depresję iSprzetami – to były planowane od dawna zakupy. Wyjazdy były ucieczką.

Lambo może mieć każdy. Teraz w USA Tesla jest na topie.
Co do Twojego tekstu. Nie śledzę Twojej twórczości, więc taki odbiór. Nie dziw się opiniom jak moja, kiedy piszesz “Najgorszy rok w życiu”, a później: smutno mi, kupuję, podróżuję, jest fantastycznie, zakochałem się w ipadzie, niesamowite funkcje, niesamowity koncert, tralalala, smutno mi. W takiej formie każdy spodziewa się jakiejś tragedii a tu pianie na cześć iPada i wycieczek. Trzeba było zrobić normalny tytuł typu podsumowanie roku i dodać osobistą notkę. Wówczas brzmiałoby to bardziej autentycznie.

Kompletnie inaczej odebrałem ten tekst. Wojtek nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić co czułeś przez ten rok. Mam nadzieje że odnajdziesz spokój ducha. Pozdrawiam serdecznie!

Odbieram zupełnie inaczej. Pierwszy akapit kładzie piętno na następnych, bo jeżeli wczytasz się uważnie w tekst to zauważysz, że “bujanie po świecie” było niejako pomocne w dotarciu do stanu, w którym Wojtek znajduje się dzisiaj (lepiej niż było). Każdy z zakupionych sprzętów w pewien sposób zmienił życie autora, jego nastawienie, lub poprawił komfort o czym po prostu chce poinformować, tym bardziej że jest to strona poświęcona pismu technologicznemu.

Hm… nie? Dla autora to faktycznie był najgorszy rok w życiu.

PS. Posiadanie rzeczy, które “są nieosiągalne dla x % społeczeństwa” nie musi czynić życia człowieka szczęśliwym, nie cofa czasu ani nie wskrzesza. Tyle z mojej strony.

Jakże rewelacyjna analiza … Kurczę człowiek w przedostatnim akapicie oddaje w tekście kawałek Siebie a mimo to i tak jego imperatyw motywacyjny pozostaje niezrozumiany. Brak mi słów

Tytuł brzmi: “Mój najgorszy 2015 rok”. O problemach wspomniano tutaj 2 razy. Reszta to opis podróży i zakupów. Może inny byłby odbiór tego felietonu, gdyby został inaczej zatytuowany. Chyba, że chodziło tutaj o kliki.

a propo cytatu sytuacji z prysznicem – Twoje pytania nie są totalnie z kosmosu, gdyż bardzo podobnie się dzieje w świecie mikro. Polecam sobie poczytać o superpozycji funkcji falowej (to tylko groźnie brzmi, ale wystarczy ominąć cały w tym przypadku niepotrzebny aparat matematyczny, ale jeśli jednak tl;dr to elektrony/atomy/cząsteczki mogą istnieć w dwóch stanach kwantowych jednocześnie dopóki tzw. obserwator faktycznie nie wykona aktu pomiarowego – wtedy mamy kolaps funkcji do jednego ze stanów), a double-slit experiment (np. https://www.youtube.com/watch?v=TT-_uCLwKhQ) to już totalny mind fuck :-), zatem warto sobie postawić pytanie – czy realność w ogóle istnieje?

Wojtek, serio nie musiałeś – było ok a niezrozumienie to nie Twój problem – pamiętaj :)

Wojtku, przyznać muszę, że dziwnie się to czytało. Bo z jednej strony mogę się tylko domyślać, jak wielkim ciosem i jak wielki ból odczuwasz po stracie najbliższych…

Jednak w BARDZO dziwny sposób połączyłeś to z resztą wpisu. Pierwsze co mi przyszło do głowy to: “Co Ty wiesz o depresji…”. Ale zaraz pomyślałem, że każdy inaczej to przechodzi, więc nie mi oceniać.

Kolejny wniosek: Depresję łatwiej (i szybciej) się przechodzi, jeśli ilość wydanych pieniędzy na jej “leczenie” nie stanowi żadnego problemu. Mówią, że “pieniądze szczęścia nie dają” i inne takie bzdury. Moje prawie 40-to letnie doświadczenie (i Twój wpis) mówią mi co innego: Mając pieniądze, przez życie idzie się jak na sankach i o wiele łatwiej niż bez nich.

Niemniej życzę Ci powodzenia w 2016. Oby był dla Ciebie lepszy i bardzie realny niż ten 2015 ;)

Aha – protip. Bilet do Maroka: 300 PLN. W dwie strony. Do Rzymu? 78. Wymiana iPhone? 800 chyba. To tak żeby ustalić kwoty o których piszemy. Umówmy się że nie są zawrotne jak na PL warunki.

+ Paryż, Norwegia, noclegi (w europejskich stolicach ok 50-80 euro z dobę, nie mówię o Norwegii, bo pewnie jeszcze drożej), iPad Pro, żarcie, hulanki, swawole. Nie spłycajmy tak tego.

Kurcze. Nie takiego podsumowania spodziewałem się ale szczerze współczuję Tobie. Nie będe poruszał spraw z iUrządzeniami, bo to jest rzecz materialna, którą mozna kupić / sprzedać / odzyskać.. Ale rodziców już nie.

jednak popatrz na to z innej jasnej strony: że gdzieś żyją i nie cierpią. w nadchodzącycm roku życzę powrotu do zdrowia psychicznego, abyś odzyskał siłę i chęc do życia, abys miał siłę mówić o problemach, i nie bój sie prosić o pomoc.

Widać, że dla niektórych komentujących empatia to jakieś miasto Azerbejdżanie…
Trzymaj się Wojtku ciepło i życzę Ci aby 2016 wniósł trochę więcej radości…

Przeczytałem właśnie komentarz o Azerbejdżanie… może to stół i nożyce a może nie… wszystko jedno…
Wojtku, chociaż mało udzielałem się i w komentarzach i na blogu, to po pierwsze dziękuję za możliwość uczestnictwa w kawałku Twojej jabłkowej i nie tylko ścieżki życia… i chcę też (zresztą nie po raz pierwszy) życzyć Tobie dobrego, tak po prostu… A na koniec coś co mnie bardzo pomaga: Bądź dobry dla Siebie….