Fitbit Blaze – pierwsze wrażenia

29/03/2016, 14:45 · · · 4

Wiosna nastała. Czas, tym bardziej po świętach, aby ruszyć się i zrzucić parę zbędnych kilogramów, które przybyły nam od siedzenia za stołem. Dobrym motywatorem będzie najnowszy zegarek od Fitbita – Blaze.

Fitbit Blaze został zaprezentowany podczas ostatnich targów CES w Las Vegas. Z miejsca wywołał spore zamieszanie i zainteresowanie, zarówno mediów jak i zwykłych użytkowników. Jak go tylko zobaczyłem, od razu chciałem przetestować, bo Fitbit przedstawił nowe spojrzenie, a może odmienne od panującego na rynku, dotyczące smart zegarków. Fitbit nie ukrywa, że Blaze nie jest pełnoprawnym smartzegarkiem, tylko jest „smart fitness watch”. I tu jest sedno sprawy.

blaze_1

Fitbit Blaze nie udaje kolejnego smartzegarka, który założony na nasz nadgarstek jest…zewnętrznym ekranem naszego telefonu. Fitbit Blaze koncentruje się na naszej aktywności fizycznej dodając podstawowe funkcje „smart”, czyli powiadomienia. I to też nie wszystkie. Chwała mu za to.

blaze_3

Niedawno zrobiłem sobie rachunek sumienia odnośnie tego, do czego używam Apple Watch. Podzieliłem się swoimi rozterkami z Wami w artykule. Niewiele się od tego czasu zmieniło. Nadal uważam, że największą wadą Apple Watch jest jego bateria i prędkość działania, a najbardziej „smart funkcją” jakiej używam jest… minutnik. Bo reszta zwyczajnie irytuje mnie swoją prędkością działania.

blaze_2

O ile w kwestii baterii, mogę od razu powiedzieć, że Blaze bije na głowę Apple Watch, wytrzymując deklarowane przez producenta 4-5 dni, to w wypadku prędkości działania ciężko porównywać oba urządzenia. W Blaze nie znajdziemy „aplikacji”, poza jedną dodatkową, czyli FitStar. Reszta to zegarek wzbogacony o funkcje fitnesowe. Oczywiście z wbudowanym pulsometrem.

Używam go codziennie i wręcz zapominam, że go noszę. Jest wygodny, ale co najważniejsze, sam rozpoznaje co robię, podobnie jak to miało miejsce z opaską Charge HR. Sam wie kiedy chodzę, kiedy biegam, a kiedy np. gram w tenisa. Sam wie kiedy kładę się spać i monitoruje mój sen. Wszystko automatycznie, bez uciążliwego włączania funkcji ręcznie. Tak jak to sobie wyobrażam i to jest to czego oczekuję od tego typu urządzeń – nie chcę być niewolnikiem urządzenia, chcę aby urządzenie mnie wspierało.

Wygląd jest dyskusyjny. Jednym może się podobać, innym nie. Ja mam mieszane uczucia. Można, podobnie jak w Apple Watch, w miarę wygodnie i szybko zmieniać paski, które są dostępne w sprzedaży w cenie od 149 PLN do 649 PLN. Sam Fitbit Blaze dostępny jest w cenie 1049 PLN. Zarówno paski jak i zegarek znajdziecie np. w iSpot.

Pełną recenzję znajdziecie w zbliżającym się już za kilka dni, kwietniowym wydaniu iMagazine. Póki co, zapraszam do komentarzy i zadawania pytań, na które mam nadzieję uda mi się odpowiedzieć w tekście w magazynie.



4

Dominik Łada

MacUser od 2001 roku, rowery, fotografia i dobra kuchnia. Redaktor naczelny iMagazine - @dominiklada