iMagazine

BaselWorld 2016

10/05/2016, 10:33 · · 1

Jak co roku w marcu Bazylea na tydzień zamieniła się w królestwo zegarków, a to za sprawą BaselWorld, targów zegarkowych największych i w tym roku drugich organizowanych w górzystym szwajcarskim krajobrazie. W błędzie jest ten, kto wiąże targi BaselWorld wyłącznie z najwyższym szwajcarskim zegarmistrzostwem. Poza znanymi powszechnie przedstawicielami rzemiosła zegarkowego z tego kraju znajdziecie tu również producentów mniejszych – niekoniecznie o szwajcarskich korzeniach czy mogących posługiwać się ekskluzywnym „Swiss Made”. Swoje przestrzenie wystawowe zorganizowali również producenci biżuterii, mechanizmów zegarkowych (na przykład znana wszystkim i powszechnie stosowana ETA), na producentach rotomatów i wszelkiego rodzaju pokrowców na zegarki kończąc.

Pięć dni aktywnego zwiedzania nie zawsze wystarcza, żeby dokładnie zapoznać się z tym, co targi BaselWorld oferują. I pomyśleć, że w trakcie targów nie mamy możliwości kupowania, a jedyne co nam pozostaje, to cieszyć wzrok.

BaselWorld 2

Czy jednak największe targi zegarkowe na świecie były w tym roku targami „smart”? Nie bez powodu zegarek – najmniej inwazyjny, codzienny i naturalny przyjaciel większości z nas – stał się w ostatnich latach obiektem zainteresowania największych koncernów technologicznych. W naturalny sposób wymusiło to zainteresowanie nową technologią branży zegarkową – do tej pory swoistego brytyjskiego dworu królewskiego, pełnego konwenansów, tradycji i wyczuwalnej pogardy dla „niższych” marek, jakby gorszego sortu zegarków. Wbrew poglądom wielu – z Thierrym Sternem, prezesem firmy Patek Philippe na czele, stało się jednak dobrze. Branża do tej pory niezagrożona i konkurująca wyłącznie w hermetycznym gronie, z tradycjami i ugruntowaną pozycją, branża, która obroniła się przed erą cyfryzacji zegarkowej i sprytnie zaadaptowała mechanizmy kwarcowe, ta właśnie branża stanęła przed naprawdę przełomową chwilą – chwilą „smart”.

Może nie pierwszy, na pewno najskuteczniejszy granat wrzucił do pokoju pełnego pięknych szwajcarskich zegarków Apple, prezentując światu „jedyny słuszny” i najlepiej sprzedający się smartwatch. Wywrócił tym samym świat inteligentnych zegarków do góry nogami i, jak to gigant z Cupertino ma w zwyczaju, udowodnił, że „da się”.

Branża zegarkowa początkowo potraktowała pojawienie się zegarka Apple z przymrużeniem oka, niczym prezes Nokii pojawienie się pierwszego modelu iPhone’a, nie wszyscy jednak zlekceważyli zapędy firmy z nadgryzionym jabłkiem w logo. Zaangażowali najlepszych inżynierów, projektantów (również tych podkupionych z Apple) i zegarmistrzów do stworzenia produktu, który ma zdolność godnie konkurować z amerykańskim gigantem, oczywiście nie w zakresie wielkości sprzedaży, ale przywiązania klientów do szwajcarskich marek.

BaselWorld 3

Tegoroczne targi w Bazylei miały być targami przełomowymi, głównie z dwóch powodów. Po pierwsze producenci szwajcarskich zegarków mieli dość czasu, żeby zrozumieć, że zegarek od Apple jest sukcesem, bije rekordy sprzedaży, nowe pokolenie wybierze właśnie ten model i czas najwyższy rozpocząć prace nad własnymi inteligentnymi zegarkami ze Szwajcarii. Po drugie jeden z liderów szwajcarskiego zegarmistrzostwa, TAG Heuer, rządzony przez charyzmatycznego prezesa Jean-Claude’a Bivera, pokazał we wrześniu 2015 roku produkt z punktu widzenia fana szwajcarskich zegarków genialny – smartwatch zamknięty w kopercie szwajcarskiego zegarka. TAG Heuer wybrał do tego przedsięwzięcia nie byle jakich partnerów – Google dostarczyło oprogramowanie, a Intel elektronikę, która jest zminiaturyzowanym i w pełni sprawnym komputerem. Na ubiegłorocznym spotkaniu Bivera z jednym z projektantów Intela, ów wyjął z obudowy Connected Watcha (do niego jeszcze wrócimy) elektroniczny mechanizm, podłączył do niego monitor i klawiaturę, a następnie poprosił prezesa o chwilę uwagi. Po zalogowaniu się do systemu Biver dostał do użytku w pełni sprawny miniaturowy komputer, z którego bez przeszkód mógł wysyłać maile i surfować w internecie.

Czy szwajcarscy zegarmistrzowie, a właściwie zarządzający kilkoma globalnymi koncernami właściciele większości luksusowych marek zegarkowych wyciągnęli wnioski i stanęli do walki o nowego, młodego klienta? Niestety nie. Na kilkudziesięciu wystawców reprezentujących najznakomitsze szwajcarskie manufaktury zegarkowe, jak TAG Heuer, Rolex, Omega, Hublot, Breitling czy nawet jeszcze większych i znanych producentów zegarków niższych marek, zegarki smart zaprezentowały cztery firmy – TAG Heuer, Frédérique Constant, Breitling i Tissot. Oczywiście nie wykluczam, że gdzieś na dalekim stosiku w dalekich halach wystawowych inne małe i nieznaczące wiele na rynku marki, prezentowały swoje rozwiązania „smart”, to jednak nie jest oczekiwany przełom „smart”.

Do tematu zegarków inteligentnych ze zdecydowanie największym rozmachem i do tej pory sukcesem podeszła marka TAG Heuer, a to głównie za sprawą wspomnianego bezkompromisowego prezesa, Jean-Claude Bivera i Dyrektora Generalnego marki, Guya Semona. TAG Heuer zaprezentował swój smart zegarek we wrześniu 2016 i nazwał go Connected Watch. Jest to efekt współpracy trzech wspomnianych wyżej gigantów, którzy zapragnęli zmienić skostniałą branżę szwajcarskich zegarków w branżę gotową na przyjęcie nowego, młodego klienta, urodzonego w czasach internetu. Ludzi, dla których stałe łącze internetowe jest równie naturalne, co woda płynąca w kranie, a charakterystyczne pikanie w trakcie łączenia się komputera PC z internetem po podłączeniu kabla telefonicznego do modemu znają jedynie z opowieści i gwarantuję, nie potrafią sobie wyobrazić, jak to naprawdę wyglądało w większości domów.

BaselWorld 4

TAG Heuer Connected Watch, mimo wielu swoich technologicznych braków – choćby braku wbudowanych czujników tętna czy pracy na baterii nie dłuższej niż 14 godzin – okazał się strzałem w dziesiątkę i sprzedażowym hitem, wznoszącym markę TAG Heuer na lidera smartzegarków w szwajcarskim królestwie zegarkowym. Początkowo plan był taki, żeby wyprodukować pięć tysięcy sztuk na próbę, jednak zachowawczy w tej kwestii Biver uległ namowom dyrektora generalnego marki, Guya Semona, zwiększając produkcję najpierw do dziesięciu tysięcy, a następnie dwudziestu tysięcy sztuk – przy tym poziomie to już Intel nie dał rady dostarczyć ani jednego elektronicznego mechanizmu więcej. Zegarek wyprzedał się na świecie właściwie do zera w ciągu zaledwie siedmiu dni, a trafił jednie na cztery główne dla marki rynki – USA, kilka krajów w Europie, Australia i Chiny.

Na otwierającej targi konferencji prasowej TAG Heuer padły znaczące słowa dotyczące przyszłości działu odpowiedzialnego za Connected Watch. Po prezentacji nowości marki, w tym modelu Connected na tytanowej bransolecie, dziennikarze zaczęli zadawać pytania. Odpowiedzi pokazują kierunek, w którym marka pod rządami Jean-Claude Bivera będzie się rozwijać:

– W ciągu dziesięciu lat połowę zegarków będą stanowiły smartwatche. Przewidujemy jedynie 10% wymian modelu CONNECTED na zegarek automatyczny po dwóch latach – mówił Jean-Claud Biver, CEO TAG Heuer i prezes działu zegarków LVMH.

BaselWorld 5

Zwieńczeniem konferencji było video połączenie z gościem specjalnym, szefem zespołu F1 Redbull Racing, Christianem Hornerem, i prezentacja najnowszego silnika bolidów Formuły 1 ze stajni Redbulla. Biver jednym tapnięciem w Connected Watch po raz pierwszy uruchomił silnik oddalony od niego o dziesiątki tysięcy kilometrów. To z jednej strony nic nadzwyczajnego w czasach technologii bezprzewodowej, z drugiej jednak – robi wrażenie.

Niestety prezentacja smartawatcha TAG Heuer Connected była najbardziej spektakularną w trakcie całych targów. Branża wyraźnie bije się z myślami, co robić dalej, a obserwując poczynania TAG Heuera, można sądzić, że zaczyna działać nerwowo. Świadczy o tym chociażby wypowiedź Thierry Sternea, prezesa firmy Patek Philippe, który skrytykował Jean-Claud Bivera za prace nad Connected Watch, określając szwajcarską branżę zegarmistrzowską mianem tradycyjnej, która powinna skupić się na tym, co umie robić najlepiej – na produkcji mechanicznych szwajcarskich zegarków. Czy Thierry Sternea stanie na pierwszym stopniu podium wielkich przegranych z prezesem Nokii z czasów pierwszego modelu iPhone’a? Pewnie nie, gdyż nie wyobrażam sobie upadku klasycznego zegarmistrzostwa, brak pokory może jednak być dla branży bardzo bolesny.

BaselWorld 9

Mimo że konkurenci czy niższe marki nie poświęciły tematyce inteligentnych zegarków nawet ułamka czasu w porównaniu z TAG Heuerem, warto przyjrzeć się zegarkom „smart” oferowanym przez Frédérique Constant i Tissota, mają bowiem coś, co gdyby udało się połączyć z modelem Conneted, dałoby zegarek idealny i na długie lata zagwarantowało przewagę nie do zniwelowania.

Frédérique Constant oferuje inteligentny zegarek w pięknej klasycznej kopercie. Możemy wybierać między wersją stalową w kolorze srebrnym lub złotym, na skórzanym pasku. Dla laika i na pierwszy rzut oka zegarek niczym nie różni się od innych klasycznych zegarków automatycznych, doskonale pasuje do garnituru czy do osób ceniących klasyczny styl. Jest to niewątpliwa przewaga nad Connected Watch od TAG Heuera, który z racji swoich rozmiarów (koperta ma aż 45 mm) jest zegarkiem sportowym i nie każdemu przypadnie do gustu. Za przygotowanie oprogramowania do zegarka jest odpowiedzialna założona w 2003 roku firma MotionX, która współpracuje również z NIKE, odpowiadając za technologiczną część wielu produktów sportowego giganta. Czy jednak zegarek od Frédérique Constant jest prawdziwym smartwatchem?

W mojej ocenie nie jest, a szkoda, bo lubię markę za produkcję manufakturowych mechanizmów w przystępnej cenie i ogromne wyczucie klasycznego zegarkowego stylu. Zegarek nie oferuje żadnych przełomowych funkcji, a ma jedną ogromną wadę – jest zegarkiem kwarcowym. Bo czy budzik, strefy czasowe, monitorowanie snu czy podstawowa analiza codziennych parametrów są czymś przełomowym, czego oczekuję od zegarka? Nie są. Szczególnie że zegarek bez zainstalowanej w telefonie specjalnej aplikacji nie jest niczym innym jak tylko ładnym kwarcowym zegarkiem na skórzanym eleganckim pasku. Zaletą jest bateria, która według deklaracji producenta zasila zegarek przez dwa i pół roku oraz niewygórowana cena – około 4000 złotych. Jest to jednak smartwatch na siłę, wymagający niemałego nagimnastykowania się, żeby skorzystać z którejś funkcji, tak łatwo dostępnych na co dzień w naszych telefonach za jednym kliknięciem czy przesunięciem palca. Plus za wygląd, reszta nie powala.

BaselWorld 6

Ostatnim wartym uwagi zegarkiem „smart” zaprezentowanym publiczności podczas targów w Bazylei jest TISSOT T-TOUCH. Nie za sprawą wyjątkowych funkcji, które podobnie jak w przypadku opisanego wcześniej Frédérique Constant są zwyczajne i ograniczają się do konieczności zainstalowania aplikacji w telefonie komórkowym. Sam zegarek wskaże nam drogę w systemie strzałkowym, zapamięta, jak wrócić do domu czy w prosty sposób zaprezentuje pogodę. Wart jest jednak uwagi system ładowania baterii wykorzystujący promienie światła padające na tarczę. Wystarczy chwila słonecznego ładowania akumulatora zegarka i możemy dalej korzystać z jego praktycznych funkcji, co w połączeniu ze standardową wbudowaną baterią daje świetne rezultaty.

Niestety pozostałe marki nie popisały się w tym roku, nie pokazały nic przełomowego, nic smart, nic, co mogłoby zostać odnotowane i wspomniane, chociaż z racji zegarmistrzowskiej precyzji należy napisać o Breitlingu, który również próbuje swoich sił na rynku smart zegarków z modelem Exospace B55, jednak cena (około 45 000 złotych) i bezwzględna konieczność instalowania aplikacji w telefonie, skazują ten projekt na margines zegarkowego smart świata.

Tegoroczne targi zatem zdecydowanie nie były smart. I to nie tylko dlatego, że niewiele pokazano, ale głównie dlatego, że do branży szwajcarskich zegarmistrzów cały czas nie dotarł fakt, że świat się zmienił, a Apple sprzedając kilkaset tysięcy zegarków rocznie, skutecznie zabiera potencjalnych klientów potentatom klasycznego zegarmistrzostwa. Wygranym w dziedzinie szwajcarskiego smartwatcha jest bezapelacyjnie TAG Heuer ze swoim Connected Watch, który jest produktem w miarę kompletnym i funkcjonalnym również bez aplikacji w telefonie komórkowym. Jean-Claud Biver nie planuje jednak konkurować z Apple w sprzedaży zegarków i mówi to jasno. Biver chce dać możliwość wyboru młodemu pokoleniu, które dopiero zaczyna swoją przygodę z zegarkami, a kupienie pierwszego zegarek, który jest połączeniem smartwatcha i prawdziwego szwajcarskiego kunsztu zegarmistrzowskiej technologii, daje nadzieje na kolejne zakupy zegarków automatycznych. To jest gra, w którą gra prezes TAG Heuera.

A czy fakt, że TAG Heuer Connected nie jest zegarkiem idealnym, przeszkodzi kupującym? Ten produkt odznacza się licznymi wadami – jak chociażby krótkim czasem pracy na baterii i technicznymi brakami, na przykład brakiem czujników pulsu. Inżynierowie tak znakomitych firm, jak Intel czy Google mogliby rozwiązać te problemy bez najmniejszego problemu. Prawdopodobnie nie będzie to przeszkodą dla klientów, bo jak w przypadku Apple Watch, tak i w przypadku TAG Heuera Connected są to w większości „wyznawcy” marki, którzy w skuteczny sposób przekonają samych siebie do konieczności zakupu i małego znaczenia technologicznych niedociągnięć.

BaselWorld 10

Ja z zakupem mojego pierwszego smartwatcha jeszcze chwilę poczekam i bardzo liczę na poważniejsze potraktowanie tematu przez pozostałych producentów szwajcarskich zegarków. Oby rok 2017 w Bazylei był w większym stopniu rokiem smart.

Jaki byłby idealny smartwatch według mnie?

To połączenie klasycznego zegarka automatycznego, wyglądającego na przykład jak opisany Frédérique Constant, z dotykowym ekranem, umożliwiający dostęp do wszystkich funkcji, które oferuje Connected Watch od TAG Heuer, a zasilany dodatkowo promieniami słonecznymi jak TISSOT. Za rok na Baselworld 2017 mogę go jednak jeszcze nie zobaczyć…


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 4/2016

1

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Marek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marek
Gość
Marek

Trudno połączyć klasykę i nowoczesność, co widać zresztą na powyższych przykładach. Ja wolę zachować jeden zegarek elegancki, a do współpracy z telefonem kupiłem sobie smartwatcha Garett. I wszystko gra. :)