Blokowanie AdBlocka

16/05/2016, 14:20 · · · 5

Od jakiegoś czasu – tak po prawdzie to odkąd Apple zezwoliło na tworzenie rozszerzeń do Safari, co z kolei automatycznie pozwoliło deweloperom na tworzenie adblockerów – coraz więcej stron internetowych blokuje użytkowników korzystających z adblocka. Mnie jednak nie zależy na blokowaniu reklam, ale wszelkich skryptów.

Blokowanie skryptów

W internecie można znaleźć sporo testów zużycia baterii z i bez adblockerami. Jeden z takich testów, taki, któremu zaufałem, przeprowadził The Wirecutter – bez adblocka ich test zużył 18% baterii, a z włączonym zaledwie 9%. To dwukrotnie mniej! Podobnych testów ze zbliżonymi wynikami jest więcej, ale bateria to nie wszystko…

Rozmiar strony w internecie od paru lat nie ma większego znaczenia. Tak jest przynajmniej dopóki mówimy o nim w kontekście komputerów stacjonarnych lub laptopów, często korzystających z bardzo szybkich sieci Wi-Fi. Na urządzeniach mobilnych natomiast, korzystających z sieci Edge, 3G lub LTE, każdy megabajt może mieć znaczenie. Są strony w internecie, które zajmują po trzydzieści do czterdziestu megabajtów – załadowanie ich przy słabym zasięgu obciąża zarówno nasze miesięczne limity danych, jak i akumulator. Problem w tym, że te strony nie muszą zajmować tyle miejsca – z tych 30–40 megabajtów ponad 75% to śmieci: skrypty, reklamy, kod śledzący i cholera wie co jeszcze. Oznacza to, że sama strona zajmuje około 9–10 megabajtów.

Reklamy reklamami, zarobki zarobkami, ale czy takie postępowanie wydawców nie zakrawa na absurd?! Na każdej stronie niektórych serwisów internetowych 75% pobieranych danych to prawie dla wszystkich użytkowników zbędne śmieci, które nie tylko znacząco wpływają na pobór prądu, ale kompletnie niepotrzebnie marnują megabajty danych, w końcu nietanich.

Ale, ale… wydawca przecież musi zarabiać!

Problem z zarabianiem na treściach w internecie istnieje od zawsze. Wydawcy na początku nie mieli najmniejszego pojęcia, jak je monetyzować, więc oddawali je za darmo, licząc na to, że przyciągną więcej ludzi do głównego produktu. Tak się jednak nie działo, a obsługa serwerów, administratorów, redaktorów i całego interesu, przy zmniejszających się dochodach „z papieru”, kosztowała coraz więcej z każdym dniem. Częściowo to właśnie stąd wzięły się reklamy w internecie. Na początku były to zwykłe obrazki z linkami, za które oferowano bardzo przyzwoite stawki, liczone od każdego kliknięcia. Niektórzy niszowi blogerzy w USA 10-15 lat temu potrafili wyciągnąć od 5 do 20 tysięcy dolarów miesięcznie z samych reklam, a wybrani – jeszcze więcej. Niestety, z każdym rokiem stawki się zmniejszały, trzeba było więc wyrabiać większe normy. Wydawcy uzupełniali te braki kolejnymi reklamami, które stawały się z kolei coraz bardziej natarczywe – śledziły użytkowników po całym internecie i zbierały na ich temat coraz więcej informacji. Ta sytuacja pogarszała się coraz bardziej i uzależniała wydawców od sieci reklamowych…

Wydawca vs. czytelnik

Oczywiste jest to, że wydawca musi mieć z czego opłacać redaktorów oraz pokrywać koszty swojej pracy. Czytelnik w zamian otrzymuje darmowe treści i godzi się na oglądanie reklam, a być może nawet je kliknie, jeśli bardzo lubi wydawcę lub podoba mu się reklamowany produkt. To balans, który przez wiele lat był w miarę sprawiedliwy dla obu stron. Niestety, między tych dwóch bohaterów weszły sieci reklamowe, które z każdym rokiem wymagały coraz więcej. Dzisiaj zarówno wydawcy, jak i czytelnicy, mają ich dosyć – sieci reklamowe wykorzystały swoją silną pozycję i zrobili wszystkich w przysłowiowego „balon” – twórcy treści nie mają wyboru, bo z czegoś muszą opłacać pracowników, a czytelnicy… Czytelnicy też ponoszą tego konsekwencje, oddając swoją prywatność, godząc się na śledzenie, niepotrzebne obciążanie ich komputerów, smartfonów i tabletów.

Ale ci ostatni niedawno zaczęli się buntować…

Bunt i wojna?

Jako użytkownik używam adblocka (1Blocker dla iOS [App Store] i Ghostery na OS X [WWW]). Jako wydawca rozumiem użytkowników, którzy blokują skrypty śledzące (a nawet reklamy!), jednocześnie starając się nie uprzykrzać im życia. Jednocześnie liczę na to, że nasi czytelnicy dostrzegają to, jak bardzo staramy się ograniczać i nie utrudniać im życia i przez szacunek do redakcji dodadzą iMagazine do whitelisty. Tym z Was, którzy już to zrobili, gorąco dziękuję. Nigdy jednak nie przyszłoby nam do głowy, aby blokować treści dla użytkowników, którzy blokują nasze reklamy.

Ale niektórzy już podjęli takie kroki…

Z jednej strony rozumiem taką decyzję, ale z drugiej… poszukiwana przeze mnie treść musi być naprawdę wyjątkowa, abym zdecydował się na wyłączenie adblockera. Najciekawsze jest to, że same reklamy nie mają dla mnie większego znaczenia – rozumiem je i akceptuję, szczególnie jeśli otrzymuję w zamian coś za darmo. Problemem są wspomniane skrypty i niepotrzebny „bloat” – śmieci, których pobieranie niepotrzebnie pogarsza mi zużycie baterii w telefonie i dodatkowo nadmiernie zużywa pakiet danych, który nie jest nieograniczony.

Kolejnym ciekawym aspektem całej tej sprawy jest to, że wydawcy blokujący czytelników korzystających ze „skryptoblockerów” przecież na nich polegają – bez czytelników nie będą mieli dochodów, a bez dochodów nie opłacą redakcji i kosztów prowadzenia swojego kramiku. Można na to spojrzeć na dwa sposoby: jak na oddzielanie ziarna od plew (czytelnik z adblockerem nie przynosi im dochodu, jest więc zbędny) lub jako atak na osoby, które wspierają pracę wydawnictwa, ale nie godzą się na pewne kompromisy (wywołane de facto przez sieci reklamowe).

Każdy z nas ma inne priorytety i inaczej na to patrzy – mówię zarówno o czytelnikach, jak i o twórcach treści. Obawiam się jednak, że będzie znacznie gorzej, zanim sytuacja się poprawi…

Są na szczęście wydawcy, którzy osobom korzystającym z adblockerów oferują zapłacenie niewielkiej kwoty w zamian za przeczytanie danego artykułu bez konieczności ładowania reklam i, co ważniejsze, skryptów.

Obawiam się jednak, że zanim rynek ponownie osiągnie równowagę, będzie jeszcze znacznie gorzej.



5

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.