Android wygrał

28/05/2016, 11:13 · · · 33

Od kilku miesięcy nie korzystam z iPhone’a. Ot, taki coming out na łamach iMaga. I wiecie co? Wcale nie brakuje mi ani smartfona z nadgryzionym jabłkiem, ani iOS. A jak sobie spojrzę na rynek mobilny to już nie mam wątpliwości – w starciu mobilnych OS jest tylko jeden król. I jest zielony.

Nie jestem najbardziej hardcore’owym użytkownikiem smartfona. To fakt. Nie montuję na nim filmów, nie obrabiam zdjęć w bardziej zaawansowanym programie, nie gram namiętnie w najnowsze mobilne superprodukcje. Za to na swoim telefonie dużo pracuję.

Piszę w iA Writerze, konwersuję na Slacku ze współpracownikami i dzielę się z nimi dokumentami, odpalam CMSa _magazynu.Allegro w Chromie, korzystam z dwóch klientów pocztowych (Inbox by Gmail i Protonmail na Androida w wersji beta), jestem aktywny w natywnej aplikacji Twittera, sporo czytam w Pockecie i aplikacji Kindle, dużo korzystam z facebookowego Messengera w komunikacji z autorami tekstów do magazynu, który wydaję, oglądam filmy i seriale na Netfliksie oraz wszystko, co tylko udostępnia kanał „Late Night with Stephen Colbert” na YouTubie, słucham muzyki przez Spotify, wysyłam SMS-y przez Signal, uzupełniam wiedzę dzięki aplikacji Primer od Google i Sombrero od Sotrendera, monitoruję kilka wątków dzięki Brand24, moderuję raczkującą stronę mojego bloga na Facebooku przez Menedżera Stron, zarządzam swoim Moto 360 przez aplikacje Android Wear i Moto Connect, obsługuję konto bankowe i robię jeszcze inne rzeczy, które w tej chwili nie przychodzą mi na myśl.

Mój Nexus 5X sprawdza się w tym wszystkim idealnie. Działa płynnie, wygląda świetnie, czysty Android jest dużo bardziej spójnie zaprojektowany niż iOS. Uwaga do hejterów aktualizacyjnych – dlatego mam Nexusa, żeby się o to nie martwić. Do tego Nexus 5X jest fabrycznie zaszyfrowany. Tak jak iPhone’y.

Nie tęsknię więc za smartfonem z logo nadgryzionego jabłka. Choć trochę zazdroszczę tym, którzy już teraz mogą korzystać z aplikacji Quartza, ale liczę na to, że na Androida ona też się pojawi.

Znajduję się w gronie tych 60% użytkowników iPhone’ów, którzy ostatniego smartfona z Cupertino kupili w 2014 roku i albo przesiedli się na inne systemy (jak ja), albo wciąż mają sprzęt z 4-calowym ekranem. Czyli jestem w większości iUserów, a nie mniejszości.

Spójrzmy też na podział sił na rynku. Ponad 80% wszystkich sprzedanych w 2015 roku smartfonów to smartfony z Androidem. A z iOS? Kilkanaście procent. Mobilny OS Microsoftu przemilczmy, bo to smutna historia.

„Momencik, momencik, przecież ten udział w rynku nic nie znaczy, liczy się ile kto zarabia” – zawołają niektórzy. Owszem, to prawda. Dużo, dużo więcej można zarobić, produkując aplikacje na iOS. Tylko czy w długiej perspektywie nie liczy się to, ile osób będzie korzystało z platformy?

Czuję w kościach, że z dziejowego punktu widzenia Android już wygrał. Jest bardziej przystępny i dostępny – zarówno cenowo, jak i funkcjonalnie. Owszem, nadal z jego najnowszych wersji mało kto korzysta. Jeśli jednak komuś zależy na tym, żeby być na bieżąco z nowościami, to tak jak ja wybierze Nexusa. Dla całej reszty użytkowników nie ma to większego znaczenia, byleby smartfon sprawnie działał. A przecież starsze modele mogłyby się zapychać przez nowsze wersje mobilnego OS.

Pamiętajmy też, że smartfony nie są już dobrem luksusowym. To dobro powszedniego użytku, a tutaj wygrywają ci, którzy są bardziej dostępni. Czyli Android.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 04/2016



33

Paweł Luty

Jestem kuratorem treści – wyszukuję ciekawych tematów w czeluściach internetu i innych rzeczywistości, a później albo sam je opisuję i swoimi spostrzeżeniami dzielę się pisząc artykuły lub dzielę się linkami na Twitterze.