Epicki clickbait, czyli Największe Wady Nowego iPhone’a 7

09/09/2016, 10:39 · · · 69

Przeczytałem wczoraj artykuł, po którym zrobiłem takiego facepalma, że Norbert musiał lecieć do apteki kupić mi Ibuprom. To nie jest kryptoreklama, po prostu takie znalazł. W wersji Max. 48 tabletek. Porcja dla osób jedzących stejki jako rocket fuel. Wracając jednak do artykułu… tytuł jego brzmi „Największe wady iPhone’a 7”. Albo i nie… bo jak wszedłem w niego, to oczom moim ukazał się… nie, nie las… inny tytuł! „Jaki musiałby być iPhone 7, żebym go kupił”. Pierwszy tytuł to ewidentnie clickbait, a drugi? Nieznacznie rozsądniejszy, ale nadal w tej samej kategorii.

Autorem poniższych cytatów jest Mateusz Nowak. Poznałem go kiedyś – fajny gość – więc od razu mówię, że to nic osobistego. SW;DR1 i te sprawy.

Praktycznie przed każdą premierą nowego iPhone’a zaczynam się zastanawiać, czy tym razem go nie kupić. W zeszłym roku jechałem co prawda z ekipą Spider’s Web po iPhone’y 6s, ale kupowałem tylko dla mojej dziewczyny.

Ja się codziennie zastanawiam czy nie kupić Ferrari, ale wchodząc do salonu zniechęcam się i mówię sprzedawcy, że to dla mojej żony, więc ona będzie musiała zdecydować.

Przed tegoroczną konferencją znowu pomyślałem o zakupie. Jednak Tim Cook i spółka skutecznie sprowadzili mnie na ziemię.

Mnie sprowadził na ziemię koszt jednej opony do tego Ferrari, ale kończmy z tą abstrakcją i przejdźmy do mięsa.

iPhone 7, czyli co Apple zrobił źle

Zro. Bi. Ło. A nie zrobił.

Po pierwsze nie ma większej rozdzielczości ekranu, która pozwoliłaby iPhone’owi zaistnieć na rynku wirtualnej rzeczywistości. A jest to rynek bardzo szybko rozwijający się, przyszłościowy, w który ogromną kasę pompują chociażby Google, Microsoft, Samsung i Facebook, czyli najwięksi rywale Apple. Szkoda, że Apple znowu przesypia kolejną rewolucję.

Gdyby Pan Mateusz interesował się Apple, to wiedziałby, że firma inwestuje sporo pieniędzy w VR, ale się nie interesuje, więc nie wie. A produkt będzie, jak będą mieli coś gotowego i sensownego. W ich stylu. A nie byle śmieć, który jest nieprzemyślany, skomplikowany i niepraktyczny.

Po drugie nowe smartfony Apple nadal nie pozwalają na bezprzewodowe ładowanie.

Nie ma na rynku ani jednego telefonu, który posiadałby bezprzewodowe ładowanie. Są urządzenia korzystające z indukcyjnego, ale prawdziwie bezprzewodowych nadal brak. Apple wspominało, że nie będzie wprowadzało tej technologii dopóki sprawność tej technologii nie będzie wyższa – jak zapewne zauważyliście, dbają o środowisko, więc jest to dla nich istotne.

Dodatkowo w nowym iPhonie 7 nie ma modułu NFC, który pozwoliłby na łatwe łączenie smartfonu z bezprzewodowymi głośnikami i słuchawkami, a to będzie teraz przecież zdecydowanie częściej wykonywaną czynnością.

Apple ślicznie na scenie zademonstrowało dlaczego moduł NFC do tak prozaicznej czynności jest zbędny. Nie trzeba nic przykładać dokładnie w takiej, a nie inne miejsce. Wystarczy zbliżyć się do telefonu. Nie spać podczas keynote Mateuszu!

Po trzecie – i chyba najważniejsze – nowe iPhone’y nadal nie wspierają szybkiego ładowania.

Nie wspierają QuickCharge Qualcomma. To prawda. Trudno żeby wspierały, skoro nie ma SoC tej firmy w iPhone’ie. A gdyby był, to Mateusz napisałby, że „największą wadą iPhone’a 7 jest to, że się przegrzewa przez układ Qualcomma”. Ale wspierają „szybkie” ładowanie. Zapraszam do przeczytania artykułu na ten temat tutaj.

W tym roku Apple pogrzebał w końcu 16-gigabajtowe smartofony, ale niestety zabrakło w ofercie wersji 64 GB, która według mnie jest obecnie najatrakcyjniejsza. Bo 32 GB to dzisiaj trochę za mało, szczególnie gdy nie możemy rozbudować później pamięci za pomocą karty. Zaś 128 GB to zdecydowanie za dużo, aby przeciętny użytkownik zapełnił w ciągu roku lub dwóch lat, a po takim czasie zwykle wymienia się już telefon. Wyrzucenie z portfolio iPhone’a 64 GB i zostawienie jedynie wersji 32-, 128- i 256-gigabajtowej odbieram jako bezczelny skok na kasę. A takich zachowań nie lubię i nie toleruję.

Mateuszu. W cenie 64 GB masz teraz 128 GB, jeśli nie zauważyłeś tej drobnostki. To naprawdę straszne. Oszukali Cię!

Kolejna sprawa to czarna wersja kolorystyczna. Moim zdaniem iPhone 7 w wersji Jet Black prezentuje się najlepiej i gdybym kupował, to zapewne właśnie tę wersję – hello, przecież wszyscy muszą widzieć, że to nowy iPhone!

Nie, nie muszą. Próżność? Perhaps… Nie wiem, nie oceniam. Ale serio. Nie. Muszą.

Tymczasem na stronie Apple czytamy, że czarny iPhone 7 będzie się rysował i jeśli nie chcemy mikro rysek, to mamy korzystać z dodatkowej obudowy. Dodatkowa obudowa nie jest w zestawie, a najtańsza ładna, czyli skórzana, kosztuje u Apple ponad 200 zł. Sorry, ale to kolejny skok na kasę podszyty dodatkowo obłudą, bo podczas konferencji Apple zachwalał proces produkcyjny nowych obudów dając nam do zrozumienia, że mamy do czynienia niemal z kosmiczną technologią. Tymczasem na stronie Apple dowiadujemy się, że to wszystko jest ściema, a nowy iPhone będzie się rysował od samego patrzenia, tak jak od samego patrzenia kurzem zalatuje wewnętrzna część ekranów w iMakach. Kpina.

Tutaj zaliczyłem drugiego dużego facepalma. Tim Cook specjalnie przyleciał do Polski, wykręcił Mateuszowi rękę i kazał mu kupić ten pokrowiec, przystawiając mu lufę wodnego pistoletu do głowy. Obłudny skok na kasę! Ludzie, to naturalne, że coś co ma wysoki połysk się rysuje. Fizyki nie zmienisz. Apple o tym informuje, żeby osoby, które się przejmują tym faktem, wybrały sobie kolor, który się nie rysuje – dali aż cztery do wyboru, w tym drugi nowy, też czarny. Matowy. Jak to Ferrari.

Ostatnia sprawa, czyli ten nieszczęsny iOS. Dawałem mu wiele razy szansę i chyba byłbym w stanie znieść jego wszystkie ułomności i upośledzenia, gdyby nie jedna – brak możliwości zmiany domyślnych aplikacji. Dajmy na to, że chcę korzystać z poczty Inbox by Gmail oraz z przeglądarki Opera. To już wystarczy, aby dać sobie spokój z iPhone’em. No chyba, że ktoś ma nerwy do tego, że wszystkie linki są notorycznie otwierane w Safari, a odwiedzonych stron i dodanych zakładek potem na próżno szukać w historii przeglądarki np. na innym urządzeniu.

Wystarczyło napisać tylko ten akapit zamiast cały stek bzdur – subiektywny powód, dla mnie niezrozumiały, ale przyjmuję, że nie akceptuje natywnych rozwiązań i nie chce z tego powodu używać iOS-a.

Można się wściekać na Apple, że do teraz nie ogarnął tak podstawowych spraw. Można też się śmiać – i to chyba jest lepsze wyjście – bo jeśli Apple dopiero wczoraj rozpracował pracę w grupach w iWorku, to oznacza, że najmagiczniejsza firma technologiczna na świecie potrzebuje naprawdę sporo czasu, aby dogonić konkurencję.

Werdykt pozostaje bez zmian: Android król.

Buahahahahahahahahahahahahahahahaha! Starałem się prześledzić tok rozumowania Mateusza w powyższych zdaniach i jest on dla mnie tak oderwany od rzeczywistości, że wróciłem myślami do tego Ferrari. Pomyślałem sobie, że skoro nie da się do niego wsadzić fotelika dla dziecka, ani wymienić kierownicy na inną, bo fabryczna ma te wszystkie przełączniki, to pewnie też nie znajdę opon zimowych do niego, co oznacza też, że nie pojadę nim w teren. Chrzanić takie auto!

Werdykt jest jeden: Polonez król!

  1. SpidersWeb, Don’t Read.


źródłoSW;DR

69

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.