iMagazine

Phuket – Tajlandia w pigułce

27/09/2016, 15:06 · · · 2

Azja Południowo-Wschodnia jest tak obłędnie kolorowa i różnorodna, że trudno mi wyobrazić sobie, by któregoś dnia miałaby przestać zaskakiwać. Kombinacja liczby turystów, mieszkańców, wszechobecne zwierzęta, żar lejący się z nieba i absolutna beztroska – oto przepis na Azję. Podawać na ciepło.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 5/2016


A skoro o cieple mowa… może pogadamy o Phuket?

Nie bez powodu właśnie ta wyspa staje mi przed oczami na myśl o upale. Podczas mojego styczniowego błąkania się po Azji temperatura w tej prowincji nie spadała w dzień poniżej 37 stopni, ulgi nie dawała nawet kąpiel w morzu, a jedyne momenty, w których nie kleiłam się do powietrza, oznaczały przegięcie z klimatyzatorem w pokoju. Dla kogo więc jest Phuket i co tak właściwie oferuje?

tajlandia-w-pigulce-1-hero

Phuket to jedna z tajskich prowincji i jednocześnie wyspa położona na Morzu Andamańskim. Całkiem sporawa, bo o powierzchni ponad 540 km2, jest jednym z najczęstszych wyborów turystów podróżujących do Azji w poszukiwaniu słońca. Z tym słońcem jednak na Phuket trzeba uważać. Ze wszystkich miejsc, które odwiedziłam w Azji, to właśnie ta mała, zdradziecka wysepka, przywitała mnie najbardziej bezwzględnym, najostrzejszym słońcem. Oczywiście wiedziałam, w co się pakuję, planując wyjazd w tym terminie – Nowy Rok to sam środek azjatyckiego lata, na próżno więc szukać bryzy, deszczu czy ulgi w cieniu.

tajlandia-w-pigulce-2-hero

Jak dostać się na wyspę? Otóż samolotem. W porównaniu do opisywanego przeze mnie ostatnio transferu na Boracay, dotarcie na Phuket to bułka z masłem. Mimo niewielkich rozmiarów samej prowincji Phuket dysponuje ogromniastym portem lotniczym, który pod względem ruchliwości ustępuje jedynie bangkockiemu Suvarnabhumi (swoją drogą lotnisko zasługuje na osobny tekst). Najwygodniejsze połączenie to oczywiście lot Emiratami, z przesiadką w Dubaju. Z nosem do okazji bilety da się zorganizować za mniej niż 2000 złotych, a transfer z przerwą na kawę w ZEA potrwa około 16 godzin.

tajlandia-w-pigulce-3-hero

Koszty życia na Phuket zależą oczywiście od stylu podróży. Z Karoliną zdecydowałyśmy się na fajny hotel w okolicach Patong Beach. Miejscówka, którą znalazłyśmy na Airbnb, kosztowała 650 złotych. Biorąc pod uwagę, że hotel miał naprawdę przyjemny standard, a cena za noc wyniosła około 100 złotych za nas obie, uważam, że zrobiłyśmy dobry interes. Wrażenie zrobiła na mnie także obsługa mówiąca po angielsku – w Tajlandii to rarytas. Niesamowitą przyjemnością było także poruszanie się po wyspie. Kolorowe, bardzo lekkomyślne autobusy, czerwone tuk tuki i skutery codziennie dodawały na zmianę wyspie kolorów i mnie mikrozawałów serca.

tajlandia-w-pigulce-4-hero

Phuket oferuje jednak jeszcze coś – atrakcję, której nie zapomnę chyba nigdy, a mianowicie Bangla Road. Imprezowe serce wyspy jest wypadkową wszystkiego, co zaskakujące w Azji – słyszałam nawet opinie, że przy Bangla wymięka inny skarb narodowy Tajlandii, czyli Khao San Road w Bangkoku. Co znajdziemy na Bangla? Olbrzymie kluby, setki wysportowanych tancerek pole dance, mnóstwo lady boys, pingpong shows, turystów z każdego zakątka świata… Z pewnością nie wymieniłam nawet ułamka. Jeżeli mam być szczera, to niewiele pamiętam. Być może spowodowało to wielkie wiadro pełne słodkiego ponczu, a może ogłupiający widok striptizerki palącej papierosa własną waginą. Cóż, Tajlandia.

tajlandia-w-pigulce-5-hero

Jeżeli miałabym wybrać jedną rzecz, która najbardziej urzekła mnie podczas pobytu, będzie to jednak niedzielna wyprawa do Phuket Town. Położona na wschodnim wybrzeżu osada licząca 74 tysiące mieszkańców nie zapowiadała się ciekawie. Karolina uparła się jednak, by wreszcie ruszyć kuper z hotelu w kierunku innym niż plaża, no to pojechałyśmy. Po przybyciu do miasta niewiele znalazłam różnic względem naszego Patong. Ulice aż parowały z żaru, to i ludzi za wielu nie spotkałyśmy. Po kilku godzinach zwiedzania kolorowych uliczek postanowiłyśmy ochłodzić się w przypadkowej knajpie, poczytać książkę i napić się zimnego San Miguela. Okazało się, że wybierając akurat tę knajpę, miałyśmy wyjątkowe szczęście – po dwóch godzinach pusta ulica, przy której siedziałyśmy, nagle ożyła. Ale tak nagle, jakby wszystkie stragany i ludzie po prostu wyrośli spod ziemi, niczym miasto duchów w Spirited Away. Okazało się, że w ten weekend Tajlandia świętowała Dzień Dziecka i tym sposobem wzięłyśmy udział w obchodach. A w Tajlandii nawet Dzień Dziecka to wyjątkowe przeżycie.

Komu więc polecam Phuket? Zielonym. Uważam, że wyspa jest jednym z miejsc, które warto odwiedzić podczas pierwszej wizyty w Azji. To Tajlandia w pigułce, kolorowa, tętniąca życiem, oferująca mnóstwo przyjemnych i zmyślnych atrakcji. Gorąca, bardzo gorąca. Może właśnie przez ten żar tak mocno tkwi w mojej pamięci?

Phuket: 8/10.

2

Maja Jaworowska

Jestem dyspozytorem własnych torów. Social Media Manager, copywriter, content designer, zakochana w komunikacji. Piszę słowa i łączę je w całość.