Nowe MacBooki Pro to prawdopodobnie najlepsze MacBooki Pro, jakie Apple mogło pokazać

01/11/2016, 10:30 · · · 42

Nim pobiegniesz do komentarzy, żeby napisać, że jestem głupi, a Apple się kończy, poczekaj. Daj mi wytłumaczyć co mam na mysli. A potem, jeśli ciągle chcesz napisać, że jestem głupi, zapraszam.

Od pamiętnego czwartku, kiedy to Apple zabiło wszystkie porty na świecie niebędące USB-C, Lightningiem (i jak się okazuje, minijackiem), „moja” część internetu zdaje się nie mówić o niczym innym. Lamenty deweloperów, fotografów, twórców wideo. Wyśmiewania wszystkich tych, którzy ze sprzętów Apple akurat nie korzystają (nie wiem po co, potrzeba uznania?). Ktoś go kupił. 13-calowy, z Touch Bar. Ktoś z niego ciśnie bekę. Na samym iMagu pojawiło się kilka tekstów mieszających Apple z błotem. Okazuje się, że wszyscy doskonale wiedzą jakie powinny być nowe MacBooki, tylko nie Apple. Wszak to tylko największa firma na świecie zarządzana przez jednych z najlepszych specjalistów w swoich dziedzinach. Skąd oni mają wiedzieć jak robić porządne komputery. Prawda?

Kluczowe pytanie jakie powinniśmy zadać przed stworzeniem czegokolwiek to: do kogo kierujemy to coś? Gotując obiad dla siebie prawdopodobnie przyłożymy się do tego mniej, niż gdy będziemy gotować dla kogoś, na kim chcemy zrobić wrażenie. Tworząc poradnik inaczej napiszemy go, gdy odbiorcą będzie 4-latek, a inaczej jeśli będzie nim ktoś na emeryturze. Określenie grupy docelowej danego produktu jest absolutną podstawą. Więc, dla kogo są nowe MacBooki Pro?

Tutaj dochodzimy do tej trudnej części. Sufiks „Pro” sugeruje, że mówimy tutaj o profesjonalistach. Profesjonalnym deweloperze. Profesjonalnym fotografie. Profesjonalnym twórcy wideo. Osobach, u których te komputery nigdy nie wyłączają wiatraków. Tylko, moim zdaniem, to nie jest najpopularniejsza klientela MacBooków Pro.

Naturalnie, w przeciwieństwie do Apple, nie dysponuję wiarygodnymi badaniami, jedynie swoimi obserwacjami, ale mam wrażenie, że MacBooków Pro wcale nie kupują osoby potrzebujące tej mocy. Wielu moich znajomych używa właśnie Pro. Do czego? Word, Spotify, jakaś przeglądarka internetowa, Mail. Ktoś włączy iTunes. Na palcach jednej ręki wymienię tych, którzy faktycznie wykorzystują potencjał drzemiący w modelach Pro.

Jak myślicie, z czego bardziej ucieszy się ta większa grupa? Z mocniejszych procesorów i szybszej pamięci RAM? Oni w ogóle wiedzą czym jest pamięć RAM? Wątpię. Dla nich liczy się, że ich nowy komputer jest lżejszy i ma większy trackpad. Dla nich USB-C, choć koszmar w tym momencie, będzie zbawieniem w przyszłości. Nie musieć myśleć, w który port wpinam ładowarkę, a w który kabel do monitora? Mega. Dla nich Touch Bar – bajer – będzie powodem, by wysupłać z portfela te kilka(naście) tysięcy złotych i kupić tegorocznego MacBooka Pro. Co z tego, że pracuje na zeszłorocznym procesorze. I tak w porywach wykorzystają 3% mocy.

Dlaczego więc wybierają Pro? Chyba ze względu na nazwę. Kojarzycie reklamę Samsunga Galaxy S II o kolejce po iPhone’y? Pojawia się tam taki dialog:

– I could never get a Samsung phone… I’m creative!
– Dude, you’re a barista.

Wpisując kolejne liczby do tabelki Excela na MacBooku Pro wielu pewnie czuje się jakby pisało refren zwycięzcy następnego notowania list przebojów. Ba, sam na początku mojej chorej fascynacji Apple wyczytałem w jakimś artykule, że ludzie wpatrujący się w nadgryzionej jabłko potrafią wymyślić więcej sposobów na wykorzystanie cegły, niż ci wpatrujący się w logo IBM. I wiecie co? Od 7 lat gapię się na to jabłko dzień w dzień, a najbardziej kreatywny sposób wykorzystania cegły jaki przychodzi mi do głowy to palnąć nią autora tamtego artykułu.

Nowe MacBooki Pro na pewno przypadną do gustu wszystkim tym, którzy chcieliby wykorzystywać je do wyższych celów, ale przeglądają tylko na nich Facebooka. I Apple chyba głównie na nich chce się skupić, bo to oni generują więcej przychodów. Jednocześnie oznacza to odcięcie się od tych, którzy nadali firmie status „tej dla kreatywnych”. Może to dobrze. Jeśli więcej „profesjonalistów” zacznie używać rozwiązań konkurencji, być może pojawią się tam znacznie atrakcyjniejsze aplikacje, a sam Windows i Android będą równie niezawodne, jak oprogramowanie Apple kilka lat temu. Monopol chyba jeszcze nikomu nie wyszedł na dobre.

42

Michał Zieliński

Star Wars, samochody i Taylor Swift.

mikeyziel