MacBook Pro 15” z TouchBarem

16/02/2017, 10:52 · · · 8

W tym roku gwiazdkę obchodzę miesiąc wcześniej. Od prawie tygodnia korzystam z nowego 15-calowego MacBooka Pro z TouchBarem.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 12/2016


Wybrałem tę mocniejszą konfigurację, z procesorem Intel Core i7 2,7 GHz, 16 GB pamięci RAM, dyskiem SSD 512 GB, najmocniejszą dostępną kartą graficzną Radeon Pro 460 z 4 GB pamięci i amerykańskim układem klawiatury. Układ międzynarodowy, czyli ten domyślny dla komputerów Apple sprzedawanych w Polsce z tyldą koło klawisza Shift i pionowym Enterem, jest dla mnie nienaturalny i całkowicie nieakceptowalny.

Dotychczas korzystałem z 15-calowego MacBooka Pro z końca 2013 roku o konfiguracji bardzo zbliżonej do tego nowego, również z amerykańską klawiaturą.

Przez ostatnie lata niewiele wzrosła wydajność procesorów Intela. Przede wszystkim postawiono na rozwój znajdujących się w nich układów graficznych. Jednakże w przypadku komputerów wyposażonych w dedykowaną kartę graficzną nie ma to większego znaczenia. Z mojej perspektywy taktowanie procesora wzrosło o 0,1 GHz a jego wydajność o kilka procent, co w codziennej pracy jest niezauważalne. Przyspieszenie pozostałych elementów, takich jak pamięć RAM, dysk SSD czy karta graficzna jest już bardziej zauważalne względem konfiguracji sprzed trzech lat. W najnowszych MacBookach SSD na PCIe ma odczyt na poziomie 3 GB/s, a zapis około 2 GB/s. Co oznacza prawie dwukrotny wzrost względem poprzedniej generacji i czterokrotny względem mojego poprzedniego. Nowa karta graficzna Radeon Pro 460 jest ponad dwukrotnie wydajniejsza niż trzyletni GeForce 750M.

W kwestii zmian na zewnątrz to nowy 15-calowy MacBook Pro jest odrobinę mniejszy i lżejszy od dotychczasowych. Wybrany przeze mnie ciemniejszy kolor gwiezdnej szarości sprawia, że optycznie sprawia wrażenie dużo mniejszego niż poprzedni – srebrny. Jednak gdy porównamy je bezpośrednio, to różnica jest na tyle mała, że w codziennym użyciu nie będzie to zauważalne. Podobnie z wagą – zmniejszenie jej o niecałe 200 gramów to niewiele przy dotychczasowych dwóch kilogramach. Gdybym o tym wcześniej nie przeczytał, to nie zwróciłbym na to uwagi. W pierwszym odczuciu wydaje się tak samo ciężki, jak poprzednik. Dopiero biorąc do rąk naprzemiennie stary i nowy model, można wyczuć tę subtelną różnicę. Na pewno moje ramię doceni tę 200 gramową ulgę, choć dla rzetelnego pomiaru należałoby doliczyć jeszcze ciężar przejściówek, które z pewnością pojawią się teraz w torbie z komputerem.

Najbardziej zauważalną różnicą jest zastąpienie rzędu klawiszy funkcyjnych TouchBarem. Po zobaczeniu wielu zdjęć z zagranicznych recenzji obawiałem się trochę o jego wygląd.

Na szczęście przy naturalnym świetle prezentuje się bardzo porządnie. Niestety w bardzo ostrym jarzeniowym biurowym świetle ze względu na kontrast sprawia wrażenie nieco tandetnego. Wiele osób obawia się, że dotykowy pasek z wyświetlanymi przyciskami będzie nie tak wygodny, jak fizyczne klawisze. Jestem już pewien, że nowe rozwiązanie to tylko kwestia przyzwyczajania. Coraz szybciej z niego korzystam i jestem pewien, że po pewnym czasie będę to robił, nie odrywając wzroku od ekranu. Niestety lista oprogramowania wspierającego ten element nie jest jeszcze zbyt długa i minie trochę czasu, zanim większość aplikacji, z których korzystam, będzie go wspierać. Ciekawostką jest to, że pasek postępu wyświetlany na TouchBarze podczas odtwarzania wideo w przeglądarce jest aktywny także w trakcie reklam przed materiałami wideo, co pozwala na ich szybkie omijanie.

Touch ID to moim zdaniem najbardziej rewolucyjna zmiana w tej generacji. Dzięki niemu poruszając się po systemie w wielu miejscach, gdzie byliśmy proszeni o podanie hasła, możliwe jest po prostu przyłożenie palca do czytnika. Dotyczy to między innymi instalacji oprogramowania czy odblokowywania zaawansowanych opcji w preferencjach systemowych, a także podczas zakupów w iTunes i Mac App Store. Sensor jest dostępny także dla aplikacji firm trzecich i jest wspierany chociażby przez najnowszą wersję 1Password. Dla właścicieli nowych MacBooków Pro pracujących równolegle także na starszych Macach to brak Touch ID w tych drugich stanie się z czasem niezwykle irytujący.

Elementem, którego zmianę najbardziej odczuwam, jest nowa klawiatura. Po godzinie wydawało mi się, że pomimo mniejszego skoku szybko się przestawiłem. Jednak największym problemem jest omyłkowe trącanie TouchBara. Podczas naciskania klawisza Delete często zdarza mi się kliknąć ikonkę Siri, która się nad nim znajduje. Druga przypadłość to naciskanie Strzałki w lewo zamiast prawego Altu przy wprowadzaniu polskich znaków. Przez to robię błędy w co drugim wyrazie. Gdy piszę bez polskich znaków, to problem nie występuje. Obawiam się, że sporo czasu minie, zanim się przyzwyczaję. Zwłaszcza że równolegle korzystam także z innych klawiatur. Po tygodniu stwierdziłem, że jednak będę zmuszony wymienić w pracy używaną przeze mnie kablową Apple Keyboard z klawiszami funkcyjnymi na bezprzewodową Magic Keyboard. Po podłączeniu kablem Lightning jest wykrywana jako klawiatura USB i działa także na komputerach z Windowsem.

MacBook jest wyposażony w cztery porty Thunderbolt 3, które są kompatybilne ze wszystkimi akcesoriami w standardzie USB-C. Każdy z nich może pracować z prędkością do 40 gigabitów na sekundę. Wiele osób narzeka, że oprócz tych portów Apple powinno zostawić z jedne port USB-A i HDMI. Niestety sprawa nie jest taka prosta i wynika z architektury zastosowanego czterordzeniowego procesora Intel Core i7 szóstej generacji i chipsetu, który go obsługuje. W skrócie: do dyspozycji jest 20 pasów PCIe. Cztery z nich są przeznaczone na dysk SSD, kolejne osiem dla karty graficznej Radeon Pro. Zostaje więc osiem na porty, czyli po dwa na każdy port Thunderbolt 3, aby mógł pracować z pełną prędkością. Przez ograniczenia tej architektury nie da się w tym komputerze umieścić ani jednego dodatkowego portu. Po prostu nie ma z czego dać więcej przepustowości. Apple wyszło zatem z założenia, że otrzymujemy aż cztery równie mocne porty, które możemy wykorzystać według naszego uznania. Zamiast decydować za nas, do czego będziemy ich używać.

W modelu 13-calowym zastosowane układy pozwalają na wykorzystanie 10 pasów PCIe. Również cztery z nich są wykorzystane na SSD. Zostaje zatem sześć – cztery z nich przeznaczono na dwa porty po lewej stronie, które mogą pracować z pełną prędkością. Natomiast pozostałe dwa rozdzielono na porty po prawej stronie, dlatego są ograniczone. W modelu bez TouchBara tych pasów jest jeszcze mniej, przez co wszystkie cztery porty musiałby mieć ograniczoną przepustowość, dlatego zdecydowano się jedynie na dwa.

Wiele osób zarzuca Apple’owi, dlaczego zdecydowali się na umieszczenie w tych komputerach zeszłorocznych procesorów Intela, a nie zastosowali tegorocznych – siódmej generacji. Powód jest oczywisty. Pełna oferta procesorów siódmej generacji nie została jeszcze wprowadzona na rynek. Intel zaprezentował jedynie procesory niskonapięciowe, które mogłyby znaleźć się co najwyżej w 12-calowym MacBooku oraz 13-calowym MacBooku Pro bez TouchBara.

Po uruchomieniu nowych MacBooków użytkownik poprzedniej generacji szybko zauważy, że zmieniła się wielkość elementów na ekranie. Rozdzielczość matrycy jest nadal taka sama 2880 x 1800. Jednak domyślnym skalowaniem nie jest już obszar roboczy o wielkości 1440 x 900 punktów, lecz 1680 x 1050. Większy pulpit względem poprzednich generacji jest także domyślnie ustawiony w 13-calowej wersji. Ja szybko wróciłem do odpowiednika 1440 x 900, gdyż moim zdaniem obraz jest wtedy ostrzejszy.

Najnowsza generacja MacBooków Pro nie jest rewolucją. To kolejna ewolucja dobrego komputera. Pojawiają się głosy niezadowolenia, że Apple nie jest to sprzęt dla profesjonalistów, gdyż maksymalnie 16 GB to za mało czy procesor niewiele szybszy. Jednak czy pogoń za gigahercami i ilością obsługiwanej pamięci była tym, dlaczego dotychczas wybieraliśmy sprzęt tej marki? Pamiętam czasy, gdy na pytanie „Jaki masz komputer?”. Właściciele Maków odpowiadali krótko – „biały”. Od ultrawydajności ważniejszy był komfort pracy, bo on najbardziej wpływa na naszą produkcyjność. Projektowanie sprzętu to dziesiątki decyzji, które producent musi podjąć. Moim zdaniem Apple nie mogło obecnie wyprodukować lepszego komputera. Co roku na prezentacji iPhone’a powtarzane jest hasło „To najlepszy iPhone, jaki stworzyliśmy”. Oczywiście w przyszłym roku powstanie kolejny najlepszy. Tak samo jest w przypadku MacBooka Pro. Jeśli potrzebujecie mocniejszych komponentów, czy większej ilości pamięci RAM, to musicie poczekać na kolejną generacje, w której wprowadzenie takich zmian będzie możliwe. Dzisiaj jest to najlepszy MacBook Pro, jaki został wyprodukowany.



8