Recenzja MacBook Pro 13” Escape

22/02/2017, 13:00 · · · 28
fot. fot. Wojtek Pietrusiewicz

Phil Schiller, odsłaniając światu nowe MacBooki Pro na ostatnim keynote Apple, wyraźnie podpowiedział, że model bez 13” bez Touch Bara kierują do dotychczasowych klientów. Nie wspominał o fakcie, że nowy model jest zdecydowanie droższy od poczciwego Aira, tak popularnego na świecie, ale podkreślał za to zalety nowego Pro. Czym w takim razie jest nowy MacBook Pro 13” Escape? Lepszym Airem? Tańszym Pro? Czy jest to w ogóle komputer przeznaczony dla profesjonalistów?


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 2/2017


W styczniowym wydaniu iMagazine znajdziecie moją recenzję MacBooka Pro 13” z Touch Barem, z którym spędziłem miesiąc. Ponieważ model bez Touch Bara ma dokładnie taki sam ekran, taką samą konstrukcję i wiele innych wspólnych cech w tej recenzji skupię się tylko na elementach, którymi się wyróżnia, wraz z moją subiektywną oceną i porównaniem do modelu z Touch Barem.

Podsumowując, nie mam żadnych nowych przemyśleń na temat ekranu, Trackpada ani konstrukcji. Ten pierwszy jest genialny, ten drugi ciut za duży i nieprawidłowo rozpoznaje oparte nadgarstki na swoich brzegach, a ta trzecia wzorowa.

UwagaPonad 20 tysięcy słów z przemyśleniam i szczegółową analizą przesiadki z poprzednika na MacBooka Pro 13″ (na modele z Touch Barem i Escape) znajdziecie w archiwalnych wpisach na Weekly, w serii „Wypijmy za błędy”.

Specyfikacja

Ten MacBook Pro 13” Escape wyposażony jest w:

  • Intel Core i5 2,0 GHz,
  • 256 GB pamięci flash,
  • 16 GB RAM,
  • amerykański układ klawiatury.

Bez Touch Bara, z fizyczny klawiszem ESC

To pierwsza duża, wizualna różnica pomiędzy tymi dwoma modelami. MacBook Pro 13” Escape (ksywka pochodzi od tego, że ten model ma fizyczny klawisz ESC) ma rząd klawiszy funkcyjnych w miejscu Touch Bara. Ze skrajnie lewej strony, tradycyjnie, znajduje się ESC, natomiast ze skrajnej prawej strony jest przycisk włączania i wyłączania komputera. Pomiędzy nimi znajdują się klawisze od F1 do F12, a każdy z nich ma oczywiście też inne funkcje priorytetowe – regulacja jasności ekranu i klawiatury, ustawiania głośności, wywoływanie Mission Control czy LaunchPada i klawisze do obsługi iTunes.

W praktyce, jak pierwszy raz usiadłem do tej klawiatury, poczułem fizyczną ulgę. W swoich pierwszych wrażeniach, opublikowanych na łamach iMag Weekly, napisałem tak:

To, co mnie najbardziej zaskoczyło, dosłownie pięć minut po rozpoczęciu jego konfigurowania, to klawiatura. Górny rząd zawiera fizyczne klawisze zamiast Touch Bara. Jak tylko poczułem je pod swoimi palcami i jak tylko wróciłem do swoich przyzwyczajeń i skrótów, które nie były możliwe do wykonania na Touch Barze, to poczułem fizyczną ulgę. Nie żartuję. Uczucie było bardzo zbliżone do usunięcia jakiegoś ciężaru z mojej klatki piersiowej. Pamiętam ten moment bardzo wyraźnie…

Zdjąłem ręce z klawiatury. Spojrzałem na nią. Wziąłem głęboki oddech, kąciki ust wykrzywiły mi się w uśmiechu, i wróciłem do pobierania potrzebnego oprogramowania.

Z każdym kolejnym dniem coraz bardziej doceniam powrót do tradycyjnej, fizycznej klawiatury, która jednocześnie pozwoliła mi wrócić do moich przyzwyczajeń – niestety przez brak niektórych klawiszy funkcyjnych na Touch Barze, nie mogłem wykonywać pewnych skrótów klawiszowych.

Touch Bar nie jest dla mnie – dla osoby, która zna zdecydowaną większość skrótów klawiszowych dostępnych w macOS, a przynajmniej tych, z których regularnie korzystam. Co więcej, przesiadając się na nową aplikację, zawsze poświęcam krótki moment na ich naukę. Nie powoduje to specjalnych trudności – macOS jest na rynku na tyle długo, że rzadko kiedy zdarza się, aby jakiś deweloper zaszalał z niestandardowym układem.

Jednocześnie nie mogę pominąć tych osób, które cenią sobie Touch Bara. To ci, którzy często właśnie nie korzystają ze skrótów klawiszowych i którzy w menu za pomocą kursora szukają odpowiedniej opcji lub funkcji. Teraz mają je dostępne pod ekranem, a nad klawiaturą i choć trzeba od tego pierwszego oderwać wzrok, aby je zlokalizować, to jest to niewątpliwie szybsze niż korzystanie z Trackpada lub myszki, aby znaleźć odpowiednią ikonę lub pozycję w menu.

Ważną dla mnie kwestią jest fakt, że aby korzystać z Touch Bara, trzeba właśnie oderwać wzrok od ekranu, podczas gdy skróty klawiszowe tego nie wymagają, jeśli korzysta się z klawiatury bezwzrokowo. Dla mnie to wszystko przeważyło szalę i jestem zdecydowanym fanem pełnej, tradycyjnej klawiatury. Do tego dochodzi brak jakiegokolwiek feedbacku, że cokolwiek wcisnąłem – ta technologia aż prosi się o wykorzystanie Taptic Engine.

Pisząc ten rozdział, zdałem sobie sprawę z jeszcze jednej rzeczy – korzystając z MacBooka wyposażonego w Touch Bara, czułem się (przez równy miesiąc, gdy z niego korzystałem), jakbym przesiadł się na obcy system operacyjny. Nie czułem się u siebie. Brakowało mi pewności w korzystaniu z niego i wspomniane braki w skrótach klawiszowych, które wymusiły zmiany w moim workflow, na pewno nie pomogły.

Czy jestem dinozaurem? Prawdopodobnie tak. Nie da się jednak ukryć, że od przeszło trzech dekad korzystam z klawiatur. Ba! Korzystałem z nich jeszcze zanim w świecie PC-tów istniało coś takiego jak myszka czy graficzny interfejs użytkownika, a jedną grą było skakanie po drzewie katalogów w Norton Commanderze, bo nie było żadnych gier. Na szczęście to wszystko szybko się zmieniło.

Procesor, grafika i RAM

Jedną z różnic pomiędzy modelami Escape i z Touch Barem, jest częstotliwość taktowania RAM-u – jest niższa i wynosi 1866 MHz zamiast 2133 MHz.

Drugą jest procesor. Mój MacBook Escape wyposażono w Intel Core i5, taktowany częstotliwością 2,0 GHz. Mój były Touch Bar miał również Core i5, ale taktowany 2,9 GHz. To z pozoru duża różnica, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że Escape korzysta z serii procesora o maksymalnym TDP 15 watów, zamiast 28 watów w Touch Barze. To oznacza, że Escape powinien szybciej osiągać tak zwany thermal throttling i spowalniać z powodu przegrzania. W praktyce nawet korzystając z Lightrooma, ani razu nie udało mi się nawet uruchomić wiatraków, a co dopiero dotrzeć do tych limitów. Niewątpliwie byłoby to prostsze przy projekcie w Final Cut Pro. Tajemnicą, o której wiele osób zapomina, jest jednak Turbo Boost, który określa maksymalną prędkość taktowania procesora. Z doświadczenia, każda ciut bardziej wymagająca aplikacja od razu przełącza procesor w ten tryb, szczególnie jeśli korzysta z jednego rdzenia. Tutaj różnica jest już znacznie mniejsza, bo Core i5 2,0 GHz z Escape osiąga częstotliwość taktowania wynoszącą 3,1 GHz, podczas gdy model z Touch Barem 3,3 GHz – 200 MHz różnicy niweluje w moim przypadku różnice w wydajności. Przy codziennej pracy, włączając w to Lightrooma, nie zauważyłem żadnych różnic pod względem wydajności. Testy syntetyczne sugerują, że ta wynosi około 5%.

Dla osób, które chcą kupić model Escape, a potrzebują absolutnie największą dostępną moc, warto rozważyć opcjonalny Intel Core i7 2,4 GHz (Turbo Boost to 3,4 GHz), który powoduje, że Escape staje się szybszy od bazowego Touch Bara.

Trzecią różnicą jest zastosowanie w modelu Escape innego GPU w procesorze. Zamiast Intel Iris Graphics 550 jest model 540. Różnic nie zauważyłem.

Porty

Ze względu na to, że Skylake nie wspiera Thunderbolta 3 natywnie, Apple musiało zastosować osobny kontroler Alpine Ridge. Dzięki niemu Escape ma dwa porty Thunderbolt 3 z lewej strony obudowy. Z prawej znajduje się samotny mini Jack. Model z Touch Barem, dzięki innej serii użytych procesorów, ma opcję włożenia dwóch kontrolerów Alpine Ridge i dlatego ma cztery porty TB3. Sam bardzo rzadko korzystam z jakiegokolwiek portu na swoich laptopach, polegając raczej na chmurze, dla mnie więc nie ma to większego znaczenia, ale mimo wszystko żałuję jednego – muszę kabel zasilający zawsze podłączać z lewej strony komputera. Model z Touch Barem pozwala to robić z obu – to po prostu wygodniejsze.

Czas pracy na baterii

Oto pies pogrzebany. To z tego powodu zrezygnowałem z korzystania modelu z Touch Barem, który przez miesiąc, przez który codziennie z niego korzystałem, regularnie dawał mi od 5 do 7 godzin czasu pracy na baterii. Średnia oscylowała bliżej 5–6 godzin, bo 7 udało mi się osiągnąć tylko raz. To wszystko przy bardzo lekkim workflow, składającym się z Safari, Ulyssesa, Photoshopa, ImageOptim, Tweetbota i synchronizacji plików przez Resilio Sync (z Dropboxa już nie korzystam, a Resilio Sync jest dodatkowo mniej prądożerny z moich doświadczeń). A jak jest na Escape?

Model Escape ma prawie o 11% większy akumulator w środku. To musi się przełożyć na lepsze wyniki, szczególnie że procesor jest mniej prądożerny i nie ma Touch Bara, który, choć nie zużywa dużo energii, to mieć, a nie mieć elektrona, daje razem dwa elektrony. Czy jakoś tak.

Na wstępie, na obronę swoją, muszę zdecydowanie zaznaczyć, że korzystam z niego w pełnej konfiguracji dopiero od pięciu pełnych dni. Z doświadczenia z poprzednimi dwoma MacBookami z Touch Barem mogę powiedzieć, że po tygodniu zyskuje się około godziny, jak już wszystkie Spotlighty i inne procesy się ustabilizują. Tymczasem przez te pierwsze 5 dni codziennie uzyskuję realne czasy pracy na poziomie 8 godzin. Jak ograniczam korzystanie z Photoshopa i ImageOptim, to 9 jest osiągalne. To są wartości, które co prawda nie dobijają do obiecanych 10 godzin (tak, wiem: „do 10 godzin”), ale jestem je w stanie zaakceptować.

Pamiętajcie, że to są moje wyniki z moją konfiguracją i moim sposobem pracy – Wasze będą się różniły na plus lub minus. Do tego wszystkiego dochodzi jednak uwaga. Przy tym samym workflow, na poprzednich MacBookach (Air i Pro), zawsze przekraczałem obiecane przez Apple czasy pracy, czasami nawet o 3–4 godziny (Air 11,6” z Core i7 z 2013 roku). Tak było z każdym moim MacBookiem z ostatniej dekady.

Spore zamieszanie w tych wynikach może wprowadzić zbliżające się dużymi krokami uaktualnienie do macOS Sierra 10.12.3, które w wersji beta 4 już pozwala ludziom dłużej pracować na jednym ładowaniu. Będę obserwował temat.

Hałas? Jaki hałas!?

Rozkręcenie wiatraków na modelu Escape i z Touch Barem to dla mnie nie lada sztuka. Pełny eksport kilkudziesięciu dużych 42 MP zdjęć z Sony A7R II ich nie wyzwolił. Pomogło równoczesne uruchomienie kompresowania kilkudziesięciu plików typu PNG w ImageOptim (JPG nie zrobiły na nim wrażenia) w trybie „Insane”. Wiatraki zdają się włączać później niż w poprzednich generacjach i działają na niższych obrotach. Jest ciszej i przyjemniej, a thermal throttlingu nadal nie doświadczyłem. Być może być też tak, że wiatraki się kręcą, ale ich nie słyszę. Niezależnie, z punktu widzenia użytkownika jest ciszej i zdecydowanie przyjemniej.

Inne

Piszące tę recenzję i zbierając pytania „od publiczności”, otrzymałem jedno bardzo ciekawe, które spowodowało, że zawiesiłem się na moment, żeby zastanowić się, co bym zrobił.

Czy gdyby bateria była OK, to zostawiłbyś tego z Touch Barem?

Ze względu na wygodę, prawdopodobnie tak. Gdyby trzymał 9–10 godzin na jednym ładowaniu przy moim workflow, to prawdopodobnie bym go nie oddał. Nie dowiedziałbym się jednak wtedy, o ile lepiej mi się pracuje na modelu z pełną klawiaturą. Gdybym jednak miał okazję testować oba równocześnie i miał zwrócić jednego z nich, zakładając nawet, że model z Touch Barem osiągałby dokładnie takie same wyniki, jak model Escape, to oddałbym tego pierwszego. Nie wiem, jak podkreślić, jak pełna klawiatura dużą robi dla mnie różnicę, ale pamiętajcie, że to dotyczy wyłącznie mnie – są osoby, które wolą Touch Bara (chociaż dopóki ta technologia nie pozwala używać jej bezdotykowo i nie wspiera Taptic Engine lub czegoś podobnego, to uważam, że to błędny kierunek).

Na koniec

MacBook Pro 13” Escape nie jest biedniejszą wersją modelu z Touch Barem, podobnie jak Porsche Cayman nie jest biedniejszym 911, choć oba te produkty są tańsze. Uważam, że osoby, które tak twierdzą, nie są świadome tego, co taki Cayman (MacBook Pro 13” Escape) oferuje. Niestety, podobnie jak Porsche popełniło błąd przy Caymanie, tak samo zrobiło Apple z tym modelem MacBooka. Touch Bar powinien być opcjonalny, bo osobiście zawsze będę wolał większą baterię nad funkcję, którą trudno mi nazwać inaczej niż „zbędnym bajerem”, ale jednocześnie chciałbym mieć możliwość wybrania szybszego procesora, jeśli akurat taką mam potrzebę.

Każdy, kto będzie potrzebował duże pokłady mocy do zaawansowanych zadań, powinien zainwestować w model z Core i7, niezależnie, czy weźmie Escape, czy ten z Touch Barem. Mnie osobiście Core i5 2,0 GHz w zupełności wystarczy do sporadycznej obróbki zdjęć czy wideo. Gdybym to jednak robił zawodowo po kilka godzin dziennie, to zdecydowałbym się na model 15”, ponieważ większy brat posiada CPU z czterema rdzeniami i ma dzięki nim znacznie większą wydajność (szczególnie w Lightroomie i Final Cut Pro X).

Jest jeszcze jeden problem z modelem Escape… Kosztuje w podstawie 7499 złotych. To dużo (pamiętając, że Apple jednocześnie robiło korektę kursu, który skoczył w ostatnich miesiącach – za to musicie dziękować niestety komu innemu), ale jednocześnie nie żałuję w żaden sposób wydania takich pieniędzy (tym bardziej że przecież „wyłożyłem 8999 złotych na Touch Bara), bo ekran jest fenomenalny.

Brakuje mi w zasadzie dwóch rzeczy:

  1. Jeszcze dłuższego czasu pracy na baterii – 10–12 godzin bez kombinowania byłoby cudownie.
  2. Wyższej natywnej rozdzielczości ekranu. Obecny ma 2560 x 1600 px, co daje obszar roboczy przy @2x odpowiadający 1280 x 800 pt. Ciekawostką jest to, że modele z 2016 roku domyślnie mają włączony tryb odpowiadający 1440 x 900 pt, co daje więcej miejsca na ekranie. To oznacza, że aby widzieć prawdziwą Retinę przy @2x, to ekran powinien mieć rozdzielczość 2880 x 1800 px. Niestety, taki ekran zużywałby więcej prądu…

MacBook Pro 13” Escape to prawdopodobnie najrozsądniejszy model spośród całej linii, który jest jednocześnie najwygodniejszy do użytkowania (pełna klawiatura). Jeśli nie potrzebujecie więcej niż dwa porty Thunderbolt 3, to mogę go śmiało polecić, w odróżnieniu od modelu z Touch Barem.

Niestety, ze względu na cenę, jeśli nie potrzebujecie jego znacznie szybszego SSD i ekranu P3, muszę napisać, że powinniście rozważyć model z poprzedniego roku – jest po prostu tańszy, a oferuje niewiele mniej (zależnie od potrzeb danego użytkownika). Mnie kusił, ale ostatecznie nie ma ekranu P3, a to był mój główny powód wymiany.

Uwagi do oceny

  • minus za zbyt małą baterię;
  • minusy za bugi w macOS Sierra;
  • minus za czas pracy na baterii.



Design: 5/6
Jakość wykonania: 6/6
Oprogramowanie: 4/6
Wydajność: 5/6 5/6

28

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.