iMagazine

Minimalizm jako droga – cz. 2

11/10/2017, 10:32 · · · 1

Kilka lat temu leciałem do Marrakeszu przez Berlin. Czekając na odprawę, siedziałem blisko lotniskowej wagi. Wprawiło mnie w zdumienie, gdy dwie pary Polaków po wyszukaniu 2 euro, wrzucali walizka po walizce na wagę. Średnio 28 kg, a z tego, co mówili, wynikało, że lecieli na tydzień wakacji na Majorkę. Ja leciałem na trzy tygodnie do Maroka z plecakiem 35 l, który ważył niecałe 10 kg, z czego sprzęt foto niecałe 4 kg. Co oni mieli w tych walizkach? Totalnie nie potrafię sobie tego wyobrazić, zważywszy, że na Majorce przeważnie jest piękna pogoda.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 3/2017


Co zabieram? Dla mnie najważniejszy jest sprzęt fotograficzny. I to waży najwięcej. Mogę nie zabrać majtek, ale aparat i osprzęt zawsze muszę mieć przy sobie.

Zabieram:

  • dwa aparaty fotograficzne i dwa dodatkowe obiektywy (zamieniłem lustrzankę na mały aparat bezlusterkowy. Ważne, by był mały i lekki, ale z jakością zdjęć lustrzanki),
  • ładowarkę i dodatkowe akumulatory oraz karty pamięci,
  • paszport, kartę kredytową i potwierdzenie ubezpieczenia,
  • podstawowe artykuły higieniczne,
  • zapasowe spodnie,
  • dwa lub trzy T-shirty,
  • ciepłą bluzę z kapturem,
  • mały notes z ołówkiem,
  • ręcznik z mikrofibry,
  • tablet lub mały komputer, w zależności od tego, gdzie lecę i na jakie zdjęcia liczę (specjalnie na wyjazdy mam iPada Mini – mały i lekki),
  • bieliznę, kąpielówki, skarpetki oraz rzeczy do spania.

Gdy pakuję plecak, zawsze zadaję sobie pytanie: „Czy ta rzecz jest warta, bym ją nosił na plecach cały dzień?”. Jeśli nie, to wylatuje ze spisu. Gdy się pakuję, rozkładam na dywanie wszystkie przedmioty, które chcę zabrać. Łatwo w takim rozłożonym na czynniki pierwsze bagażu zweryfikować przydatność poszczególnych rzeczy.

Od zawsze z podróży przywożę tylko po jednej pamiątce. Najczęściej staram się, by była mała. Z Iranu ostatnio przywiozłem tylko jedną kartkę z książki pisanej ręcznie z ilustracją. Kupiłem ją w małym antykwariacie.

Nie trafiłem jeszcze nigdy w miejsce, gdzie nie mogłem sobie dokupić koszulki, japonek czy spodenek. Jedynie problem jest z rozmiarami, ponieważ na przykład w Azji rozmiar XL, to jak u nas chyba M.

Na miejscu najważniejsze jest dobre nastawienie i nierezygnowanie z przydarzających się okazji poznania miejsca, w którym się jest. Wstawaj wcześnie, kładź się późno. Znajdź chwilę, by posiedzieć w kawiarni czy restauracji. Chłoń całym sobą zapachy i smaki. Wszystkiego i tak nigdy nie uda się zwiedzić. Ja dodatkowo wolę przebywać z ludźmi, mimo że rzadko potrafię się z nimi porozumieć. Szczery uśmiech jest najlepszym i najbardziej uniwersalnym językiem świata.

Zajrzyjmy teraz do domu. W większości mieszkań szafy to największe meble. Są ogromne i wypełnione po brzegi. Do tego dochodzą jeszcze różnego rodzaju komody i inne meble, które zawierają ubrania. Znam osoby, które części swoich ubrań nigdy nie założyły. Znam osobę, która kupiła buty, mimo że już takie miała, ale o nich zapomniała. By znaleźć punkt odniesienia, pomyślmy o sobie, gdy wyjeżdżamy na wakacje. Dwa tygodnie jesteśmy w stanie przeżyć z małą ilością rzeczy. Dlaczego nie przenieść tego na resztę życia? Przecież nie potrzebujemy na każdy dzień roku nowej kreacji. Wiem, kobiety uważają inaczej. Mogę im zaproponować inne podeście. Zamiast tysiąca ubrań z galerii handlowych – jedno od znanego projektanta. Czy nie jest kusząca myśl, by w szafie zamiast przemysłowej produkcji wisiały 3–4 kreacje z najlepszych salonów mody? Szyte dokładnie na Twój rozmiar. Ja mam podobnie jak Steve Jobs, tylko on z golfami, a ja mam jeden model T-shirta, do tego marynarka lub bluza. Warto uzmysłowić sobie, w czym najlepiej wyglądamy oraz fakt, iż są rzeczy ponadczasowe i klasyczne. Każdego roku są różne mody. Przecież sklepy muszą coś sprzedawać, a projektanci czymś nas zaskakiwać. Bądźmy ponad to.

Zupełnie czymś innym jest minimalizm w dbaniu o siebie. Używamy kosmetyków, by przykryć często braki w dbaniu o siebie. I często to widać. Wystarczy więc w łazience mieć podstawowe środki higieny. Nie trzeba mieć małego salonu SPA. U kobiet jest trochę inaczej, rozumiem to. Nie warto jednak kupować wszystkiego, co jest w Douglasie, Seforze czy Rossmannie. Umiar podobny jak w przypadku ubrań. Zamiast 100 różnych pomadek – dwie z najlepszych firm.

W większości miejsc na świecie, w których byłem, nadwaga nie jest takim problemem jak w Polsce. Przyjmujemy za dużo kalorii, a za mało ich spalamy. To takie uproszczenie. Aby temu przeciwdziałać, najprościej zacząć od zasad japońskich – powinno się jeść tak, by zaspokoić głód w 80%. Nie napychajmy swoich żołądków na maksa. Nie jedzmy ciężkostrawnych potraw i dużych porcji. W restauracjach, jeśli w nich jadamy, to starajmy się prosić o połowę porcji lub jedną porcję dla dwóch osób.

Istotne jest, by jadać produkty w jak najbardziej naturalnej postaci. Ostatnio przeczytałem fajny artykuł o posiłkach brudnych i czystych. Te czyste to mało przetworzone i dobre. Istotny jest stosunek czystych posiłków do brudnych. Na początku samo doprowadzenie do przewagi czystych to nie lada wyzwanie. Warto też pamiętać, by jadać kilka posiłków, najlepiej w określonych godzinach. Regularność posiłków daje organizmowi komfort poprawnego zarządzania zasobami, ogranicza też odkładanie się tłuszczów. Mamy wbudowany taki moduł ERP w organizm.

Gdy już zadbaliśmy o dietę, warto też się zacząć ruszać. Fitness. Minimalistyczny fitness jest bardzo prosty. Nie potrzeba rozbudowanej siłowni, wielkich i drogich atlasów. Wystarczy wyjść z domu na dwór i zacząć się ruszać. Spaceruj, biegaj, jeźdź na rowerze. Dodaj do tego trochę ćwiczeń z ciężarkami, skakanką czy innymi prostymi przyrządami. Skup się na osiąganiu coraz lepszych czasów, a nie na kolekcjonowaniu urządzeń do ćwiczeń. Gdy osiągi są zadowalające, skracaj i intensyfikuj treningi. Podobno bardzo minimalistyczny jest CrossFit, niestety tego nie doświadczyłem osobiście.

Minimalizm w finansach to jedno z trudniejszych zagadnień. Przez wiele lat moje pokolenie żyło bez dostępu do podstawowych towarów. Teraz wiele osób rekompensuje sobie to zbyt wielkim konsumpcjonizmem. Kupujemy swoim dzieciom rzeczy, których sami nie mieliśmy. Tym samym robimy szkodę i sobie, i im. Ograniczanie prezentów, a w zamian odpowiedzialność za wykonywaną pracę jest najcenniejszym darem, jaki możemy przekazać swoim dzieciom. Trudno także oprzeć się reklamom oraz presji otoczenia. Sami co chwilę wymieniamy sprzęty Apple. Niestety, tu muszę jeszcze mocno popracować nad sobą.

Warto mieć odłożone pieniądze na „czarną godzinę”. To daje spokój. Powoduje, że podejmujemy lepsze decyzje. Przykładem niech będzie mój znajomy, który zrezygnował z pracy, gdy urodziła mu się córka. Bez stresu pomagał w domu i gdy stwierdził, że już może wrócić do życia zawodowego, spokojnie wyszukał najlepszą dla siebie posadę.

Spłać długi oraz kartę kredytową. Ja proponuję, by zrobić to w tej kolejności. Najpierw pieniądze awaryjne, potem spłata. Ważne jednak, by środki awaryjne nie były finansowane z długów. Pożyczki czy kupno niepotrzebnych przedmiotów na raty jest oddaleniem się od celu, jakim jest nasze szczęście. Nie wierzę, że można być całkowicie szczęśliwym z posiadania na przykład nowego telewizora na raty przed spłatą ich w całości. Kiedyś miałem tak kupiony telewizor. Miałem też kota. Kot zrzucił telewizor, który rozpadł się na kawałki, a mnie zostały raty do spłaty. To nie jest dobre podejście do finansów. Obecnie, nauczony doświadczeniem z kotem, kupuję tylko wtedy, gdy mnie na to stać. Gdy odłożysz na „czarną godzinę”, spłacisz długi i nagle kupisz Mac Booka na raty, to wszystkie poprzednie zabiegi uzdrawiające finanse tym jednym zabiegiem rujnujesz.

Dwa zdania, które mi teraz towarzyszą:

  1. Nie kupuj, chyba że naprawdę tego potrzebujesz, tylko nie oszukuj się.
  2. Nie kupuj, chyba że masz stosowną kwotę w gotówce.

Prostota, czystość, brak zbędnych rzeczy i opracowany dobrze plan zajęć nie zawsze jest łatwy do osiągnięcia. Jednak przy jednym z czynników zewnętrznych jest to jeszcze trudniejsze. Dzieci. Każde życie, w którym obecne są dzieci, jest skomplikowane – przynajmniej w jakiejś części.

Moi synowie w swoich pokojach mają porządek lub nie, tak jak pewnie większość chłopców w tym wieku. Raczej słabo to wygląda. Gdy jednak są u mnie, po pierwszych problemach i tłumaczeniach, stosują się do moich standardów. Te same dzieciaki, a totalnie różne zachowania. Potwierdza to moją tezę, że z dziećmi też można. Jeśli im wytłumaczymy i stosujemy się do przyjętych standardów, to zaczną je również stosować. Warto pamiętać, że dzieci to jednak dzieci i powinno się pozwolić im nimi być. Dzieci, gdy się bawią, robią bałagan. Akceptujmy to. Musimy je uczyć, że każda zabawa kończy się jednak zawsze sprzątaniem. Moim pomysłem na porządek były pudła i kartony. W nich były przedmioty (zabawki). Łatwo się je sprząta, a po zamknięciu są bardzo minimalistyczne. Co jakiś czas trzeba zrobić przegląd pudeł. Czy są w nich zbędne przedmioty? Jeśli tak, to wyrzucamy je lub przekazujemy czy sprzedajemy. Standard, który już omawiałem.

Uczmy dzieci, że jakość jest lepsza niż ilość. Wiem, że to trudne. Prezenty i zabawki, które kupujemy, nie powinny być tłumieniem naszych wyrzutów sumienia z powodu braku czasu dla swoich pociech. Twoim dzieciom o wiele bardziej potrzeba Twojej obecności niż prezentów.

Jeszcze trudniej jest, gdy nasze minimalistyczne serce pokocha nieminimalistyczne. Jak sobie wtedy poradzić? Jakie jest najprostsze rozwiązanie? Tu muszę Was zmartwić. Bo nie ma takiego. Radzenie sobie i życie z ludźmi, którzy chomikują wszystko, jest trudne. Wszystko może im się przydać. Mieszkanie z bałaganiarzami, którzy nigdy nie sprzątają po sobie, nie jest łatwe. O wiele łatwiej i przyjemnej jest żyć jako singiel. Niestety, wielu z nas nie ma takiego luksusu. Mieszkamy z rodzicami, w akademikach, na stancjach. Nasi partnerzy po zamieszkaniu razem też mogą mieć inne standardy. Tu przypominam sobie, gdy zaprosiłem do siebie pierwszy raz moją obecną partnerką. Sprzątałem mieszkanie dwa dni przed jej przyjazdem. Tymczasem po tym, jak zamieszkaliśmy razem, wyznała mi, że była przerażona. Teraz ona wyznacza standardy czystości. Standard obowiązujący u niej jest wyższy niż na sali operacyjnej w szpitalu.

Gdy jednak nie miałeś tyle szczęścia co ja, to jest kilka strategii, by jakoś przetrwać.

  1. Skup się na sobie. Realizuj politykę minimalizmu tylko w stosunku do siebie. Poczujesz się lepiej, gdy odpuścisz otoczeniu.
  2. Dawaj przykład. To działa wyjątkowo skutecznie i często za twoją postawą pójdą inni.
  3. Edukuj. Pokazuj zalety. Pokaż, ile można zaoszczędzić. Ja pokazałem znajomym, jak dzięki mojej postawie oszczędzam na wyjazdy. To ich w pewnym stopniu odmieniło.
  4. Ustal granice. Nie pozwalaj, by inni je przekraczali. Czytałem o ludziach, którzy dzielili pokoje na dwie części – minimalistyczną i zagraconą.
  5. Szukaj kompromisów. Właściwie mieszkanie z innymi to już kompromis. Staraj się jednak wszędzie, gdzie to możliwe, znajdować sposób, by wszyscy, choć w jakimś stopniu, byli zadowoleni.
  6. Akceptacja. Gdy jesteś zupełnie różny niż osoby wokół Ciebie, postaraj się, by Cię zaakceptowano, a Ty w zamian akceptuj innych.

Zakończenie

Konsumpcjonizm oraz sztucznie kreowana potrzeba posiadania powodują napędzanie produkcji i tworzenie się nowych gałęzi przemysłu. Są firmy, które doradzają, jak zajmować się organizacją. Generują one dodatkowe narzędzia i usługi. Mamy więc aplikacje do planowania i zażądaniem czasem i projektami. Do tego potrzebujemy nowych telefonów, tabletów i komputerów. Jednak wszystko to nagle się okazuje niepotrzebne, gdy uprościsz swoje życie. Plan dnia, jeśli nie będzie przeładowany, będzie łatwy do zapamiętania. W szafach, jak będzie w niej niezbędna ilość ubrań i rzeczy, nie będzie wymagała organizerów. Zadania, które realizujesz, jeśli ograniczysz do sławnych 80/20, czyli najważniejsze zrealizujesz, to i tak jesteś wygrany, a oszczędzasz 80% czasu. Nie musisz mieć wtedy nawet skomplikowanych systemów informatycznych.


Adalbert Freeman

Fotoreporter i dziennikarz. Zakochany w krajach arabskich i islamie. Użytkownik nadgryzionych jabłek.


Dodaj komentarz

andriej napisał(a):

w zasadzie zgoda. ALE…kredyt to nie jest zło. Nieraz nigdy nie odłożysz pieniążków na rzeczy, któ®e oczywiście wg Ciebie zapewne sa zbędne do życia jak :
mieszkanie (przecież mozna wynajmować a nie mieć),
lepszy samochód (przeciez mozna zyć bez samochodu albo latać takim starociem, który zagraża zyciu mojemu i innych),
lepsze jedzenie (przeciez można w zasadzie żywić się resztaki z sueprmarketów i przeżyć chorując albo nie widziec nigdy restauracji na 55 pietrze singapurskiego wiezowca), leczenie np. zębów (ale mozna nie leczyć przeciez i tak wypadną),
dzieci doedukować (ale przeciez nauka jest bezpłatna..)
na wakacje wyjechać (ale przecież mozna iść do lasu za darmo albo zapierd…całe zycie bez widzenia świata..)
itd itd…nigdy na to nie odłozysz ale posiłkując się mądrze branym kredytem dasz radę !…