iMagazine

Mio Slice

15/10/2017, 10:53 · · · 1

Dzisiaj każde urządzenie zlicza kroki, potrafi to już nie tylko specjalna opaska, ale też zegarek, telefon, wisiorek i słuchawki. Dane więc mamy, pytanie jednak, co możemy z nimi zrobić?


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 7/2017


Informacja o liczbie pokonanych w ciągu dnia kroków przydaje się do tego, by motywować się do stałej aktywności. Jeśli jednak wyciskamy z siebie siódme poty na rowerze i spalamy przy tym niesamowitą ilość kalorii, to i tak przez mierzącą w ten sposób wysiłek opaskę uznane to zostanie za czynność równie męczącą, co leżenie przed telewizorem. Przyznacie, nie do końca o to chodzi. Mio, które swoją drogę na nadgarstek użytkownika rozpoczęło od monitorów pracy serca, podeszło do tematu bardzo innowacyjnie. Owszem, opaska Slice mierzy liczbę kroków i na tej podstawie szacuje pokonany dystans, ale wysiłek i jego wpływ na zdrowie określa za pomocą współczynnika PAI (Personal Activity Index), biorącego pod uwagę nie tylko ruch, ale też tętno.

Występujący w kilku kolorach i dwóch rozmiarach Slice przypomina nieco opaskę Gear Fit 2 od Samsunga. Gumowy, dość szeroki i niewymienny pasek jest połączony ze sporym ekranem. Ten nie jest jednak dotykowy, a korpusu nie da się oddzielić od paska. Do sterowania mamy natomiast jeden duży przycisk, który wciskamy krótko bądź długo. Mógłby stawiać trochę większy opór, zdarzyło mi się bowiem przypadkiem włączyć trening, mając Slice’a w rękawie kurtki. Pasek zapina się na podwójny klips, a zakres regulacji jest bardzo szeroki. Urządzenie nosi się wygodnie, nie czuć go na nadgarstku, a jedyne momenty, w których o sobie przypomina, to te, gdy zaczepia się o mankiet lub ściągacz bluzy (bo i owszem, Slice nie tylko wygląda na gruby, ale i faktycznie taki jest). Wybrałem wersję z jasnobeżowym paskiem, który nie brudzi się ani trochę, ekran też jest wytrzymały i przez kilka tygodni nie dorobił się ani jednej ryski.

Jeśli jesteśmy już przy wyświetlaczu, to należy wspomnieć o jego podświetleniu. Ma trzy stopnie, regulowane ręcznie, na niewiele to się jednak zdaje. W ciemności najniższy z nich jest wciąż trochę za jasny, natomiast w pełnym słońcu ekran i tak jest nieczytelny, bo ekran i chroniące go szkiełko dzieli zbyt duży dystans. Na plus należy natomiast zaliczyć wodoodporność do 30 m zanurzenia i informowanie o połączeniach i wiadomościach za pomocą wyraźnej wibracji (na ekranie wyświetla się też nazwa kontaktu). Bateria urządzenia wypada przeciętnie – pozwala na trzy doby ciągłego działania.

Na ekranie Slice wyświetla domyślnie godzinę, pojawia się ona po wciśnięciu przycisku lub podniesieniu nadgarstka. Gest nie jest zawsze poprawnie odczytywany, co trochę przeszkadza, szczególnie gdy drugą rękę mamy zajętą. Jednocześnie monochromatyczny ekran pokazuje tylko jedną informację. Oprócz godziny odczytamy też zdobyte w tygodniu oraz w ciągu dnia punkty PAI, liczbę przebytych kroków, tętno, dystans i spalone kalorie. Slice analizuje też sen, ale na urządzeniu podejrzymy tylko, ile czasu trwał, szczegółowa analiza jest dostępna w aplikacji. Niska rozdzielczość ekranu nie pozwala na zebranie na jednym ekranie wielu informacji, ale uważam, że spokojnie pomieściłby godzinę, punkty PAI i poziom baterii jednocześnie. Brakuje mi tego – każdorazowo, by sprawdzić dzienny postęp, muszę przeklikać się przez menu (które przewijane jest tylko w jedną stronę). Aplikacja na iOS pozwala uszeregować funkcje w wybranej kolejności, a także wyłączyć niektóre ekrany, jeśli uważamy je za zbędne. Program ma dość prosty interfejs, na wykresie kołowym pokazuje aktywność z danego tygodnia, główny ekran wyświetla też bieżące tętno i PAI. Możemy sprawdzić, ile punktów zdobyliśmy podczas lekkiego wysiłku, a ile podczas średniego i intensywnego. Ponadto mamy dostęp do wykresu tętna i snu, a także listy zarejestrowanych aktywności. To niewiele, a na dodatek zbierane są dane jedynie z ostatniego tygodnia. Pozostałe przepadają, a szkoda – monitorowanie postępu jest przez to praktycznie niemożliwe. Nie ma też integracji z żadnymi aplikacjami i serwisami trzecimi, choć z uwagi na specyfikę pomiaru za pomocą PAI jestem w stanie to zrozumieć.

Urządzenie nie jest specjalnie skomplikowane, ale nie musi takie być, by się sprawdzać w mierzeniu aktywności (a Fitbit Flex 2 jest tego najlepszym przykładem). Sprzęt nie ma dedykowanych trybów treningu, gdy zaczynamy ćwiczyć, przytrzymujemy po prostu duży przycisk, to samo robimy na koniec wysiłku. Slice pokazuje tylko tętno, czas, kalorie oraz punkty PAI, niezależnie od tego, co robimy. Nawet Apple Watch dostarczy więcej informacji, jednak zupełnie nie o to tutaj chodzi.

Mio opracowało sprzęt, który określa wysiłek na podstawie kilku mierzonych parametrów i wyświetla go w postaci punktów PAI, w równym stopniu odzwierciedlających skuteczność różnego rodzaju aktywności. Przyjęto, że zdobycie 100 punktów PAI w ciągu tygodnia pozwala zachować formę, wcale nie jest to jednak takie proste. Po pierwszym dniu noszenia Slice’a zdobyłem ich… 0. Fakt, mój dzień nie był zbyt aktywny, ale Fitbit wskazał, że wypełniłem swój cel, 7500 kroków. To jednak było za mało, tętno bowiem ani razu nie przekroczyło odpowiedniego pułapu, a tym samym wysiłek był zbyt mały, by miał wpływ na moją kondycję. Gdy następnego dnia poszedłem biegać i włączyłem tryb treningu, pod koniec treningu nazbierałem ponad 20 PAI. Na siłowni również uzyskiwałem podobne wyniki. Fitbit stwierdził, że nieszczególnie się zmęczyłem, ale wyświetlana przez Slice’a dwucyfrowa liczba punktów PAI zdecydowanie lepiej odzwierciedlała mój wysiłek. Sposób pomiaru na podstawie PAI jest więc dość nietypowy, ale uważam, że dużo lepiej sprawdza się w zróżnicowanych rodzajach treningu, gdy nie mierzymy poszczególnych parametrów, a jedynie finalny efekt.

Mio podeszło do tematu opasek fitness w sposób dalece odmienny od tego, jaki robią to praktycznie wszyscy. Postawiło na PAI, czyli nowatorski system, który sprawdza się zaskakująco dobrze. Widać jednak, że Slice nie jest jeszcze produktem do końca dopracowanym i o ile sprzętowo niewiele mu brakuje, to pod względem oprogramowania mogłoby być sporo lepiej. Nie oczekuję, że Mio upodobni swoją aplikację do tych od innych producentów, natomiast liczę na to, że pozwoli łatwiej monitorować postępy.


Paweł Hać

Ten od Maków i światła. Na Twitterze @pawelhac


Dodaj komentarz

kwolana napisał(a):

Innowacyjne to są urządzenia Garmina. Może jeszcze Suunto ale to inna bajka. Reszta kopiuje.