iMagazine

Razer DeathAdder Elite i Sphex V2 – dla graczy, przez graczy

23/10/2017, 10:47 · · · 6

Od prawie dekady korzystam z Wacoma Intuos 4 na swoich Macach. Niestety myszka, która była z nim w zestawie, przestała działać jak należy. A może sam tablet się psuje? Przy korzystaniu z myszki okazuje się, że są miejsca na Intuosie, gdzie nie jest rejestrowany żaden ruch. Dlaczego w ogóle z niej korzystam, skoro to tablet piórkowy, zapytacie? Bo ciągłe podnoszenie i odkładanie piórka to czysta strata czasu! A dlaczego nie dokupiłem po prostu samej myszki? Bo ta jest trudno dostępna i kosztuje od 299 do 499 złotych, zależnie od sklepu. Nie wykluczam, że to po prostu wina Intuosa, a nie miałem czasu na eksperymentowanie i nie miałem najmniejszej ochoty wydawać takich kwot, tym bardziej że nowy Intuos Pro w rozmiarze S to wydatek wynoszący prawie tysiąc złotych. Zdecydowałem się więc na to, co miałem, zanim kupiłem Wacoma…


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 9/2017


Razer DeathAdder Elite

Na rynku jest bardzo wiele myszek. Są tanie, drogie, dobre, złe, wygodne, niewygodne, brzydkie, piękne, minimalistyczne i dla graczy, które mogą jednocześnie charakteryzować się wszystkimi poprzednimi cechami. Markę Razer sprawdzałem już w życiu niejednokrotnie, dlatego nie miałem większych problemów przy wyborze. Nie chciałem też rozwiązania bezprzewodowego – od tego mam Magic Trackpada. Tylko którego Razera wziąć?

DeathAdder Elite wybrałem dlatego, że kształtem nawiązuje do mojego starego Razera, którego nazwy już nie pamiętam, ale miał na pewno coś wspólnego z wężem – obstawiam Diamondbacka lub Copperheada z lat 2004–2005. DeathAdder ma też rzekomo jeden z najlepszych optycznych czujników na rynku, wspierający próbkowanie przy 1000 Hz i oferujący aż 16 tys. DPI. Przekonała mnie też stosunkowo rozsądna cena oraz sam wygląd – wygląda bardzo solidnie. Dlaczego nie Magic Mouse, zapytacie? To (dla mnie) jedna z najgorszych myszek na świecie. Owszem, genialnie wspiera gesty, ale jest tak nieergonomiczna, że gdy Craig Federighi pierwszy raz na scenie prezentował jedną z wersji macOS, ledwo potrafił ją obsłużyć, prawdopodobnie ze stresu. Ja jej po prostu „nie ogarniam” – brzegi wbijają mi się w palce, jest niekomfortowa i nie życzę swojemu największemu wrogowi, aby z niej musiał korzystać (wystarczy, że stanie na klocek LEGO bosą stopą).

Nie jestem fanem sprzętu dla graczy – zazwyczaj wygląda po prostu źle. Nie przepadam też za tymi wszystkimi świecidełkami, ale te w DeathAdderze doceniłem ze względów nostalgicznych. Jakość wykonania i subiektywne odczucia względem użytych materiałów są odpowiednio znakomite i bez zarzutu. Całość jest czarna i matowa, prawie minimalistyczna. Tylko logo i kółko do przewijania stron www mogą się świecić. Razer to rozwiązanie, które można znaleźć również w pozostałych ich produktach, nazywa się Chroma Lighting. Na szczęście w przypadku DeathAddera można go całkowicie wyłączyć, chociaż sam się na to nie zdecydowałem – skorzystałem z opcji „oddychania”, która przypomina mi diody w starych MacBookach Pro sprzed wielu lat. Diody w nich zapalały się i gasły w rytmie ludzkiego oddechu. Podobnie jest w przypadku Chroma Lighting (oferuje również inny tryby pracy). Zdecydowałem się na kolor biały i czerwony. Patriotyczne.

Razer dostarcza również swoje oprogramowanie do konfigurowania myszki i te jest – tak jak się spodziewałem – tragiczne. Fakt, że oferuje sporo możliwości, ale te są albo skomplikowane w obsłudze, albo po prostu skrajnie niewygodne. Skończyło się na tym, że ustawiłem ją raz pod swoje potrzeby i mam ogromną nadzieję, że nie będę tam musiał wchodzić, aby coś zmieniać. Są też profile – program wykrywa, z jakiego korzystamy aktualnie programu i może zmieniać funkcjonalność poszczególnych przycisków. Te dwa pod lewym kciukiem są absurdalnie praktyczne – służą mi za przyciski Forward i Back w przeglądarkach internetowych. Podobne miałem w myszce Wacoma, przyzwyczajenie więc pozostało, co mnie bardzo cieszy.

Muszę jeszcze bardzo pochwalić ergonomię pracy z tą myszką – można na niej bez problemu oprzeć całą dłoń lub złapać ją za krawędzie, zależnie od naszych preferencji. W obu chwytach sprawuje się znakomicie i nawet po wielu godzinach korzystania z niej nie miałem żadnych niepokojących sygnałów z prawego nadgarstka. Niestety, nie jest to myszka dla osób leworęcznych, ale Razer ma dla Was inne modele w ofercie.

Po paru tygodniach z tym drapieżnikiem (deathadder to rodzaj bardzo jadowitych węży) jestem bardzo zadowolony ze swojego wyboru, pomimo słabego oprogramowania – odkąd go skonfigurowałem, nie muszę go uruchamiać – i mogę śmiało polecić myszki Razera osobom, które szukają czegoś wygodniejszego niż Magic Mouse. Niekoniecznie tańszego, ale zdecydowanie bardziej ergonomicznego.

Na koniec pozostaje mi jeszcze podpowiedzieć, że Razer niedawno (i w końcu!) zaprezentował kilka ze swoich produktów w innych kolorach niż matowy czarny. Niektóre klawiatury i myszki są teraz dostępne w kolorach Mercury (białym) i Gunmetal (szarym), które będą prawdopodobnie lepiej pasować do wszelkich MacBooków, iMaców i iMaców Pro.

Sphex V2

Jako że korzystałem z Intuosa, to siłą rzeczy nie miałem podkładki pod myszkę – był nią przecież tablet – wybierając myszkę, od razu wziąłem również podkładkę pod nią. Piękna to ona nie jest, ale okazało się, że przez ostatnią dekadę wiele się w tej kwestii zmieniło. Otóż w oprogramowaniu do konfigurowania myszki można opcjonalnie sprecyzować, z jakiej markowej (dla graczy) podkładki korzystamy. Razer oczywiście zawiera profile dla swoich produktów. Ta funkcja powoduje, że myszka staje się jeszcze bardziej precyzyjna, ponieważ wie dokładnie, na jakiej powierzchni się znajduje i jaką ma ona strukturę. Nie sprawdzałem, w jakim stopniu „zwykła” podkładka za pięć zeta robi różnicę, bo po prostu wziąłem podkładkę, która mi się najbardziej podobała (proszę nie myśleć, że mi się podoba – po prostu podoba mi się najbardziej z tych, które były dostępne; reszta była zdecydowanie brzydsza).

Sphex V2 jest o tyle nietypowy, że dolna powierzchnia „zasysa się” do powierzchni, na której ją kładziemy, dzięki czemu nie wędruje nam po całym biurku. Po wyjęciu z pudełka zdziwiłem się, że jest folia zabezpieczająca na spodzie, aby przypadkiem żadne brudy się tam nie przyczepiły – być może robi to różnicę dla profesjonalnych graczy, ale nawet ja doceniam to, że nic mi się w dziwnych miejscach nie wybrzusza.

Żałuję trochę, że nie wiem, jak bardzo ta podkładka rzeczywiście wpływa na precyzję DeathAddera Elite, ale te dwa produkty w tandemie spisują się (jak na razie) wzorowo. Pomimo że cena 60 złotych za podkładkę wydaje się całkowicie absurdalna, to kompletnie tego nie żałuję – i tak wyszło taniej niż kupno Magic Mouse od Apple.

Specyfikacja techniczna – Razer DeathAdder Elite

Sensor: optyczny, 16 tys. DPI
Przyspieszenie: 450 IPS / 50 g
Przełączniki: mechaniczne Omron
Orientacja: praworęczna
Podświetlenie: Razer Chroma Lighting – 16,8 mln kolorów
Próbkowanie: 1000 Hz
Złącze: pozłacane USB-A Przewód: spleciony, 2 m
Wymiary: 127 × 70 × 44 mm (dł. × szer. × wys.)
Waga: 105 g

Specyfikacja techniczna – Razer Sphex V2

Grubość: 0,5 mm

Ocena – Razer DeathAdder Elite

Design: 6
Jakość wykonania: 6
Oprogramowanie: 3
Wydajność: n/d

Ocena końcowa: 5/6

6

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki i zwinne samochody.

Niedawno rozpocząłem prowadzenie kursów Lightrooma i fotografii na Pikselowe.pl – zapraszam.

morid1n

Dodaj komentarz

Łukasz Stanek napisał(a):

Hmmm, mimo wszystko w tej cenie wybrałbym SS Rival 700 ( https://steelseries.com/gaming-mice/rival-700 ) lub Corsair Glave (http://www.corsair.com/en-us/glaive-rgb-gaming-mouse-aluminum). Ten drugi wykonany z aluminium i dodatkowo z wymiennymi uchwytami. Rival natomiast jest w pełni modułowy, gdzie np. można wymienić kabel.

Piotr Miszczak napisał(a):

Obydwa modele zdyskwalifikowane za wagę 134 i 122 gramy? Wojtek ostatnio dużo gra w PUBG i obstawiam że podczas jednego wieczoru mysz „przejeżdża” 300m po podkładce (dpi ok 800 i ustawienia czułości myszy w grze, tak aby obrót 360st zajmował ok 70cm). Max waga myszy do gier to 100-105gr.
Jak będzie chciał zmienić kabel u siebie to tutaj ma Pana z Niemiec co robi customowe http://www.overclock.net/t/1621381/paracord-mice-cable-made-by-ceesa/0_50 super elastyczne i lekkie

Łukasz Stanek napisał(a):

Waga to już raczej kwestia indywidualna – ja np wolę trochę cięższe myszki :)

Moridin napisał(a):

Problem z wszystkimi innymi modelami jest taki, że wyglądają tanio.

Łukasz Stanek napisał(a):

Inaczej – to jest ogólny problem sprzętu gejmingowego, że jest bardzo jarmarczy. Dla mnie np. nie do zniesienia jest cała ta Chroma w Razerach i ta wszechobecna tęcza (którą można wyłączyć). Mnie się marzy aby Microsoft wziął ekipę od Surface i Xbox i zrobili peryferia do grania na PC.

Upp napisał(a):

DeathAdder to król wszystkich gryzoni. Nie ma drugiej tak niezawodnej maszyny.